Tygrys w twoim ciele

Mieliśmy ruszać się tak, jak poprowadzi nas nasze ciało. A potem wydobyć dźwięk zgodny z naszym wewnętrznym głosem. Wszyscy naraz, wkładając w to całą swoją energię i nie analizując niczego. Czysto intuicyjnie. W ten sposób stałam się...tygrysem.

Usłyszeliśmy też, że w butoh mniej ważne jest techniczne wykonanie, a bardziej właśnie odzwierciedlenie całym sobą pewnych zjawisk, bytów czy idei...ale jeśli nie pójdziemy na łatwiznę i zdecydujemy się poruszać w sposób trudny i dziwny zarazem, to będzie w tym jeszcze większa siła wyrazu. Tak oto każdy z naszej grupy – złożonej z ludzi różnych profesji i w różnym wieku – przeobraził się w ognistego smoka, przekwitające drzewo, kamień, skrywający wielowiekową historię czy wspomnianego tygrysa. W butoh jesteś wszystkim, masz w sobie wszystko.

„Czy to oznacza, że mam siebie stracić, aby stać się tygrysem?” - zapytałam, nasz mistrz, Atsushi Takenouchi odpowiedział wprost: „Nie, ty jesteś sobą i zarazem masz w sobie tygrysa. W Twoim DNA jest każde stworzenie tego świata. Ciało nie należy do nas, jest darem. Pochodzi z ziemi i wraca do ziemi. Potem rosną na niej takie ogórki czy pomidory. Kogoś żywią”. Popatrzyłam na Atsushiego ze zrozumieniem, wszyscy jesteśmy połączeni. Nasze ciało stanowi dowód na minione istnienia, w tańcu może być ich odczuciem i metaforą. Jak pisze Krzysztof Jerzak: „W butoh ciało staje się tekstem, zapisem ludzkiego doświadczenia przez ruch”. A w związku z nieustanną przemianą materii – nie tylko ludzkiego. Tak, Atsushi mógł mieć rację – w końcu: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. A potem zrozumiałam coś jeszcze. Gdy byłam na poprzednich warsztatach butoh, u Tetsuro Fukuhary, z pewnym oporem brałam udziału w wyrażonej gestem uczcie duchów, podczas której jedno z nas stanowiło pokarm dla pozostałych uczestników. Nie chciałam szukać w sobie drapieżnika, a już na pewno nie przemieniać się w demona, choćby na chwilę. Wystarcza mi to, kim jestem, a gdy przestaje mi wystarczać – szukam raczej form inspirujących i szlachetnych, pogłębiających moje rozumienie świata. Może to błąd – może trzeba szukać wszędzie, nie obawiać się kształtów, w które nasza przyobleczona w ciało dusza w butoh się przeobraża. Oczywiście, o ile znajdziemy w sobie na to dość siły. „Jesteście matką tańczącą z martwym dzieckiem...jesteście mroźnym powietrzem...jesteście kwiatem, który usycha, by znów się odrodzić...stoicie naprzeciw armii, w waszą stronę lecą kule” - mówił do nas Atsushi, podczas naszych ruchowych improwizacji. Gdy je zakończyliśmy, padliśmy na ziemię, wyczerpani nie tylko fizycznie (choć nasz taniec trwał prawie godzinę bez przerwy!), przede wszystkim emocjonalnie. Ale trudno się dziwić, jeśli przed chwilą „walczyliśmy” z całym wojskiem i to mając za jedyną broń nasze ciało. Było to zresztą nawiązanie do wydarzeń autentycznych, gdy to jeden z ojców butoh, Tatsumi Hijikata, zatańczył właśnie przed japońską armią, chociaż na kilka chwil pozbawiając ją mocy sprawczej. Tak rodziła się w Japonii „body revolution”.

„W butoh docieram do miejsc, o których nie wiedziałam, że to jeszcze ja, i do takich, w których to już dawno nie ja” - mówi Anna Juniewicz, jedna z polskich tancerek butoh (obok m.in. Sylwii Hanff, Grażyny Chmielewskiej, Anity Zdrojewskiej czy Joanny Sarneckiej). Podobnie jak wielu tancerzy swoją pasję do butoh rozwijała na różnych warsztatach. W ostatnich latach w Polsce regularne zajęcia organizuje m.in. Butohsfera/fundacja Pompka czy Teatr Limen Butoh, przyjeżdżają też goście zagraniczni, a wśród nich np. Takao Kawaguchi, Ken Mai, Maya Dunsky czy wspomniani Tetsuro Fukuhara i Atsushi Takenouchi. Ten ostatni szczególne znaczenie przywiązuje do miejsca człowieka we wszechogarniającej naturze, czego dowodem może być chociażby nagradzany film artystyczny z jego udziałem - „Wypełniony naturą” („Ridden by nature”). Niedawno po raz kolejny wystąpił w Polsce wraz ze swoją żoną, Hiroko Komiya. Hiroko podczas jego spektakli wykonuje muzykę na żywo. Śpiewa (od 2002 roku pracowała nad głosem z pieśniarzem plemiennym, poetą i perkusistą Jean C. Dussin, wykonując pieśni inuickie, afrykańskie, celtyckie, z kręgu) i wykorzystuje dźwięki natury oraz różnorodne instrumentarium. „Naga egzystencja” miała swoją premierę 7 czerwca. zaś 11 czerwca można było przypomnieć sobie niezwykle cenione przez międzynarodową publiczność „Objęcie”. Scena walki z armią pochodzi właśnie z „Objęcia”.

 

Jestem życiem. Jestem śmiercią. Pozbawiając się balastu – ubrania, paszportu, imienia - staję się unikalnym bytem. Gdy odrzucam swą istotę i gatunek, znajduję się w miejscu, gdzie nie ma granic, społeczeństwa ani prawa. Uosabiam życie, czysty byt, bez podziału na rodzaj: roślinny, zwierzęcy czy ludzki. Pozbywając się wszystkiego, staję się kruszywem, zbitką cząsteczek energii powtarzających cykl życia i śmierci. Wszystko rodzi się we mnie a ja wracam do wszystkiego. Jestem nagą egzystencją.

(Atsushi Takenouchi o swoim spektaklu „Naga egzystencja”)

 

Butoh to stosunkowo młoda sztuka taneczna, niebezpiecznie balansująca na pograniczu teatru i z tego względu nazywana wręcz „teatrem tańca”. To japoński taniec 'nowoczesny', który powstał w latach 50. w wyniku poszukiwań nowych form ekspresji i buntu zarówno wobec rodzimej tradycji, jak i przeciwko masowej kulturze zachodu.

Choć dla niektórych widzów butoh pozostaje trudne w odbiorze, niekiedy wręcz niezrozumiałe, to jeśli ktoś potrafi zapatrzeć się i głęboko zafascynować oscylowaniem pomiędzy ruchem a bezruchem czy życiem a śmiercią, to przeżyje doświadczenie wprost niezwykłe. Przede wszystkim butoh to taniec, w którym rzeczywistość naszych lęków, wspomnień, radości i marzeń spotyka się ze światem duchów, które pragną zostać wyrażone ciałem tancerza. W ten sposób artyści butoh opowiadają o ludzkiej egzystencji.

Atsushi Takenouchi to artysta, którego wyróżnia piękno, płynność i finezja każdego ruchu. Jest tancerzem szalenie ekspresyjnym, który oddziałuje magnetycznie na widza. W swoich ruchach, mimo swojej dość szczupłej budowy, raz przypomina potężnego mężczyznę, a raz młodą dziewczynkę. Efekt potęguje niezwykła muzyka, która mu towarzyszy. Hiroko Komiya to artystka wszechstronna, śpiewając używa różnych technik, w zależności od intencji przekazu - jej melodie czasem brzmią jak pieśni egzotycznej dziewczyny z dalekich krain (którą dla nas, Europejczyków, w istocie jest), innym razem pobrzmiewa w nich rozpacz matki, przypominają kwilenie dziecka lub nawet zawołanie demona, ba – głośniejszy oddech ma tu sonorystyczne znaczenie! Również używane przez Hiroko instrumentarium (misy, muszle, kamienie, dzwonki w niezliczonej ilości, elektronika i inne) niesłychanie wzbogaca nastrój performansu, nadając mu momentami charakter teatru muzycznego.

I to właśnie mariaż tych dwóch rzeczywistości – przestrzeni butoh i tej niewidzialnej, muzycznej - sprawia, iż odnosi się wrażenie iż zostaliśmy zanurzeni w przedziwnym, dualistycznym świecie. Mamy jeden jedyny punkt, który przyciąga naszą uwagę na scenie - niemal nagie ciało tancerza powoli poruszającego się w kole utworzonym z rozsypanej na podłodze mąki (w domyśle symbolizującej być może piasek lub proch, tu pole interpretacji pozostaje otwarte) oraz trójwarstwową sferę audialną - dźwięki przyrody, muzyka Hiroko... oraz naturalistyczne zawołania Atsushiego ze sceny, który w ten sposób tworzy kontrast w stosunku do delikatności kobiety i jest zarazem tym „ziemskim”, pełnym bólu i aspiracji głosem, który nakłada się na metafizyczne brzmienie znaczeń zawartych w wyłaniających się z ciemności dźwiękach. No chyba że postanowimy niczego nie dopowiadać. Wówczas pozostaniemy sam na sam już nie tylko z ludzkim losem, ale po prostu z tytułową „nagą egzystencją” samą w sobie, która tu akurat została wyrażona ciałem wybitnego tancerza butoh, obsypanego „ziemią” - mąką...I kto by pomyślał, że kilka dekad temu był...punkowym wokalistą, który niemal z rezerwą patrzył na Hijikatę tańczącego z arbuzem. Wtedy jeszcze nie wiedział, że w przyszłości będzie opowiadał o nim na warsztatach butoh, że poprosi nas o zatańczenie tak, jak on, a nawet więcej – o zanurzenie się w tańcu i oczyszczenie tym samym z rozpaczy na wzór drugiego ojca butoh – Kazuo Ohno. W końcu sam Hijikata powiedział, że butoh jest jak „standing dead body”, na pograniczu świata żywych i umarłych. W butoh przeszłość nosimy w sobie. Jak wiatr, który wiał na ziemi miliony lat temu tak jak dziś. Jak kamień, który nosi w sobie wspomnienia dawnych istnień. Jak uschnięty kwiat, którego ostateczna forma stanowi wyraz życia, które przeżył. Gdy Atsushi dotyka mojego ramienia, uśmiecha się do nas, wiem już, że wszyscy jesteśmy połączeni, a nasze ciało stanowi tego namacalny dowód. Jego „Objęcie” ukazało to najpełniej – w pewnym momencie Atsushi nagle tak po prostu przestał tańczyć, za nim leżała na ziemi zrzucona szata imitująca wcześniej a to suknię z tiurniurą, a to skrzydła motyla...stanął naprzeciw widowni ze łzami w oczach i zaczął do nas mówić. Kiedy zmieniły się światła, stało się jasne, że to część spektaklu, po chwili Atsushi tańczył dalej. Ale przełamanie konwencji sprawiło, iż uwierzyłam, że „obejmowani” jesteśmy również my, publiczność.

Maja Baczyńska

Za pomoc w przygotowaniu artykułu podziękowania dla Anity Zdrojewskiej z Fundacji Pompka www.fundacjapompka.org.pl i Butohsfery (www.facebook.com/butohsfera). 

Na zdjęciu Atsushi Takenouchi, fot. Waldemar Zdrojewski.

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Bardzo dziękuję za ten

Bardzo dziękuję za ten świetny tekst! Jest mi on o tyle bliski, że byłem na obu tegorocznych spektaklach Atshushi Takenouchi ("Naga egzystencja" i "Objęcie"). Szkoda, że nie trafił do wersji papierowej "Presto"... Przy okazji polecam "Kontrapunkt" (str. 10) - z ciekawą rozmową Kingi Anny Wojciechowskiej z Mają Baczyńską (po trosze filozoficzną), nawiązującą do wypowiedzi Atshushi Takenouchi, o "trwaniu duszy i przemijaniu ciała"...

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)