Aleksander Devosges-Cuber: Robimy festiwal bez ekstrawagancji

Filharmonia Opolska na inauguracji. Słuchają mieszkańcy Głogówka, okolic i cały klan Oppersdorffów. Fot. Maciej Pagacz
Filharmonia Opolska na inauguracji. Słuchają mieszkańcy Głogówka, okolic i cały klan Oppersdorffów. Fot. Maciej Pagacz

A jednak nie do końca. W tym roku na Festiwalu im. Ludwiga van Beethovena w Głogówku miało miejsce wydarzenie bez precedensu. Po raz pierwszy w historii spotkali się wszyscy żyjący przedstawiciele rodu Oppersdorffów. 
O spotkaniu i przyszłości Festiwalu, który obchodzi w tym roku 25-lecie rozmawiam z jego dyrektorem, Aleksandrem Devosges-Cuber.

Kinga A. Wojciechowska: 25-lecie to zawsze okazja do niecodziennych wydarzeń. Ale dlaczego Oppersdorffowie na miejsce tak ważnego spotkania wybrali Głogówek?
Aleksander Devosges-Cuber:
Zamek w Głogówku to historycznie najważniejszy ośrodek rodziny Oppersdorffów i ich siedziba rodowa od XVI wieku. Zaproponowaliśmy im więc to szczególne „Familien-Treffen” ale za zebranie całej rodziny odpowiedzialny był patron honorowy naszego Festiwalu, hrabia Emmanuel von Oppersdorff. To miało być dla nich ważne spotkanie. W miejscu rodzinnego pochodzenia.

Spotkanie miało charakter prywatny?
Tak! I przyjechało prawie 70 osób. Niektórzy członkowie w ogóle się nie widzieli. Znali się z opowiadań, ze zdjęć.

A mieszkańcy miasta mieli okazję się z nimi spotkać?
Tak. W sobotę rano było uroczyste otwarcie Festiwalu połączone z prelekcją o historii rodu, o tym, co Oppersdorffowie zrobili jako mecenasi kultury.


Rodzina Oppersdorffów podczas koncertu inaugurującego Festiwal. Fot. Maciej Pagacz

I co zrobili?
Byli chociażby fundatorami kolegiów jezuickich w Głogowie, Nysie, Hradcu Kralovej w Czechach. Zbudowali czy rozbudowali wiele zamków, kościołów. Byli mecenasami malarzy, kompozytorów, poetów. Jak chociażby hrabia Franz Wenzel von Oppersdorff – mecenas Ludwiga van Beethovena, któremu kompozytor dedykował swoją IV Symfonię.

Co oznacza dziś obecność Oppersdorffów w Głogówku?
To kwestia prestiżowa. Ale nie tylko. Od kilku lat mam kontakt z Oppersdorffami. Udostępniają zdjęcia, materiały ze swoich archiwów, które pozwalają nam poznać lepiej historię Głogówka. Dla naszych wszystkich poczynań muzealnych i festiwalowych wykazują duże zainteresowanie. Myślę więc, że to dopiero początek współpracy.

Dobre otwarcie jak na Festiwal o 25-letniej tradycji. Mam jednak poczucie, że poza spotkaniem rodzinnym Oppersdorffów oparłeś się zrobieniu show z jubileuszu.
W tym roku chodziło o to, żeby było bardzo uroczyście. Jak wskazuje podtytuł „Beethoven i jego Europa”, zapożyczony od innego znanego festiwalu – chodziło o to, żeby ułożyć program wokół tych artystów, z których Beethoven czerpał, których twórczość lubił. Chcieliśmy też pokazać kompozytorów, którzy czerpali z twórczości Beethovena. To festiwal bez ekstrawagancji. Chcieliśmy, aby były duże formy i muzyka kameralna. Bo jednak muzyka dużego formatu bardzo się podoba i ma charakter odświętny.
 


Historyczne zdjęcie. Klan Oppersdorffów i organizatorzy Festiwalu
oraz muzycy uświetniający inaugurację.
Fot. Maciej Pagacz

Drugie ćwierćwiecze otwierasz za rok. Masz już pomysł, w którą stronę pójdzie Festiwal?
Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ale oczywiście pomysły są. Chciałbym, żeby na każdym festiwalu był jeden koncert muzyki lokalnych kompozytorów. Od XVI wieku Oppersdorffowie byli mecenasami kultury, powstawało wiele utworów im dedykowanych. Chciałbym, żeby grany był więc jeden utwór pisany dla nich. Ale tu przed nami dużo pracy, bo partytury trzeba opracować. Większość utworów nie była współcześnie grana.
Chciałbym też organizować koncert debiutów – młodych utalentowanych artystów z regionu.

To akurat znamy, bo często młodzi występują na Festiwalu w Głogówku.
Tak, ale to najczęściej są jednak uznani artyści, laureaci konkursów, z osiągnięciami. A ja chciałbym pokazać tu zupełnie młodych artystów, ze szkół muzycznych II stopnia z Opola i Nysy. To ciekawe dla stałej publiczności i dla muzyków. No i zwiększa zainteresowanie mieszkańców regionu Festiwalem. Festiwal to forma żywa, trzeba się cały czas uczyć, patrzeć, co podoba się publiczności, patrzeć też krytycznie i zmieniać się na lepsze, ale być w kręgu głównej twórczości Beethovena. Choć nie jest to festiwal jego muzyki. To, co jest grane, musi mieć myśl przewodnią, wszystko musi być inspirujące artystycznie, edukacyjnie. I musi mieć niezmiennie wysoki poziom.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów