Egzystencjalne opery w Berlinie

Wozzek, fot. arch. org.

DR JACEK KORNAK: Jeśli spojrzymy na ilość przedstawień operowych w Berlinie, to zdecydowanie miasto to staje się światową stolicą opery. Działają tutaj trzy stałe duże teatry operowe, a poza tym zdarzają się również mniejsze oraz przyjezdne produkcje. Warto zatem wybrać się do Berlina na operowy weekend. Poziom tutejszych teatrów operowych powinien zadowolić nawet najbardziej wytrawnych melomanów.

Ostatnie w Deutscheoper Berlin odbyła się premiera nowej inscenizacji “Wozzecka” Albana Berga. Obecna inscenizację przygotował Ole Anders Tandberg. “Wozzeck” oparty jest na sztuce Georga Büchner o żołnierzu, który jest poniżany przez swoich przełożonych i w pewnym momencie coś w nim pęka. Opera Berga jeszcze bardziej podkreśla klasowy charakter tej historii. Berg skupił się w swoim dziele na systemie społecznym, który systematycznie niszczy pewne jednostki. Muzyka jest tutaj momentami subtelna, to znów bardzo dramatyczna. Berg stworzył wyrafinowane dzieło muzyczne, które dziś jest tak samo aktualne jak podczas swojej premiery w 1925 roku w Berlinie. Tandberg przeniósł akcję “Wozzecka” do małego norweskiego miasteczka. Tam główny bohater jest odszczepieńcem, który nie przystaje do narodowej wspólnoty. Z jednej strony sam pomysł wydaje się dobry, ale mam wrażenie, że to takie uwspółcześnianie na siłę opery, która sama w sobie wydaje się dość aktualna. Tandberg momentami staje się zbyt dosłowny w próbie realistycznego przeniesienia w skali 1:1 “Wozzecka” do współczesnej Norwegii. Bardzo dobrze spisał się natomiast dyrygent Donald Runnicles, który wydobył z orkiestry Deutsche Oper bogate, momentami intymne brzmienie. Johan Reuter stworzył wokalnie imponującą postać. Jego głos był wyrazisty, posiadał pewną charyzmę, ale i dużo liryzmu. To co imponowało najbardziej w tym wykonaniu, to bogactwo ekspresyjne. Reuter potrafił momentami śpiewać bardzo dramatycznie, a znów chwilę później oczarować poetycką barwą głosu.


Die tote Stadt, fot. Iko Freese

Kolejnym przedstawieniem, które ostatnio miało w Berlinie premierę nowej inscenizacji jest “Die tote Stadt” Ericha Wolfganga Korngolda. Opera ta była po raz pierwszy zaprezentowana w 1920 od tamtej pory jest dość znana melomanom, jednak jedynie sporadycznie można ją zobaczyć na scenie. “Die tote Stadt” to epigon romantyzmu. Dzieło to urzeka pięknymi liniami melodycznymi i swoistą bezpośredniością. Muzycznie operę tę przygotował oraz poprowadził orkiestrę Komische Oper Berlin Ainārs Rubiķis. Nowy dyrektor Komische Oper imponował wyczuciem melodii oraz rytmów w dziele Korngolda. Jednak momentami miałem wrażenie, że nie wydobył on wszystkiego z orkiestracji Korngolda. Były momenty gdy orkiestra grała zbyt zwartym dźwiękiem. “Umarłe miasto” to opera o żałobie po najbliższej osobie. Główny bohater Paul próbuje sobie poradzić ze śmiercią żony. Jest to jego osobista wędrówka w głąb siebie. Opera ta dlatego właśnie jest tak poruszająca. Mówi ona o bardzo ludzkim uczuciu. Reżyser Robert Carsen umieścił swoje przedstawienie w czasach współczesnych Korngoldowi, ale w szpitalu psychiatrycznym. W przedstawieniu tym jest sporo interesujących elementów i wizualnie wydaje się ono dość pociągające. Niestety nie najlepiej poradził sobie z rolą Paula Aleš Briscein. Jego głos brzmiał dość monotonnie i nie był on w stanie przekazać emocji zawartych w tej roli. Imponująca natomiast była Sara Jakubiak. Jej głos był pełen, miał piękną okrągłą barwę, ale przede wszystkim było to zaangażowane, emocjonalne wykonanie.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów