Brian Eno - oto [70-letni] człowiek

Brian Eno kończy dziś 70 lat!

Właściwie nazywa się Brian Peter George St. John le Baptiste de la Salle Eno. Jest angielskim kompozytorem, pionierem muzyki ambient (twórca tego terminu), producentem muzycznym i muzykiem rockowym. Twórca muzyki generatywnej, samorozwijającej się i programu komputerowego, dzięki któremu można tworzyć muzykę. Znany jest ze swojej współpracy z Davidem Bowie – skomponował dla niego m.in. utwór „Warsaw” (album „Low”), czym zainspirował Phillipa Glassa („Low Symphony”). Występował z zespołem Roxy Music i solo, współpracował m.in. z U2. 1 stycznia premierę miała jego najnowsza płyta „Reflection” – nie tylko manifest polityczny i uspokajający ambient, ale także aplikacja na system iOS.

Brian Eno stworzył dźwięk startowy MS Windows 95.

Z okazji urodzin przypominamy wywiad, który przeprowadziliśmy z artystą do Presto #17: Technologia.

 

OTO CZŁOWIEK - mówi Vanessa Rogowska o Brianie Eno.

Dobry Eno nie byłby zadowolony z tego tytułu. Nie znosi pochlebstw i nie chce być w centrum uwagi. Wywiadów nie udziela. Współpracował z Davidem Bowie, ale nie chce o tym mówić, za świeża rana. Kim jest Brian Eno? Kim jest dla Vanessy i każdego z nas? A czym jest dla niego technologia?

Vanessa: Z Brianem Eno spotkałam się tuż po premierowym wysłuchaniu jego instalacji dźwiękowej podczas Soundedit Festiwal w Łodzi, którego był długo oczekiwanym gościem. Artysta w tym czasie zwiedzał Pałac Herbsta, a ja, zaskoczona nagłą zmianą wydarzeń (artysta nie chciał udzielać wywiadów), ćwiczyłam wdzięczność. Spotkaliśmy się wokół trzeszczącego stołu w Fabryce Sztuki, którego dźwięki bardzo frapowały Eno: obawiał się o jakość naszych nagrań. Zadałam pierwsze pytanie, takie rozpoznawcze...

Czy technologa może zabić muzykę?

Brian Eno: Technologia nie zabija muzyki. Muzyka jest oparta na technologii. Skrzypce to też wymysł technologii jak ludzki głos, z którym się rodzimy, i który zmienia się w ciągu naszego życia. Podobnie jak technologia wokół nas. Istnieją tylko artyści, którzy nie czynią nic kreatywnego korzystając z techniki i odwrotnie. Nie postrzegam technologii jako wroga.

Czy słucha Pan radia ?

Tak, BBC Radio 6. To eksperymentalna stacja z muzyką popularną. Słucham także przez internet amerykańskich rozgłośni z muzyką gospel. Podsłuchuję propagandowej rosyjskiej rozgłośni Sputnik. To ciekawe: móc słuchać propagandy odmiennej od tej wytwarzanej we własnym kraju.

Jaką przyszłość widzi Pan dla radia? Czy radio jest wciąż ważnym medium dla muzyków jak trzydzieści lat temu?

Opowiem jak to działa w Anglii, bo nie wiem, jak sprawy wyglądają poza nią. Radio 6, o którym wspominałem odgrywa ważną rolę w publicznej dyskusji o muzyce. Dzięki niej słuchacze wiedzą, co się obecnie dzieje, w  przeciwieństwie do internetu. To zaskakujące, ale internet wcale nie otworzył nas na świat, a raczej utworzył niezliczoną ilość mikroświatów, w których chcemy być. Internet wyprodukował wyizolowane nisze. Dla przykładu: gdzieś w wirtualnym świecie zrzeszają się myśliwi polujący na lisy, ale tylko oni i tylko tyle wiedzą o sobie. To zamknięta grupa. Myślę, że radio jest przeciwieństwem tego stanu rzeczy. Dopóki radio jest rozgłośnią krajową, może skupić wokół siebie wielu ludzi, którzy nie mogliby być razem w inny sposób. Radio znacznie wyprzedza telewizję. Telewizja to dla mnie zanikające medium. Jeśli możecie, posłuchajcie proszę BBC Radio 6. Tam wciąż istnieje miejsce dla DJ-ów i nieodkrytej muzyki z lat 60. czy współczesnej muzyki soul. Zawsze kiedy słucham tej rozgłośni trzymam przygotowany ołówek do notowania. Spisuję listę artystów, o których chcę dowiedzieć się czegoś więcej. Rozumiem, że kwestia odnosi się raczej do rozgłośni należących do systemu korporacyjnego.

A czy lubi Pan jazz?

Lubię to, co Frank Zappa powiedział o jazzie: jazz – to dźwięk bezrobotnych. Jazz jak żadna inna muzyka jest dla mnie sprawą wiary. Jazz działa, jeśli w niego wierzysz. To trochę jak z astrologią. Kiedy byłem młody, posiadałem własną kolekcję płyt z muzyką popularną, którą w pewnym momencie się znudziłem. Pewnego dnia sprzedałem ją, aby kupić jeden album Theloniusa Monka „Monk`s Blues”. Kocham tę płytę, znam jej każdy szczegół [śmieje się], chociaż to bardzo ubogie nagranie, ciągłe powtarzanie pewnych fraz. Także przez jakiś czas miałem do czynienia z jazzem. Podobnie słuchałem sporo big bandów jazzowych, ale nie w stylu Duke’a Ellingtona, ale podobnych do Paul Whiteman Orchestra. Nie rozumiem w ogóle free jazzu.

Dlaczego?

Bo to przypomina sytuację, kiedy czytam po polsku. Rozumiem, że to coś znaczy dla kogoś, ale [tu bierze do rąk butelkę z wodą i próbuje czytać po polsku, co nawet nieźle mu wychodzi – przyp. VR]. Tak właśnie jest, kiedy słucham free jazzu. Słyszę tylko ludzi ćwiczących mięśnie i palce. Postanowiłem kiedyś, że posłucham jakiejś płyty jazzowej tak długo, dopóki się do niej nie przekonam. Padło na nagrania Anthony’ego Braxtona. Tyle razy jej słuchałem i nic. Ja tego nie rozumiem. [po namyśle] Lubię polskiego muzyka. Zbigniewa Namysłowskiego i jego płytę „The Quartet”. Kocham ten album. Słuchałem go niedawno z ciekawości, jak brzmi po latach, bo nabyłem go mając chyba osiemnaście lat. Ojej, po prostu jazz nigdy we mnie nie osiadł. Wiem, że inna muzyka lubi jazz... Na przykład muzyka gospel ma dla mnie ogromne znaczenie, r’n’b, blues. Wszystko wokół jazzu, ale nie on sam.

Pamiętam o Pańskiej miłości do muzyki gospel, ale nigdy wcześniej nie połączyłabym Pańskiej osobowości z tym gatunkiem muzycznym...

Naprawdę...? Zawsze kochałem gospel. Kiedy mieszkałem w Nowym Jorku, należałem do chóru gospel. Byłem w nim jedynym białym śpiewakiem w dodatku ateistą, co innym nie przeszkadzało. To było dla mnie największe muzyczne doświadczenie mojego życia. Bez cienia wątpliwości. Byłem kompletnie przejęty przez muzykę.

Ja też śpiewam gospel…

To znasz to uczucie... [tu Eno bardzo głęboko patrzy mi w oczy – przyp. VR]

Mhm..., ale myślę, że gospel jest prostą drogą do jazzu.

Prostą dla ciebie. Dla mnie to jakaś dziura [śmiech] Ja w nią wpadłem, zdaje się…

Vanessa: Następnie rozmowa toczy się w wielu kierunkach. Eno wyraża zdziwienie dla przyznania literackiej nagrody Nobla Bobowi Dylanowi. Mówi o Joni Mitchell – swojej ulubionej autorce tekstów piosenek, z zaznaczeniem, że nigdy nie zrobiły czegoś podobnego. Obnaża horror ego zarządzającego naszym strachem w kontekście pytania o lęk przed lataniem i muzykę, która może odwrócić naszą uwagę od nas samych.

Czy nie chciałby Pan napisać opery? Ten gatunek świetnie pokazałby wszystkie Pana umiejętności.

Z operą jest podobnie jak z jazzem [śmieje się]. Raczej napisałbym musical, który uważam za bardziej istotny w naszych czasach. Jestem pod wrażeniem amerykańskiego musicalu „Hamilton” o amerykańskim polityku, założycielu USA. Jego autorem jest  Lin – Manuel Miranda, raper, kompozytor, bardzo utalentowany człowiek, którego spektakl bije na głowę operę. Jest kombinacją współczesnego teatru, muzyki popularnej, ale pewnie jeszcze tu nie dotarł...

Vanessa: Moglibyśmy długo rozprawiać z Eno o tym, co nas nurtuje, bo rozmówca z niego oddany. Szczery, elokwentny, z poczuciem humoru, prawdą o sobie i rzadko spotykaną wrażliwością, która na szczęście funkcjonuje zapisana na wielu płytach i czasem leczy dźwiękiem i światłem rekonwalescentów szpitali.

CZYTAJ DALEJ

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów