Bitwa o „Dunkierkę”

W redakcji często spieramy się, dyskutujemy. Jedna z takich gorących rozmów przeniosła nam się na łamy portalu. Maja Baczyńska, redaktor naczelna Presto Filmowego, kontra Paweł Stroiński, w słownej bitwie o Dunkierkę.

MB: Po seansie wciąż myślami wracam do najnowszego filmu Christophera Nolana. Co jest siłą "Dunkierki"? Co słabością? Dla kogo jest to film?

PS: Siła tego filmu jest paradoksalnie też jego... słabością. Bardziej niż w przypadku innych filmów ocenienie go zależy od tego, czy przyjmujemy założoną przez Nolana konwencję - wyzbycie się ekspozycji, postawienie na czyste napięcie i, być może przede wszystkim, po raz kolejny zabawę czasem przedstawionym. Można dyskutować, czy to ostatnie było potrzebne. Z uwagi na eksperyment z brakiem ekspozycji Nolan ponoć rozważał wejście na plan bez żadnego scenariusza (!) i postawienie na czyste emocje. Niektórzy aktorzy zbudowali też na improwizacji swoje role.

MB: Kusząca wizja, ale ryzykowna. Przemyślana forma filmu pomaga w kinie konsekwentnie budować dramaturgię danej historii. Szczypta improwizacji w grze aktorskiej, a improwizowanie filmu na planie to jednak dwie różne rzeczy. Co jeszcze?

A w najnowszym Presto Filmowym m.in.:
"Lubię nie mieć racji" - wyznaje w wywiadzie Mikołaj Stroiński.
Jaka jest kondycja polskiej animacji? - sprawdziliśmy, wpadając na chwilę do studia Animoon Grzegorza Wacławka, gdzie powstała "Magiczna Zima Muminków" - fińsko-polska koprodukcja na podstawie archiwalnych wieloplanów na szkle z łódzkiego Se-ma-fora.
Oraz "Mama i dziecko na planie" - Jolanta Zielińska, architekt i żona kompozytora Macieja Zielińskiego, opowiada o przygodzie filmowej syna z perspektywy mamy.

PS: Największą zaletą „Dunkierki” moim zdaniem jest sama jakość realizacji, moim zdaniem największe osiągnięcie Nolana jeśli chodzi o reżyserię scen akcji. A słabością pewien brak realizmu. Dla mnie kino wojenne ma moralny obowiązek być brutalne i krwawe. Wojna jest i powinna być pokazywana jako straszna. Tu nie ma ani kropli krwi.

MB: Moim zdaniem wojna u Nolana jest właśnie przerażająco realna i brutalna i to dla mnie siła tego filmu. Nie potrzebuję widzieć krwi, aby się bać. Dzięki ciągłemu poczuciu zagrożenia dociera do nas cały dramat bitwy, która przeszła do historii jako przykład masowej ewakuacji żołnierzy, którzy pozostawali bez szans w starciu z wrogiem. Ten film ma w sobie niesamowite napięcie potęgowane przez muzykę Zimmera i ukazuje prawdziwe piekło na ziemi. Zastanawia mnie co innego - czy nie brakowało Ci tła politycznego w ekranowej opowieści? O Dunkierkę toczyły się całe dyskusje. Podobno przepadło mnóstwo wojennego sprzętu, który był w popłochu porzucany na plaży...

PS: Nie, nie to było założeniem reżysera i to rozumiem. Ktokolwiek ma jakiekolwiek pojęcie o historii, dowie się, czym była Operacja Dynamo. W „Dunkierce” nie o tło polityczne chodzi.

Moim zdaniem widać, że Nolana zaczynają powoli fascynować możliwości obrazu. Pamiętaj, że jest to reżyser, który operował do tej pory ciągłym tłumaczeniem fabuły na ekranie, szczególnie w „Incepcji” (choć każdy nauczyciel scenariopisarstwa by za to zabił, to akurat w tamtym filmie to działa) czy w „Interstellar”.

MB: Co ciekawe, bohaterowie raczej nie przywiązują do siebie widza jednostkowo, a jako grupa ludzi rzuconych przez los na samo dno piekła, uwikłanych we wzajemne zależności. W ten sposób, mimo całego chaosu, historia pokazana w „Dunkierce” wydaje się być jednym wielkim mechanizmem pełnym nawzajem zależnych od siebie elementów.

PS: Jest tu też trochę poezji. Nolan nieco uniwersalizuje historię przez pewne subtelne zabiegi. Na przykład bohater na plaży nazywa się Tommy. To jest nawiązanie wręcz historyczne i literackie jednocześnie. W angielskim slangu istnieje fraza "Tommy Atkins". Ma ona dość długą historię, ta postać doczekała się nawet swojego wiersza napisanego już pod koniec XIX wieku przez Rudyarda Kiplinga, ale największą popularność zyskało w czasach pierwszej wojny światowej. "Tommy" to był zwykły, pochodzący z biedoty żołnierz w okopach. Jest to formuła znana w historii literatury jako "everyman". Tommy to „Każdy”. Zwykły chłopak, który chciał tam tylko przeżyć.

Doceniam też poetyckie ujęcie ujawniające przerażającą skalę zagrożenia, tego, co się dzieje. Jedno z pierwszych ujęć na samej plaży: daleki plan, dwa słupy dzielą kadr na trzy praktycznie równe części. Za słupami znajduje się kilka grupek ludzi. Jakby Nolan wszystko wymierzył co do linijki. Po co ten idealny porządek? Po to, by potem nalot spowodował totalny chaos. Mistrzostwo choreografii.

MB: Znów wracamy do obrazu – warstwa wizualna rzeczywiście robi wielkie wrażenie. Apokaliptyczny klimat, kadry podkreślające osamotnienie żołnierzy. Dla mnie może i najmocniejsza scena to ta, którą wspomniałeś - gdy tysiące żołnierzy stoi na plaży, są odsłonięci jak na patelni, i nagle jest jest nalot i za chwilę połowa ciał się już nie podnosi...w tym wszystkim nasz "everyman" po raz kolejny przeżywa cudem.

PS: Problem z „Dunkierką” mam inny. W zasadzie jest to świetnie zrealizowany, konsekwentnie poprowadzony i pełen napięcia survival thriller. Ale - jakby się nad tym zastanowić - o czym właściwie jest? Co jest tematem tego filmu? Jeśli „Batman: początek” jest o strachu, „Mroczny rycerz” o anarchii, „Mroczny rycerz powstaje” o bólu, a „Interstellar” o miłości, to o czym jest „Dunkierka”? Czy eksperymentalne podejście do czasu przedstawionego w postaci rozdzielenia historii na trzy wątki, z których każdy wątek ma inne ramy czasowe (kolejno: tydzień, dzień i godzina), nie jest po prostu próbą bycia oryginalnym i niczym więcej?

MB: Może „Dunkierka” jest po prostu o tym, że czasem najważniejszym sukcesem jest przetrwać.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów