Die Frau ohne Schatten w Covent Garden czyli produkcja doskonała

Opera Królewska w Londynie rozpoczęła świętowanie 150 rocznicy urodzin nową produkcją “Die Frau ohne Schatten”. Ta monumentalna ponad czterogodzinna opera jest przez wielu uważana za ostatnie wielkie dzieło romantyzmu. Opera ta miała swoją premierę w 1919 i od tamtej pory nie przestaje budzić kontrowersji melomanów. “Kobieta bez cienia” to z pewnością wyjątkowe dzieło. Opera ta wymaga ponad 150 muzyków, oraz doskonałego dyrygenta, który będzie w stanie oddać całe bogactwo orkiestracji Straussa. Poza tym opera ta stanowi wyzwanie reżyserskie. Libretto autorstwa Hugo von Hofmannsthala to swoista baśniowo-psychoanalityczna przypowieść.

Royal Opera House nie boi się wyzwań i na rok Straussa zdecydowano się na nową produkcje “Die Frau ohne Schatten” w reżyserii Clausa Gutha. Pochodzący z Niemiec Guth znany jest ze swoich produkcji dla Festiwalu w Salzburgu oraz innych teatrów europejskich. Jego styl charakteryzuje przede wszystkim muzyczność oraz specyficzny symbolizm. W “Kobiecie bez cienia” Guth zaprezentował reżyserią operową najwyższych lotów. Guth przedstawia tę operę jako opowieść o kobiecie cierpiącej i zmagającej się problemami psychicznymi. Jego sceniczna wizja pełna jest symboli i odniesień do psychoanalizy. Guth osadził “Kobietę bez cienia” w czasach gdy opera ta powstała, zatem mamy tutaj scenografie z stylu Art Deco, kostiumy z początku wieku oraz częste odniesienia do psychoanalizy, która fascynowała współczesnych Straussa. Główna bohaterka tej opery cierpi na histerię. Guth przenosi nas do wewnętrznego świata tej kobiety rozdartej między ojcem a mężem, między niewinnymi marzeniami, a brutalną rzeczywistością. Mistrzostwo reżyserskie Gutha polega na tym, iż nie narzuca nam on jednej interpretacji dzieła Straussa, lecz raczej otwiera tę operę na wielość możliwych odczytań. Z drugiej strony jest to niezwykle muzyczna produkcja, w której każdy muzyczny fragment jest oryginalnie ilustrowany scenicznie.

Od strony muzycznej produkcji tej podjął się Semyon Bychkov. Bychkov to artysta pochodzący z Sankt Petersburga, który szczególnie w czasie ostatniej dekady stał się jednym z najbardziej poszukiwanych przez teatry operowe dyrygentów. Pod jego batutą “Die Frau ohne Schatten” zabrzmiała pełnią swojego kolorystycznego, harmonicznego oraz rytmicznego bogactwa. Bychkov świetnie kreuje dekadencką atmosferę, tak charakterystyczną dla twórczości Straussa, ale co więcej potrafi on zaskoczyć delikatnym liryzmem oraz przytłaczającym dramatyzmem, które często przeplatają się w tej operze. Bychkov sprawił, że słuchałem “Kobiety bez cienia” z zapartym tchem.

Główna role w “Die Frau ohne Schatten” wykreowała Amerykańska sopranistka Emily Magee. Magee posiada mocny głos, który jednak jest w stanie momentami, szczególnie w pierwszym akcie, być elastycznym i lirycznym. Apoteozą jej występu był trzeci akt, gdzie Magee śpiewała wyjątkowo intensywnie. Wokalnie bardzo przekonujący był Johan Reuter jako Barak. Śpiewał on w sposób zaangażowany oraz pełen autentyzmu. Również spore wrażenie zrobił na mnie Johan Botha jak Cesarz. Posiada on wyrazisty, czysty i silny głos. Na uwagę zasługuje również Michaela Schuster, która wcieliła sie w rolę pielęgniarki. Schuster ma głęboki głos o nieco mrocznej barwie, którym wspaniale oddała tajemniczą postać pielęgniarki. Nie sposób też nie wspomnieć o roli żony Baraka wykonywanej przez Rosjankę Elenę Pankratovą. Była ona niezbyt przekonująca interpretacyjnie, natomiast scenicznie dość niemrawa, natomiast technicznie wykonała swoję rolę bez zarzutu.

Według mnie “Die Frau ohne Schatten” w Royal Opera House to produkcja wybitna. Z pewnością warto wybrać się na nią do Londynu.

 

Jacek Kornak

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów