Ach, cóż to był za film!

Pola Negri olśniewała prostotą wyrazu. W czasach, kiedy magia kina pozbawiona była nawet głosu, potrafiła każdym swoim gestem, spojrzeniem i tanecznym ruchem rozkochiwać tłumy. Natasza Urbańska rozkochuje, zaopatrzona w arsenał nie tylko już dźwięku, świateł i wsparcia kilkudziesięciu członków ekipy, ale też – trójwymiarowych filmowych przestrzeni. Jest równie olśniewająco.

„Chciałabym wymyślić życie tak jak film…” śpiewa u Józefowicza Pola, widząc ze statku zbliżającą się wyspę Manhattan – jej prywatny American Dream. Niepotrzebnie. Historia życia Apolonii Chałupiec, Polki znanej w wielkim świecie właśnie jako Pola Negri, sama w sobie jest pełnym nieoczekiwanych zwrotów akcji scenariuszem, w którym nie zabrakło miejsca na ubogie pochodzenie, błyskawiczną karierę, blichtr sławy, romanse z gwiazdami światowego kina, nieudane małżeństwa, a w końcu - utratę dziecka i oskarżenia o romans z Hitlerem. Wszystko to w realiach zmiennych lat 20-tych i 30-tych,  w których amerykański charleston idzie ręka w rękę z kryzysem, a zmęczony wielką wojną świat zbiera siły na kolejne starcie...

Taka historia domaga się rozmachu i rozmach u Józefowicza jest. Ogromny. Głównie za sprawą połączenia gry aktorskiej, śpiewu i tańca z trójwymiarową rekonstrukcją ubiegłowiecznego świata. Praca artystów studia Platige Image, ukazujących w najdrobniejszych szczegółach rewię Ziegfelda, wytwórnię filmową Paramount  Pictures czy rozbrzmiewające charlestonem amerykańskie salony robi kolosalne wrażenie. A sama technika 3D? Urbańska wijąca się pomiędzy trzema ogromnymi wężami? Lot szybowcem, w trakcie którego na chwilę wszystkim nam zapiera dech, tak niewiarygodnie realne wydają się skały? Tańczące w klatkach niewolnice na arabskim targu, bliskie prawie na wyciągnięcie ręki? Obraz w „Policie” nie jest tłem – jest jednym z najważniejszych, o ile właśnie nie najważniejszym elementem spektaklu, wciągających wykonawców i publiczność w stworzony przez siebie świat.

Takie było zresztą zamierzenie twórców widowiska, promowanego jako pierwszy na świecie musical 3D. Rzeczywiście – granica jest chwilami tak subtelna, że nawet nie zauważamy przeniesienia z  teatralnych desek wprost w magię wielkiego ekranu. Tym bardziej, że filmowe akcenty towarzyszą nam na każdym niemal kroku. Czy mogłoby być inaczej, skoro mowa o historii gwiazdy romansującej z Charlie Chaplinem i Rudolfem Valentino?  Brak tu jednak miejsca na przypadek - twórcy musicalu zadbali o stałą obecność elementów łączących teatralny i filmowy świat. Jednym z nich jest wykorzystanie archiwalnych materiałów filmowych (m.in. filmów fabularnych oraz. dokumentacji pogrzebu Valentino) oraz „zarchiwizowanie” scen nakręconych z Urbańską (czarno-białym, niemym klatkom towarzyszy dźwięk pianina, przy którym na żywo, jak to miało miejsce podczas dawnych seansów filmowych, zasiada sam Stokłosa). Kolejny ukłon ze świata celuloidowej taśmy to inspiracje słynnymi filmowymi motywami. Do  Ameryki Pola Negri płynie luksusowym transatlantykiem („Titanic”), kilka lat później szybuje samolotem ponad pustynią („Angielski pacjent”), a z amantem Valentino tańczy na tarasie („Panowie w cylindrach”).

Filmowość zatem włada w tym spektaklu niepodzielnie – co jest największą jego siłą, choć – prawdopodobnie, również powodem kilku niedociągnięć. Nie da się przecenić wkładu Józefowicza w rozwój musicalu. „Polita” to ewenement na skalę daleko przekraczającą nasze rodzime podwórko, a wynik pracy aktorów, wokalistów i tancerzy, idealnie komponujących swoje ruchy z widocznym wyłącznie przecież dla widzów światem niejednokrotnie wprawia w osłupienie. Urbańska porusza się na scenie zjawiskowo. Mimo tego,  koncentracja na trójwymiarowym aspekcie projektu odrobinę przysłoniła twórcom dopracowanie tradycyjnych jego elementów. Zawiła biografia Poli Negri, sama w sobie będąca doskonałym scenariuszowym materiałem, domaga się libretta wyraźniej zarysowanego, czegoś więcej niż tylko szereg obrazów z poszczególnych etapów życia artystki, pogłębienia motywów podejmowanych przez nią decyzji. Warstwa muzyczna – błaga o kolejne utwory w rodzaju „To się nazywa ‘adrenalina’” – zapadające w pamięć i wyróżniające się spośród szeregu pozostałych - poprawnych, melodyjnych, przewidywalnych.  Poziom aktorski mógłby zostać doszlifowany.

Czy jednak warto na „Politę” się wybrać? Zdecydowanie. Warto poznać widowiskowość, fantazję i rewolucyjny sposób przekazu, zapadające w pamięć na bardzo długo. Warto potem przywołać magiczne obrazy spektaklu płytą. Warto poznać historię wielkiej, polskiej gwiazdy kina niemego – Apolonii Chałupiec. Warto.

Karolina Roszczyk

Oceń zawartość: 

Brak głosów