Bez pożegnania [na cześć Monteverdiego]

fot. Pexels

Kiedy straszna zaraza wyniszczyła w Wenecji
                                                        pięćdziesiąt tysięcy ludzi
a starość zbliżała się nieubłaganie
odstąpił swoje miejsce organisty w kościele świętego
                                                        Marka młodszemu koledze
schronił się w klasztorze i porzucił komponowanie

Gdy jednak przez lat dziesięć śmierć nie nadchodziła
wrócił do muzyki i skomponował Selva morale
                                                       e spirituale
a także nowy cykl madrygałów
które płyną teraz przez moją bezsenną noc
jak jasna barka pełna rozśpiewanych duchów

Julia Hartwig „Bez pożegnania”, Wydawnictwo Sic! s.c., Warszawa 2004

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów