Bułgarski etnojazz na kavalu i gitarze elektrycznej

Theodsii Spassov z zespołem, fot. Sylwia Księżopolska

Takiego koncertu to tu jeszcze nie mieliśmy! – gdy Ryszard Kubiak, twórca Ogrodów Muzycznych, dyrektor festiwalu, mówi coś takiego, to ja mu wierzę. Jednocześnie przez 18 lat wydarzyło się tu bardzo dużo. Niewiele festiwali o takim stażu może pochwalić się podobnymi osiągnięciami.

Podsumujmy w dużym skrócie. 400 oper, 170 baletów, ponad 100 filmów o muzyce, malarstwie, architekturze, słynnych artystach. To wszystko od 18 lat oferują Ogrody Muzyczne. – Byliśmy w Covent Garden, w nowojorskiej Met, w La Scali, w Teatrze Bolszoj. Nawet w Operze Narodowej byliśmy! – mówił podczas inauguracji Ryszard Kubiak. – Przybliżamy naszym widzom świat sztuki, bo choć nie stać nas na sprowadzenie Met do Warszawy, ale – i za małe pieniądze – możemy pokazać spektakle Met na wielkim ekranie naszego pawilonu koncertowego.

Gdy czytam wpisy w książce pamiątkowej, to robi mi się gorąco od zachwytów i entuzjazmu. Goście z Kanady, Paryża, Nowego Jorku piszą, że to jedyny na świecie taki festiwal. I to pewnie prawda.

Ale to nie wszystko. Festiwal niby dojrzały, a w okresie transformacji. Organizatorzy właśnie powiększyli namiot, który od tego roku zyskał nowy przydomek i stał się pawilonem koncertowym. Dzięki temu kawiarenka znalazła się w środku, więc chcąc napić się aromatycznej kawy, nie trzeba wychodzić na zewnątrz. Także stanowisko informacyjne jest w pawilonie, wszystko blisko i pod ręką. Jeszcze bardziej familiarnie, tak, jak na Ogrodach być powinno.

Przestrzeń festiwalowa przyciąga zresztą nie tylko miłośników sztuki. Rok temu na kilka dni namiot stał się centrum świata, bo właśnie tu zorganizowano oficjalną wizytę prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. W tym roku od 10 do 15 lipca w pawilonie odbędzie się Zgromadzenie Narodowe zwołane z okazji 550-lecia polskiego parlamentaryzmu.


Wokalistka Theodora Mihaela Enache, fot. Sylwia Księżopolska

Ale zanim to nastąpi – na razie inauguracja. 30 czerwca rozpoczęła się 18. edycja festiwalu, który ma w tym roku charakter szczególny. W tym samym dniu Austria przejęła z rąk Bułgarii pałeczkę przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej, którą pół roku temu Bułgaria otrzymała od Estonii. W lipcu wszystkie trzy kraje są Gośćmi Honorowymi 18. Festiwalu Ogrody Muzyczne.

Inaczej więc niż co roku, pierwszy wieczór należał do kraju, który zakończył właśnie przewodnictwo w Radzie UE. I to z mocnym akcentem, bo na estradzie koncert, jakiego jeszcze w Ogrodach nie było!

Theodosii Spassov, muzyk etnojazzowy, wirtuoz kavalu (ukośny flet bałkański), kompozytor, wokalista, łączy w swoim repertuarze muzyka bałkańską i naddunajską oraz klasyczną w kompozycjach Beli Bartóka. I jednocześnie łączy Bałkany z Europą.

To pierwszy z siedmiu wieczorów koncertowych. Bułgaria kojarzy się z piaskiem słońcem i dobrym jedzeniem. Ale i z muzyką. – Tam stale słyszy się muzykę etniczną, ludową – mówił dyrektor muzyczny festiwalu Zygmunt Krauze. – Koncert bułgarski reprezentuje więc nurt najważniejszy dla Bułgarii. Bogata to i stara tradycja. W XI wieku rozwinęła się muzyka choralna, chorał, muzyka cerkiewna, aż do czasu opanowania kraju przez Turcję. Bułgaria była 500 lat pod zaborami. Proszę to sobie wyobrazić! Polska 123 lata, a przecież nam się wydaje, że to dużo. Oni przez pięć wieków. Dlatego muzyka artystyczna nie rozwinęła się. Stale za to trwała muzyka ludowa, cerkiewna, która pozwoliła przetrwać narodowi. Koncert ma tytuł „Od Dunaju do Wisły”. Rzeka Dunaj, która łączy dziesięć krajów Europejskich, to piękny symbol. Zespół, który dzisiaj usłyszymy, ma skład międzynarodowy. To znak charakterystyczny Spassova, który zawsze występuje z muzykami z różnych krajów – dodał na koniec Krauze.

To, co zadziało się na estradzie, przeszło oczekiwania zarówno stałych bywalców jak i nowych – a już miłośników – Ogrodów. Okazuje się, że etnojazz nie jest ani nudny ani trudny. Za to może dostarczyć pięknych wzruszeń i niecodziennych doznań. Bo jak odnieść się bez emocji do muzyki folkowej wykonywanej na gitarze elektrycznej wzbogaconej o dźwiękowe efekty specjalne? Jak nie oczekiwać niemożliwego, gdy słyszymy, że flecista zamienia swój instrument w saksofon, w trąbkę, jak wydobywa z niego dźwięki, których nikt by się nie spodziewał? No i wokalistka, która głosem i charyzmą porwała wszystkich. Theodosii Spassov wykonał z zespołem zarówno własne kompozycje, jak i utwory inspirowane lub wprost pochodzące z muzyki ludowej. Zabrzmiała także kompozycja Beli Bartóka. Po takiej dawce emocji nie mogę się doczekać kolejnych koncertów. Na szczęście najbliższy już 2 lipca, w ramach Wieczoru Austriackiego. Trombone Attraction to kwartet puzonistów, którzy są nie tylko wirtuozami swoich instrumentów. Na estradzie fundują słuchaczom prawdziwe show. Jak będzie w Warszawie na koncercie inaugurującym rozpoczynającą się prezydencję Austrii? Sprawdźmy! Do zobaczenia na koncertach.

Kinga A. Wojciechowska

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów