9.Noc Teatrów Metropolii w Operze Śląskiej

Jak wymienić żarówki w ogromnym żyrandolu, który wisi pod sufitem widowni Opery Śląskiej? Kierownica od jakiego auta znajduje się przy pulpicie dyrygenckim? Dlaczego w środy scena bytomskiego teatru jest zawsze pusta i nie ma tu prób? Odpowiedzi na te i inne pytania poznali ci, którzy wyjątkową noc, 29 września, spędzili w Operze Śląskiej w Bytomiu.

Około 2 tys.150 osób wzięło udział w wydarzeniach zaproponowanych przez bytomski teatr operowy w ramach 9.Nocy Teatrów Metropolii. Przyjechali goście m.in. z Tychów, Gliwic, Zabrza, Chorzowa a nawet z Wrocławia. Widzowie z Wrocławia podkreślali, że są pod wielkim wrażeniem bytomskiego teatru operowego i żałują, że podobnej akcji, jaką jest Noc Teatrów Metropolii, nie ma w ich mieście.

Wszystko zaczęło się w galerii handlowej Agora. Klienci byli zdumieni, kiedy nagle usłyszeli muzykę z oper "Nabucco" i "Carmen", a osoby przechadzające się po pasażu wśród tłumu, zaczęły śpiewać!

Kiedy artyści zachęcali do odwiedzenia bytomskiego teatru operowego klientów CH Agora, w budynku Opery Śląskiej już otwarto pracownie. Ogromnym powodzeniem cieszyła się możliwość przymierzenia kostiumów ze spektakli. Przy kostiumach stała fotobudka i każdy mógł zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie jako Carmen, Tosca czy inny bohater. Tuż obok były stanowiska, na których wykonywano sceniczne fryzury i makijaże. Najmłodsi najdłużej zabawiali w sali z instrumentami oraz na sali baletowej, gdzie oglądano popisy tancerzy, a chętni mogli spróbować swoich sił. Całe rodziny wspólnie wykonywały maski teatralne. Starsi korzystali z darmowej nauki śpiewu operowego i z ciekawością zaglądali do pracowni krawieckich, gdzie powstają kostiumy do październikowej premiery opery "Don Desiderio" Józefa Michała Ksawerego Poniatowskiego.

Wiele osób, poza zwiedzaniem pracowni, skorzystało też z promocyjnych biletów na operę "Rzekomą ogrodniczkę-La finta giardiniera", Wolfganga Amadeusza Mozarta i spektakl muzyczny "Czekając na Chopina" w reżyserii Michała Znanieckiego.

Najwięcej emocji wzbudziły jednak wycieczki po najbardziej tajemniczych miejscach operowego budynku. Gości oprowadzała Katarzyna Szubert z działu Edukacji, teatrolog, która z Operą Śląską jest związana od 18 lat. Goście zobaczyli salę baletową, piwnice, byli na scenie i za sceną, w magazynie dekoracji. Dowiedzieli się, jak kiedyś wyglądała Sala koncertowa im. Adama Didura, poznali bliżej historię budynku, a także kulisy pracy nie tylko artystów, ale i innych pracowników bytomskiego teatru. Nie zabrakło opowieści o operowych przesądach, a także tajemniczego upiora, który trochę przeszkadzał podczas zwiedzania. W magazynie kostiumów, jedna z młodszych uczestniczek wycieczki zapytała, czy... może tu zamieszkać! Dorośli byli również pod wrażeniem, a niektórzy zaczęli zastanawiać się nad zmianą zawodu...zwłaszcza, kiedy oprowadzająca wycieczkę zdradziła, że słynny tenor Wiesław Ochman, zanim zaczął śpiewać, skończył AGH w Krakowie. Starsi widzowie byli ciekawi technicznych rozwiązań, stosowanych na scenie. Zwiedzający dowiedzieli się na przykład, że na widowni najmniejszego teatru operowego w Polsce, znajduje się 400 miejsc, przy pulpicie dyrygenta jest zamontowana kierownica od audi, a także jak wymieniane są żarówki w słynnym żyrandolu na widowni, który znajduje się pod samym sufitem.

Magdalena Nowacka-Goik

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów