„Pierścień” z Warnera

Tetralogia „Pierścień Nibelungów” Richarda Wagnera budzi respekt każdego melomana. Już sam czas trwania cyklu, ok. 16 godzin, sprawia, sprawia że wysłuchanie go do końca jest trudne. Dodajmy do tego gąszcz ciężkiej wagnerowskiej orkiestracji i motywy przewodnie, które trzeba śledzić, by być na bieżąco z narracją utworu.

Wszystko, co napisano powyżej, może zabrzmieć jak próba odstraszenia potencjalnego słuchacza. Nic bardziej mylnego – „Pierścień” jest bardzo długi, ale jednocześnie wciągający. Składa się z czterech oper – „Złoto Renu”, „Walkiria”, „Zygfryd” i „Zmierzch bogów”. Wagner kojarzony jest najczęściej z gęstą, agresywną orkiestracją, ale dokładne zapoznanie się z jego muzyka pozwala odkryć wiele jej odcieni, a wiele z nich jest zaskakująco lirycznych. Motywy przewodnie natomiast, zamiast utrudniać słuchanie, bardzo je ułatwiają, pozwalając błyskawicznie zorientować się, jaka postać pojawia się na scenie, i co przeżywa.

Nagrań epokowego cyklu Wagnera jest mnóstwo, ale ostatnimi czasy ukazała się reedycja jednej z najbardziej udanych rejestracji, dokonanej przez Symphonieorchester des Bayerisches Runfdunks pod dyrekcją Bernarda Haitinka. Muszę przyznać, że wizja holenderskiego dyrygenta jest intrygująca. Nie podchodzi do Wagnera siłowo, nie tworzy mocnej, agresywnej ściany dźwięku, którą kompozytor Gustaw Holst nazywał „poczciwym wagnerowskim wrzaskiem”. Jego koncepcja dźwięku jest prawie pastelowa, urzekająca ilością subtelnych odcieni barwnych i dynamicznych. Uderza przy tym jako całkowicie naturalna i bezpretensjonalna. Cała narracja przebiega dzięki temu bardzo logicznie i bez przerysowanych kontrastów. Przyznam, że bardzo mi odpowiadało takie „klasyczne” podejście, a jeśli dodamy do tego przepiękną grę orkiestry i świetny, przestrzenny i ciepły dźwięk – otrzymamy nagranie, które można rekomendować bez zbędnego wahania.

Również soliści we wszystkich operach są świetni. Rewelacyjny jest Wotan (James Morris), Erda (Jadwiga Rappe), Zygfryd (Siegfried Jerusalem) i Siglinda (Cheryl Studer). Theo Adam jako Alberyk jest idealnie demoniczny, a Mime Johna Tomlinsona dysponuje dość lekkim głosem, który jednak potrafi brzmieć gniewnie i podstępnie. Również mniejsze partie obsadzone są luksusowo – Leśnego ptaszka w „Zygfrydzie” śpiewa Kiri te Kanawa, a jedną z Norn, bogiń przeznaczenia przędących nici ludzkiego życia – Anne-Sophie von Otter. Jest jednak wyjątek od reguły – Eva Marton w roli Brunhildy brzmi problematycznie. Jej głos jest masywny i duży, a to w tej roli wręcz niezbędne. Niestety – charakteryzuje się też zbyt dużym rozwibrowaniem, co może być drażniące zwłaszcza w wysokich rejestrach.

Przyznam, że chociaż Morton rozczarowała mnie w roli Brunhildy – zarówno dobór pozostałych śpiewaków, gra orkiestry oraz koncepcja dyrygenta są po prostu świetne. Z czystym sumieniem polecam to nagranie każdemu. I zatwardziałym fanom Wagnera, których zainteresuje reedycja tego cyklu, jak i tym, którzy swoją przygodę z muzyką Wagnera dopiero zaczynają.

Oskar Łapeta

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów