Duch i materia

Materia często stawia silny opór, aby zapobiec ostatecznemu pozytywnemu efektowi. Jej energia wyraźnie wzrosła, kiedy postanowiłam wybrać się na koncert kameralny do Filharmonii Narodowej, by przyjrzeć się muzycznemu portretowi kompozytora Zygmunta Krauze. Portretowi, który w dodatku nie był monolitem, bo zawierał w programie prawykonania utworów podopiecznych kompozytora: Marcina Stańczyka i Wojciecha Błażejczyka.

 

Relacjonuje Vanessa Rogowska – kandydatka w wyborach na redaktora prowadzącego Presto. Poznaj jej program i zagłosuj! https://www.facebook.com/events/849784515095299/

 

 

Obietnica spotkania z muzyką z niezrozumianych przeze mnie względów rzadko wystawianą w Polsce była znacznie silniejsza. Duch przejął materię i szczęśliwy zatopił się w sali kameralnej. Na scenę wkroczyła Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus, którą poprowadził znany z wykonań muzyki współczesnej i współpracy z Pierrem Boulezem – nieprzypadkowy w tym zestawie kompozytorskim Ronald Zollman.

 

Z przepastnego dorobku Zygmunta Krauze jako pierwsza dosłownie wypłynęła Rzeka podziemna 2. Utwór zdominowany przez warstwę elektroniczną wspomagała i uzupełniała orkiestra, wtórując kontynuacji idei z 1987 roku o podziemnej rzece w Nancy. Kompozycja zabiera słuchacza do źródeł rzeki tworzącej się z mozolnej pracy drobnych kropel. W ich jedności zaczyna pobrzmiewać siła, tworzyć się świadomość, potęga i tajemnica rzeki. Jej nurt wyraźnie niósł przez ciemne, lepkie korytarze, wijąc się wyrzeźbionymi korytami i łaskawie oszczędzając świadka w finale, by podążyć w sobie tylko znanym kierunku. Fenomen wody wydobyty z fortepianowych strun i klawiszy mógł przypominać ostatnią podróż astronauty dr Davida Bowmana, głównego bohatera Odysei kosmicznej 2001 Stanleya Kubricka, który, przenikając przestworza, wypowiadał w zdumieniu zdanie: "O my God, it`s full of stars..."

Prawykonanie Posłuchów Marcina Stańczyka (na flet, klarnet, wiolonczelę, gitarę i fortepian) należało do odmiennych doznań, pośrednio wynikających z unizmu muzycznego Zygmunta Krauze. Artysta wyswobodzony z wpływu mistrza (Stańczyk był studentem Krauzego) i akademickich więzów, wytrwale dąży swoją drogą. Posłuchy to przełożenie zjawiska optycznego utrwalonego plastycznie przez Władysława Strzemińskiego na język muzyczny. Kompozycja Marcina Stańczyka pozwala doświadczyć wewnętrznego życia skomplikowanego procesu, uchyla rąbka sfery zjawiska. Jak pod powiększającym szkłem docieramy do kontrastu następczego, który muzycznie został rozciągnięty w czasie. Mnogość i częstotliwość dźwięków przenikała się wzajemnie impulsami, nie posiadając z góry zamierzonych ram czy konkretnej fabuły. Brzmiała jakby bez założonego początku, a jedynie odbiór publiczności stał się jej rozpoczęciem. Dopełniała się kolejnymi dźwiękami, by zniknąć nagle i podobnie jak obraz pod powieką. Kolejne "wybrzmienia" odnajdywały swój właściwy moment w czasie rzeczywistym. Dźwiękowe przetworzenie zostało uzupełnione teatralizacją wykonania nie pierwszy raz pojawiającą się w dorobku artysty, który usilnie próbuje zaangażować do wykonania cały ludzki potencjał muzyków, a nie tylko ich ściśle wyznaczone na scenie funkcje. Trudność to nie lada ze względu na problem zintegrowania uwagi nad skomplikowanym zapisem kompozycji i odejściem od określonego, sztywnego kanonu wykonawczego, głęboko zakorzenionego przez lata ćwiczeń. Teatralizacja była też zabawą z odbiorcą, zmieniającą jego poczucie odbioru kompozycji poprzez zmianę naturalnego porządku odbioru dźwięku. Tak zupełnie osobiście cieszy mnie fakt, że jedna z moich ulubionych zabaw wieku dziecięcego (szukanie powidoków) znalazła swoje muzyczne odbicie.

Pięć pieśni Zygmunta Krauze do poezji Tadeusza Różewicza to kolejny kontakt kompozytora z twórczością poety (wcześniej była opera Pułapka). Melodia drążyła słowa o egzystencjalnym charakterze tekstów, czasami odbiegając w objęcia romantycznego stylu, ale jak to u Krauzego – nigdy ostatecznie do niego nie dotarła na korzyść wypracowanej, indywidualnej wartości języka kompozytora. Stonowany baryton Mariusza Godlewskiego i akompaniament fortepianu Grzegorza Gorczycy wyraźnie wyważył relację pomiędzy słowem a muzyką.

Kolejne utwory bohatera wieczoru Tableau vivant na orkiestrę kameralną i Canzona na zespół instrumentalny dzieliła znacznie stylistyka. Pierwszy z nich powstały spontanicznie na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego niósł w prostej, dialogowej formie energię wewnętrznego stanu pomieszania pozytywnych i negatywnych uczuć tamtych trudnych dni. Majaczący w oddali motyw hymnu Polski na tle zniekształconego, marszowego rytmu świadczył o walce z podniesioną głową. Dumie i emocjonalnym charakterze  kompozycji. Może nawet o buncie...

Odwrotnie Canzona. Ruchliwa i żywotna, oparta na linii melodycznej, przechodziła przez silne stany emocjonalne, ponownie nie oddając się pierwotnej formie w całości, a nieustannie wracając do formy Krauzego.

 

Wojciech Błażejczyk to kolejny podopieczny Zygmunta Krauzego. Kompozytor wykonał Muzykę strun (na gitarę elektryczną, fortepian, skrzypce, altówkę i wiolonczelę). Kompozycja gęsta w różne idee skupiała się na totalnym wykorzystaniu pięciu instrumentów strunowych i wielorakich technik wydobywania dźwięków podpartych fizycznymi preparacjami. Najwyraźniej poddawała się owym procesom gitara Błażejczyka, znając możliwości i zamiary kompozytora, który z łatwością podporządkowywał ją sobie, niczym plastyczną masę. Stylistycznie kompozycja zdradzała wpływ nauczyciela, ale przecież powstała specjalnie na ten koncert dla mistrza i była wyrazem szacunku oraz wdzięczności młodego kompozytora, improwizatora i reżysera dźwięku.

 

Portret Zygmunta Krauze jak w soczewce ukazał sprzężenie ducha z materią. Ponadto konsekwencję, zachwyt nad światem i jego różnorakimi przejawami przełożonymi w indywidualny i rozpoznawalny sposób na dźwięki – wewnętrzny świat. Uwzględnił także emanację ducha na podopiecznych kompozytorów – zdolnych indywidualistów, którym oprócz wiedzy Krauze podarował wolność a publiczności – rezonans pełen tajemnic rozstrzelonych w wiadomych im tylko kierunkach.

 

Wyżej wymienionym w tekście artystom towarzyszyli: Martyna Węgrzynowska – flet, Radosław Herdzik – klarnet, Anna Trólka – skrzypce, Bartłomiej Szymborski – altówka, Dominik Płociński – wiolonczela, Filip Syska – wiolonczela, Dariusz Trzciński – gitara. Utworem Posłuchy Marcina Stańczyka dyrygował Maciej Tarnowski.

 

Vanessa Rogowska na koncert w Filharmonii Narodowej specjalnie przyjechała z Łodzi.

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Średnio: 9 (4 głosów)