„Panie i panowie, nie zazdroszczę wam”

„Panie i panowie, nie zazdroszczę wam” - powiedział dzisiaj Juozas Domarkas, zastępca przewodniczącego jury.

Czytającym codzienne relacje z przesłuchań także nie zazdroszczę. Codziennie to samo. Codziennie rzut okiem na kolejnych uczestników, którzy wymachują pałeczką przed coraz bardziej zmęczonymi muzykami. Zadanie jakie stoi przed orkiestrą, jest bardzo trudne i wymaga sporej wytrzymałości. Odnoszę wrażenie, że wygra ten, kto najlepiej poradzi sobie ze zmęczeniem zespołu.

A czy Wy poradzicie sobie z kolejną relacją z przesłuchań? Sprawdźmy. W nagrodę na koniec galeria zdjęć – uczestnicy okiem Krzysztofa Lisiaka.

 

(A tym, którzy jeszcze zastanawiają się, po co orkiestrze dyrygent – zachęcam do przeczytania artykułu w numerze drugim Presto, dostępnym w naszej Księgarni).

 

Roberto Beltran-Zavala zaczął poranne przesłuchania od Haydna. Słychać było, że orkiestra i dyrygent jeszcze się nie obudzili. Wstęp kazał im zagrać jak marsz żałobny, nawet w allegro tempo było wolne i ciężkie. Uwertura do “Zemsty nietoperza” wypadła blado, Meksykańczyk dyrygował bez przekonania. Publiczności też się nie podobało, w przerwie komentarze nie były zbyt pochlebne.

Michael Chang z Tajwanu dyrygował dużo lepiej. Ruchy oszczędne, wyraziste, był od początku dość uważny, wyłapywał wszystkie nierówności. Orkiestra szybko go polubiła – grała energicznie, mocno i pewnie. Niestety, dość szybko przestał zwracać uwagę na wpadki orkiestry – rozpuścił ich i nie potrafił utrzymać dyscypliny. W końcu stracił pewność siebie.

Marzena Diakun dyrygowała chaotycznie i nerwowo. Wskazówki dla orkiestry były niejasne – uwagi w rodzaju „śpiewamy nutki” nie bardzo trafiły im do przekonania, teksty o „rozbijaniu struktury rzeczywistości” przez Beethovena w “Eroice” – tym bardziej. Orkiestra ignorowała ją i robiła swoje. W marszu żałobnym ciągle powtarzała muzykom - „umieramy, umieramy”. Nic dziwnego, że grali jak zombie. Tekst o umieraniu był ulubionym tematem rozmów na przerwie.

Kai-Hsi Fan też się nie popisała. Zespół grał byle jak, ale jej to nie przeszkadzało – uwag nie miała prawie w ogóle. Panowanie nad orkiestrą i praca nad detalami to coś, co widocznie zdarza się innym.

Keitaro Harada z Japonii uratował honor porannego przesłuchania. Stanowczy, wiedział czego chce i potrafił to wyciągnąć z orkiestry. Zwracał dużą uwagę na szczegóły, wymagał od orkiestry delikatnego brzmienia w symfonii Haydna. Orkiestra szybko go polubiła – był uśmiechnięty i radosny, zwracał uwagę na to, żeby muzykę wykonywać z emocjami i z wyobraźnią. „Tak, ten gość był naprawdę dobry” - powiedziała mi znajoma w trakcie przerwy. Co prawda trochę się pogubił w zakończeniu uwertury Webera, ale łatwo tak sobie siedzieć w miękkim fotelu i wybrzydzać. Stanąć przed orkiestrą i samemu zaprowadzić porządek – trochę trudniej.

Rafał Janiak wydawał mi się na początku zbyt pewny sobie. Nie patrzył na orkiestrę, dyrygował z zamkniętymi oczami. Jednak dość szybko zaczął z nimi pracować i osiągnął, pełne, mocne brzmienie. Pilnuje detali, pozwala sobie czasem na chwilę większych emocji, ale generalnie – stara się kontrolować.

Sylwi Janiak nie łaczy z Rafałem Janiakiem żadne pokrewieństwo. Ich podejście do muzyki też jest różne. Pani Janiak dyrygowała elegancko, szerokimi ruchami rąk. Ma tendencję do pracy nad najdrobniejszymi detalami, czasem przesadza i rozmienia się na drobne. Po raz pierwszy w czasie konkursu dyrygowała “Karnawałem rzymskim” Berlioza. Na początku wykonanie nie brzmiało dobrze, ale w krótkim czasie osiągnęła dobre rezultaty - udało jej się tchnąć życie w muzykę.

Yang Jiao dyrygował wszystkim w bardzo wolnym tempie. Kiedy zaczął wykonywać Haydna za drugim razem – zrobił to nawet jeszcze wolniej. Nie udało mu się porwać ani orkiestry, ani słuchaczy. Weber był taki sam – wolny i sflaczały.

Lepiej zabrzmiały wykonania Yoshinao Kihary. Jest w nim potencjał, ale musi jeszcze popracować – na razie przepuszcza za dużo pomyłek. Ładnie kontroluje tempo i dynamikę, ale trochę brak mu pewności siebie. Wylosował najbardziej typowy z możliwych zestawów – “Zemstę nietoperza” i “Eroicę”, więc musi sobie radzić ze zmęczeniem orkiestry i słuchaczy, z jurorami włącznie.

Ostatnia wystąpiła Marta Kluczyńska. Pewna siebie, potrafiła dobrze rozplanować wykonanie utworu. Miała najtrudniejsze zadanie – musiała walczyć ze zmordowaną orkiestrą, której zależało już tylko na tym, żeby rzucić w diabły Rossinich i Haydnów i iść do domu. Jeśli weźmie się to pod uwagę – osiągnęła sukces.

Obstawiam Haradę i Rafała Janiaka, ale kogo jury przepuści dalej – dowiemy się wkrótce.

Dyrygentów podglądał Oskar Łapeta

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów