Agnieszka Duczmal: Tylko strój jest naprawdę męski

Agnieszka Duczmal, fot. Katarzyna Babka
fot. Katarzyna Babka

„Prawdziwy dyrygent powinien być sobą i bez względu na płeć emanować charyzmą, z którą musi się urodzić. Ta szczególna osobowość, szczególne wyczucie muzyki – jej wielobarwności, plastyczności, oddechu, różnorodności emocji – jest najważniejsza. Można być kapralem, ale bez charyzmy nie stworzy dyrygent z muzykami w orkiestrze zapierającej dech interpretacji.”
Agnieszka Duczmal opowiada o swoim zawodzie w szczerej rozmowie z Adrianą Borowską.

Dyrygentura wydaje się być – wśród wszystkich aktywności związanych z muzyką – nadal najbardziej zmaskulinizowana. Dlaczego?
Od wieków rolę przywódcy pełnili mężczyźni. Rola dyrygenta polega na przewodzeniu i narzucaniu swej woli dużej grupie ludzi, więc trudno się dziwić, że od samego początku rolę tę przejęli mężczyźni. Tym bardziej, że kobietom przypisano w życiu miejsce drugorzędne. W wielu społecznościach model ten funkcjonuje do dziś, a tradycja męskiego przewodzenia nawet w społeczeństwach bardzo rozwiniętych jest tak silna, że trudno przezwyciężyć konieczność podporządkowania się kierownictwu kobiet. A najbardziej strzegą tego bastionu sami mężczyźni i w dalszym ciągu rzadkością jest, aby kobieta została szefem orkiestry.

Pani jako jedna z pierwszych przetarła szlaki dyrygentkom w Polsce (świadczy o tym choćby nagroda na I Ogólnopolskim Konkursie Dyrygenckim w Katowicach). Z Pani perspektywy – jaka była sytuacja kobiet-dyrygentów w drugiej połowie ubiegłego wieku, a jak wygląda ona dzisiaj? Co się zmieniło?
Zmieniło się niewiele, choć więcej kobiet studiuje dyrygenturę i siłą rzeczy częściej można zobaczyć je na estradzie.

Najtrudniejszą dla kobiety wydaje się być droga do dyrygentury symfonicznej, łatwiejsza zaś do dyrygentury chóralnej, operowej czy orkiestr radiowych. Jak Pani myśli, z czego to wynika? Czy rzeczywiście tak jest?
Wbrew pozorom to bardzo trudne pytanie. A może łatwe? W kanale operowym prawie nie widać dyrygenta, dyrygowanie chóralne jest nieco inne niż orkiestrą na estradzie i związane jest z inną materią dźwiękową. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że łatwiejszą drogę mają dyrygentki w orkiestrach radiowych - to też orkiestry symfoniczne, a ja należę do wyjątków, prowadząc orkiestrę radiową. Na estradzie dyrygent „obnaża się” na oczach widowni, a do tego nie jesteśmy przyzwyczajeni. A przecież dyrygujący mężczyźni mają w sobie cechy, które wydają nam się nieco kobiece i to nam się podoba. Plastyka gestu odgrywa niebagatelną rolę w przekazywaniu muzyki, która płynie zmiennym nurtem emocji.

Istnieją utarte stereotypy dotyczące osobowości dyrygenta (charyzma, silna osobowość, władczość etc.), które są kojarzone raczej z cechami typowo męskimi. Jakie w takim razie cechy posiada lub powinna posiadać wg Pani dyrygent? Czy można dopisać do nich jakieś cechy typowo kobiece?
Nie ma takich. Prawdziwy dyrygent powinien być sobą i bez względu na płeć emanować charyzmą, z którą musi się urodzić. Ta szczególna osobowość, szczególne wyczucie muzyki – jej wielobarwności, plastyczności, oddechu, różnorodności emocji – jest najważniejsza. Można być kapralem, ale bez charyzmy nie stworzy dyrygent z muzykami w orkiestrze zapierającej dech interpretacji. Dlaczego tylko niewielu dyrygentów powinniśmy określać mianem maestro? Bo wielu rzeczy można się nauczyć, ale tej bożej iskierki nie można. Dlatego wyliczanie, jakie cechy powinien mieć dyrygent, jest dla mnie czczym teoretyzowaniem. Gdy Anna Duczmal-Mróz pierwszy raz w życiu stanęła przed orkiestrą i zadyrygowała VII. Symfonią Beethovena, słynny japoński dyrygent Eiji Oue powiedział: „urodziła się, aby być dyrygentem”. I takie powinniśmy mieć wrażenie, patrząc podczas koncertu na dyrygenta i słuchając, jak orkiestra poddaje się jego przewodnictwu i gra jak zaczarowana.

Strój dyrygentki jest zbliżony do męskiego. Dlaczego?
Gestykulacja, jaką wykonuje dyrygent wydaje mi się nieodpowiednia do stroju tzw. kobiecego. Może to też tradycyjne przekonanie, że suknia wymaga innych zachowań. Podkreśla kobiecość. A przecież praca dyrygenta nie polega na eksponowaniu kobiecości. Słuchacze mają skupić uwagę na muzyce, którą dyrygent czy dyrygentka przekazuje poprzez gest.

Jak środowisko muzyczne i publiczność postrzegają kobietę-dyrygenta? Jak było wcześniej (np. w La Scali), a jak jest dziś?
Bardzo różnie. Wszystko zależy od osobowości, jaką reprezentuje dyrygentka. Ale to się odnosi również do dyrygentów. Przecież nie wszyscy mężczyźni w tej roli nas zachwycają. Generalnie publiczność przyjmuje kobiety bardzo pozytywnie. Muzycy, no cóż, młody dyrygent ma zawsze trudniej, ale gdy zostaje zaakceptowany, gratulują jej czy jemu z całego serca. Dyrygenci i zarządzający instytucjami generalnie sprzyjają bardziej mężczyznom. Tak było w ubiegłym wieku i tak jest teraz. W La Scali byłam sensacją. Na próbę przyszły dwie osoby z „Towarzystwa La Scali”, które miały ocenić, czy zasługuję na występ w tej szacownej instytucji. W przeciwnym razie koncert by się nie odbył. Następnego dnia przechodnie zatrzymywali mnie na ulicy, aby pogratulować koncertu.

Czy istnieje jeszcze jakakolwiek dyskryminacja ze względu na płeć na polu muzyki? Czy dziś kobieta z batutą nikogo nie dziwi?
Może już nie dziwi, ale nie znaczy to, że ma łatwiejszą drogę. A jak się jest w dodatku córką znanej dyrygentki, to jest jeszcze trudniej. (Anna Duczmal-Mróz, córka Agnieszki, również pracuje z batutą w dłoni – przypis redakcji)

Czy muzyka ma płeć?
Muzyka jest rodzaju żeńskiego, jest tak plastyczna, tak barwna, tak pełna nastrojów, jak kobieta. Więc możemy się zastanawiać, kto ją lepiej rozumie? Mężczyźni czy kobiety? Z pewnością zdania będą podzielone.

Wywiad ukazał się w Presto #10: Muzyka jest kobietą

Komentarze

Ale nie rozumiem jak jest

Ale nie rozumiem jak jest trudniej być córką znanej dyrygentki skoro Pani Anna już ma etat w orkiestrze mamy bez oficjalnego konkursu i za publiczne pieniądze. Ja to nazywam nepotyzmem a nie trudnościami.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 9 (1 vote)