Berlin vs. Boston [recenzja z Promsów]

Kirill Petrenko, fot. arch. org

DR JACEK KORNAK: Jak co roku BBC przygotowało fascynujący cykl koncertów na letnie Promsy, które odbywają się w londyńskim Royal Albert Hall. Letnie koncerty promenadowe są częścią londyńskiego życia kulturalnego już od XVIII wieku. Zawsze latem odbywają się serie koncertów, które przyciągają cztery i pół tysiąca melomanów do Royal Albert Hall i miliony słuchaczy przed radioodbiorniki na całym świecie.

W tym roku podczas ośmiu tygodni festiwalu odbyło się 75 koncertów. Najciekawsze już tradycyjnie zostawiono na koniec. We wrześniu mieliśmy okazję usłyszenia dwóch koncertów Berliner Philharmoniker oraz również dwóch Boston Symphony Orchestra. Dwóch tytanów muzyki klasycznej.

Berlińscy Filharmonicy wykonali utwory reprezentujące różne style: La Péri Paula Dukasa to francuska muzyka baletowa, IV Symfonia w C-dur reprezentowała późną austriacką tradycję romantyczną, natomiast Yuja Wang była solistką w III Koncercie fortepianowym Sergieia Prokofiewa. Koncert ten pokazał jak łatwo i swobodnie Berlińczycy poruszają się między różnymi tradycjami muzycznymi. W każdym z tych utworów mieli oni inne brzmienie. Wang natomiast udowodniła, że nie tylko potrafi grać z niesamowitą szybkością i precyzją, jej gra była bogata interpretacyjnie. Wang jest prawdziwym wirtuozem, który nikogo nie pozostawia obojętnym. W IV Symfonii Schmidta Berlińczycy oddali ogromny ładunek emocjonalny. Utwór ten miał ciężkie, mroczne, nieco depresyjne brzmienie momentami jedynie rozjaśniane ciepłym, lekkim brzmieniem smyczków. Perfekcyjny sposób frazowania oraz nieco pulsujący rytm nadały temu wykonaniu nieco niepokojący nastrój. Podczas drugiego koncertu nowy szef Berlińczyków Kirill Petrenko idealnie poprowadził poematy symfoniczne Richarda Straussa: Don Juan oraz Death and Transfiguration. Narracja Petrenki była dynamiczna, ale przede wszystkim bardzo klarowna. Tutaj Berlińczycy udowodnili, że żadna orkiestra nie może się z nimi równać jeśli chodzi o brzmienie ich instrumentów dętych. Natomiast VII Symfonia Beethovena porwała publiczność. Petrenko odnalazł w tym utworze coś świeżego i wciągającego. Nie było to kolejne sztampowe wykonanie Beethovena, ale energetyczna nowa interpretacja.

Powstała w 1881 roku Boston Symphony Orchestra należy do grupy wielkich amerykańskich orkiestr określanych jako “Big Five”. W ostatnich dekadach BSO miało szefów takich jak Ozawa, Haiting czy też Levine. Obecnie Andris Nelsons jest dyrektorem muzycznym orkiestry i to właśnie pod jego batutą BSO zaprezentowała się na Promsach. Podczas pierwszego koncertu BSO wykonało III Symfonie Gustava Mahlera D-mol. Jako solistka wystąpiła Susan Graham, a partie chóralne wykonały chóry City of Birmingham Symphony Orchestra. Boston Symphony Orchestra zaprezentowali w Mahlerze czystość i siłę swojego brzmienia. Nelsons dyrygował tę symfonie bez pośpiechu, pozwalając wybrzmieć wszystkim detalom. Muzyka pod jego batutą miała przestrzeń i piękno, które przeszywało słuchacza. Podczas kolejnego koncertu BSO wykonali Serenadę Bernsteina zainspirowaną “Sympozjum” Platona. W zasadzie jest to koncert skrzypcowy, jako solistka wystąpiła Baiba Skride. Grała ona dość delikatnie, wydobywając z tego utworu subtelny liryzm. W partii orkiestrowej pojawiają się elementy jazzowe, choć często orkiestra brzmi jak soundtrack do hollywoodzkiej produkcji. Nelsons prawdziwie pokazał swój kunszt dopiero w drugiej części koncertu dyrygując IV Symfonia C-mol Dymitra Szostakowicza. BSO pod batutą Nelsonsa wykonało symfonię Szostakowicza w porażający sposób. Była to niezwykle energetyczna, momentami ostra interpretacja. Tutaj dopiero można było usłyszeć prawdziwą siłę i charyzmę dyrygenta i jego orkiestry. Nelsons ukazał, że po ponad 80 latach od napisania utwór ten jest wciąż radykalny i ma bezkompromisowe brzmienie.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów