Artysta powinien (czasem) pobawić się w psychologa

Joanna Freszel*: Jeśli mamy możliwość wypływu na repertuar, formę koncertu, należy się zastanowić, do kogo będzie skierowany i jaki chcemy osiągnąć efekt: czysto edukacyjny, rozrywkowy, zachęcający do muzykowania. Nie zgodzę się, że każdy „produkt” będzie pasował do wszystkich odbiorców. Sukienka uszyta na gruszkowatą figurę nie będzie pasowała do sportowego typu. Można przeprowadzić próbę mierzenia, ale efekt nie będzie dobry. Nieco podobnie jest z muzyką. Twórczość Aperghisa, Pendereckiego można zagrać każdemu, ale nie w taki sam sposób, nie w takim samym wymiarze czasu, raczej nie „z tej samej odległości”.

Komentarz artystki do artykułu "Hodowanie melomanów" Marii Nowrot, który przeczytasz w Presto #20. Opis numeru przeczytasz tutaj, a promocyjny egzemplarz z płytą kupisz tutaj

W maju 2017 r. miałam okazję się przekonać, że dzieci są fantastycznym odbiorcą muzyki współczesnej, również tej najbardziej zaskakującej, przez niektórych dorosłych określanej jako „ciężkiej”. Podczas koncertów „Gdzie jesteś, Johnie Cage” na 21. Biennale Sztuki dla dziecka DO ŚMIECHU, z kompozytorem Jarosławem Siwińskim i instrumentalistą Pawłem Romańczukiem zagraliśmy kompozycję 4’’33’ Johna Cage’a, która polega na graniu ciszy właśnie przez cztery minuty i 33 sekundy. Absurdalne, eksperymentalne, zaskakujące? Na pierwszym przedstawieniu widownię wypełniała młodzież z rodzicami, na drugim były jedynie dzieci ze szkoły podstawowej. W obu przypadkach posypały się brawa, jednak to ta druga publiczność emanowała skupieniem, oczekiwaniem; myśli krążyły w powietrzu; dzieci naśladowały nasze ruchy, grały z nami 4’’33’ i na koniec to one wykrzyknęły: „bis!”.
Im jesteśmy starsi, tym mocniej wiążą nas konwenanse. Czasami krępujemy się spontanicznie reagować przy rodzicach. Nie chodzi zatem o to, aby unikać wyzwań, a takim bezsprzecznie był powyższy trzyczęściowy (sic!) utwór awangardowego kompozytora. Należy wystawiać młode umysły na nieznane, ale bardzo umiejętnie, nie za długo.

Na tym samym koncercie zabrzmiała również kompozycja na salę Jarosława Siwińskiego.
I tu – kolejny sukces. „Scenodźwięki” ewoluowały, dając widzowi szansę nadążyć za dostarczanymi bodźcami: najpierw delikatne uderzenia drzwi i ich niski pomruk połączony ze strugami światła, potem specjalnie skonstruowana na potrzeby spektaklu maszyna grająca za pomocą piłeczek pingpongowych, szaleńcza improwizacja śpiewaczki i na koniec zaskakujący potok papierowych samolocików nadlatujących z „nieba”. Był humor, możliwość dotknięcia rekwizytów, umiejętnie połączona wizja z fonią i zero przeładowania. Taki rodzaj koncertu otwiera, zachęca, prowokuje i edukuje. Buduje też wizerunek artysty jako nie bezmyślnego odtwórcę, ale kreatora, kogoś, kto dokładnie wie, jak działać. Budujemy w ten sposób również szacunek do często nadal pobłażliwie traktowanej sztuki nowoczesnej oraz do samego artysty, który musi być jednocześnie wykonawcą, aktorem, twórcą.

Mama: Idziemy dziś, synku, w bardzo ciekawe miejsce.
Dziecko: Do kina?
Mama: Nie, do filharmonii, na koncert.
Dziecko: Ooooo, nieeeee.

Tata: Co puszczamy?
Dziecko: „Mam tę moc”, „Mam tę moc”!
Tata: Dobrze, będzie Elza, ale najpierw kawałek „Dziadka do Orzechów”, OK?
Dziecko: Taaak! Tam tak ślicznie stają na palcach!

Każda z reakcji dziecka jest właściwa, ponieważ przyzwyczajenia i potrzeby maluchów są inne. Na te pierwsze mamy wpływ, dlatego tak ważne są dobre wzorce i systematyczna aktywność kulturalna. Potrzeby natomiast są czasami skrajnie różne. Jedno dziecko wymaga wyciszenia się i fantastycznie czuje się na koncercie z kompozycjami Pärta, Reicha, Feldmana, a inne lubi dotknąć sukienki przebiegającej księżniczki, woli skakać lub słuchać, leżąc. I znowu, nic w tym złego. Właśnie chodzi o to, aby dostępność oraz różnorodność spektakli i koncertów dla dzieci była duża. Nie powinniśmy produkować jednego rodzaju odbiorców. To niezdrowe i nudne. Nie mamy prawa w sztuczny sposób, ponoć optymalny, wytwarzać małych melomanów. Owszem, należy dbać o zdrowy rozsądek, pochylić się choć trochę nad sztuką, aby wiedzieć, co zaproponować dziecku. Wszystko wymaga pomyślunku i czasu.

I tu chciałabym przytoczyć moje obserwacje z warsztatów, które prowadziłam z pianistą Tomaszem Pawłowskim w Żelazowej Woli dla dzieci oraz w Radziejowicach dla nauczycieli przedmiotów muzycznych. Najlepiej sprawdzał się różnorodny repertuar, zwięzły, przestawiony w atrakcyjny, intensywny sposób. Uczestnicy z wielkim zainteresowaniem układali rozsypankę z nut, a potem samemu śpiewali ułożoną w ten sposób pieśń. Odprężało ich, że mogą słuchać, siedząc w różnych pozycjach; że podczas jednego utworu byli prowokowani do skupienia się na minimalistycznych dźwiękach, a podczas drugiego mieli narysować to, co słyszą. Albo gdy mogli sami coś zagrać lub za chwilę obserwować na ścianach czy ekranie (wizualizacje – tylko, uwaga, nieprzytłaczające). Wówczas zdałam sobie sprawę, że zdecydowanie najlepiej sprawdza się warsztatowa forma koncertów. Nie należy jednak stronić od pozornej monotonii – z taką miałam do czynienia na Koncercie w Filharmonii Narodowej „Dźwięki (nie) z tej ziemi”, kiedy zabrzmiały znaki zodiaku Stockhausena. Uchodzą one za trudne w odbiorze, jednak bardzo się podobały, i to szczególnie dzieciom! Może dlatego, że pojawiły się w zestawieniu z fantastycznymi „Imitonkami” Wojtka Błażejczyka z elektroniką i improwizacją wykonawców ustawionych na balkonach sali w Filharmonii. Lub „Operowo-językowy zawrót głowy” – edukacyjna Mini-Opera dla dzieci autorstwa Macieja Małeckiego w reżyserii Anny Seniuk – tu nie ma pieszczenia się tekstem i dostosowywania go do młodego odbiorcy. To świetny przykład spektaklu w sam raz „do zjedzenia” przez dzieciaki i ich opiekunów!

Jeśli każde wydarzenie kulturalne uda się dostosować do miejsca, tematu muzycznego, naszych oczekiwań, a nade wszystko do odbiorcy, unikniemy większości pułapek „hodowli melomanów”.

* Joanna Freszel Tegoroczna laureatka Paszportów Polityki w kategorii Muzyka Poważna, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nagradzana na konkursach wokalnych. Sopran, specjalizuje się w muzyce współczesnej, choć z powodzeniem sięga do dzieł wszystkich epok. Nagrywa muzykę do filmów, słuchowisk, bierze udział w festiwalach Warszawska Jesień, Aix-en Provence, Contrechaps, Kwartet Śląski i jego goście, Saaremaa Opera Days, Opera in the Town Hall Festival, Musica Polonica Nova, Prawykonania, Melos-Etos itd. Współpracuje z Estońską Operą Narodową, Teatrem Wielkim Operą Narodową w Warszawie i Teatrem Wielkim w Poznaniu. Ma dyplom magistra inżyniera ochrony środowiska uzyskany na SGGW w Warszawie.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów