Polski Paganini w Wałbrzychu

KS. ADRIAN NOWAK: Chociaż Filharmonia Sudecka nie jest może największym z ośrodków muzycznych w Polsce, to jednak stała się ona w ostatnim czasie bardzo ważnym punktem na mapie artystycznej Polski. Staraniem wielu osób budynek filharmonii Sudeckiej został gruntownie wyremontowany i robi wrażenie od momentu przekroczenia jego progu. Do krainy muzyki wchodzi się praktycznie z drogi.

Rzeczywiście budynek filharmonii znajduje się w kamienicy przy wałbrzyskim rynku. Zarówno pomieszczenia dla orkiestry jak i garderoby oraz pomieszczenia administracyjne, to po prostu zaadoptowane do potrzeb w Filharmonii Sudeckiej apartamenty, które, chociaż nie za obszerne to jednak spełniają swoją rolę. Odnosi się wrażenie bardzo domowej atmosfery, która przenosi się także na salę koncertową. Ta, świeżo wyremontowana oraz wyposażona w sprzęt nagłaśniający wysokiej klasy, umożliwia zarówno nagrania jak również prezentację najbardziej wymagających utworów muzycznych. Nie dziwi więc fakt, że do Wałbrzycha coraz częściej zjeżdżają znani goście. Warta podkreślenia jest akustyka. Przy niewielkim w sumie nagłośnieniu uzyskano bardzo selektywny, wyraźny dźwięk poszczególnych sekcji orkiestry podkreślając tym samym jej wartość muzyczną.

1 marca w Filharmonii Sudeckiej miał miejsce naprawdę niezwykły koncert Kingi Augustyn. Skrzypaczka ta, choć los ją rzucił za ocean, to jednak na co dzień podkreśla ona swoją polskość i muzyką promuje kulturę polską w Stanach Zjednoczonych. Kinga Augustyn wielokrotnie już pojawiała się w moich recenzjach płytowych, gdyż jej repertuar jest przebogaty. Sięga w nim zarówno po znanych kompozytorów, jak i tych, których muzyka, nie jest szczególnie popularna. Jak sama przyznaje, odkrywanie właśnie takich utworów i kompozytorów oraz możliwość zaprezentowania ich szerokiej publiczności daje jej najwięcej radości i spełnienia. Warto śledzić jej karierę ze względu na różnorodność repertuaru, ale przede wszystkim na doskonałe przygotowanie techniczne. Jest w końcu absolwentką słynnej Juilliard Scholl w Nowym Jorku, a to zobowiązuje.

Piątkowy wieczór utrzymany w pierwszej części w klimacie wojskowym rozpoczęła uwertura „Egmont” Ludwika van Beethovena. Pod żywiołową batutą maestro Bartosza Żurakowskiego, utwór ten wybrzmiał dostojnie i monumentalnie, jakby miał przypomnieć, że jest to przecież także Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

Kulminacyjnym punktem wieczoru był występ wspomnianej Wrocławianki – Kingi Augustyn, która wykonała II Koncert skrzypcowy D–dur – „Wojskowy” op. 21, Karola Lipińskiego. Kompozycja niesamowicie trudna, pod palcami artystki brzmiała niezwykle precyzyjnie, a jednocześnie bardzo śpiewnie. Melodyka utworu, oparta na ciekawym akompaniamencie orkiestry, od samego początku porywa i wciąga słuchacza. Stąd perfekcyjne wykonanie – a takim ono było tego wieczoru – jest wręcz nieodzowne. Za życia Lipiński nazywany był „polskim Paganinim”. Jego kompozycje, choć może niezbyt jeszcze popularne wśród polskich melomanów, zaczynają przeżywać swój renesans. Ukazują kompozytora jako twórcę efektownych utworów, genialnych kompozycyjnie, dających możliwość zaprezentowania się solistom, jednak wymagających również od nich najwyższej formy. Co zresztą zaprezentowała tego wieczoru Kinga Augustyn.

Widzowie nagrodzili artystkę gromkim aplauzem wymuszając jeszcze jeden bis, podczas którego zabrzmiał Kaprys Lipiński – inspirowany wcześniejszym koncertem D-Dur. Była to kompozycja obecnego na sali Piotra Drożdżewskiego.

W grze Augustyn jest oprócz matematycznej precyzji coś bardzo duchowego. Jak powiedział jeden ze słuchaczy – jej gra to tak naprawdę opowiadanie skrzypcami. I trudno mi się z tym nie zgodzić. Zarówno w tak „bojowym” w swej formie utworze, naszpikowanym popisowymi frazami, jak i w każdej innej kompozycji granej przez artystkę słychać głębokie przeżywanie przez nią każdej nuty. To nie jest tylko odtworzenie zapisu. To jest przeżycie całą sobą. Co znacząco udziela się słuchaczom na widowni.

Po przerwie wybrzmiała przepiękna Symfonia Fantastyczna – Hektora Berlioza, która nosi podtytuł „Epizod z życia artysty”. Symfonia programowa, opowiadająca muzyką o miłości młodego artysty, o jego zakochaniu i odepchnięciu przez ukochaną i osamotnieniu, które omal nie doprowadza go do samobójstwa. Utwór kończy się ekspresyjnym, wręcz obłędnym w formie „sabatem czarownic”, podczas którego niesamowicie zaprezentowała się orkiestra Filharmonii Sudeckiej. Rzeczą gustu jest podziw dla dyrygenta, ja osobiście lubię oglądać dyrygentów żywiołowych, którzy niejako sami stają się solistami w prowadzeniu orkiestry. Maestro Żurakowski właśnie w taki sposób przez cały koncert wydobywał z zespołu to co najlepsze i choć może nie jest to najtrafniejsze porównanie, to powiem, że były momenty, kiedy czułem emocje jak na koncercie rockowym. Pełen szacunek należy się muzykom i dyrektorowi Bartoszowi Żurakowskiemu za tak doskonały koncert.

Myślę, że nie przesadzę, gdy powiem na zakończenie, iż warto czasem odbić od utartych traktów artystycznych i wielkich scen, by zachwycić się pięknem muzyki w równie pięknym choć niewielkim, ale za to bardzo urokliwym Wałbrzychu. Gorąco polecam.

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Wspaniala Polka !!!!

Wspaniala Polka !!!! Geniuszowi wiele nie potrzeba, aby zwinnie każda muzyka tak świetnie grać jak nasza już słynna Pank Kinga Augustyn! Tylko trzeba podziwiać i wspierać tak utalentowanych i wielkich artystów !

Ponieważ obserwuję

Ponieważ obserwuję artystyczną drogę Kingi Augustyn od szkoły średniej i szczerze się zachwycam konsekwentnymi postępami wspaniale rozwijającą się kariery a z tego powodu czuję (niech mi będzie wolno) osobistą satysfakcję, pierwsze dźwięki koncertu wywołały uczucie, którego wcześniej doznałem tylko raz. Wiele lat temu w refektarzy Muzeum Architektury (kiedyś klasztoru) na rozpoczęcie balu zagrała Orkiestra Leopoldinum a drobniutka dziewczynka cudownie zagrała Cztery Pory Vivaldiego. Wówczas poczułem jak to jest,kiedy marszczy się skóra na plecach.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (3 głosów)