Emocjonalna siła soundtracku [relacja z Koncertu Muzyki Filmowej]

fot. Małgorzata Klimiuk

Obrazy są do oglądania, muzyka do słuchania, a filmy…? No właśnie. Choć ich twórcy już dawno zauważyli, że współdziałanie obu sztuk działa korzystnie na odbiór całości, to nadal znajdą się osoby uważające, że „muzyka jest ważna, ale nie powinna być traktowana na równi z elementami wizualnymi”.

Są co najmniej dwa proste sposoby, by się przekonać, jak ważną rolę formotwórczą filmu odgrywa ścieżka dźwiękowa: można obejrzeć produkcję z fatalnie zrealizowanym dźwiękiem lub udać się na koncert muzyki filmowej organizowany przez grupę TRINITY. O wyższości metody numer dwa przekonałam się 12 października we Wrocławiu.

Wypełniona prawie po brzegi widownia licząca ok. 3 tys. miejsc robi wrażenie. W pewnym momencie przeszła mi przez głowę myśl, że chyba zaraz zobaczę tańczących instrumentalistów, morze konfetti i konferansjera-komedianta. Pomysł ten jednak szybko skonfrontowałam z danymi – to niemożliwe. Przecież wiem, kto dziś wystąpi na scenie: Orkiestra Polskiego Radia prowadzona przez Macieja Sztora, solistka Anna Lasota, Chór Akademicki Politechniki Warszawskiej, a także znakomita prowadząca – popularyzatorka muzyki filmowej Magdalena Miśka-Jackowska. Organizatorom udało się zburzyć mur nieprzystępności muzyki symfonicznej, nie balansując na granicy sztuki i rozrywki. Postawili na profesjonalizm i od lat spotykają się z niesłabnącym zainteresowaniem słuchaczy. Blisko stuosobowa grupa artystów na scenie jest wspierana przez specjalistów odpowiedzialnych za efekty wizualne, świetlne, a także dźwięk (wielkie brawa za doskonałe okiełznanie orkiestry w Hali Stulecia – selektywność każdego instrumentu i brak dudnienia świadczą o wyjątkowej sprawności realizatorów dźwięku).

Monograficzny koncert poświęcony twórczości Hansa Zimmera ukazał niezwykłą siłę emocjonalności będącą nadrzędną cechą kompozycji niemieckiego artysty. Autor muzyki do takich filmów, jak „Gladiator”, „Wyścig”, „Karmazynowy przypływ”, „Dunkierka” czy „Król Lew” do granic możliwości wykorzystuje możliwości orkiestracyjne. Muzyka oszczędna harmonicznie zachwyca bogactwem sonorystycznym. Prostym, wpadającym w ucho melodiom towarzyszy repetytywny akompaniament, który porusza odbiorcę tak realnie, że ten nawet się nie orientuje, kiedy następuje moment, w którym po kryjomu ociera łzę. Pęka uśpiona szybkim życiem struna. Wciągnięty w cudzą historię łapie się na myślach o własnych, najgłębszych pragnieniach. Przez chwilę ta opowieść jest o nim, bo tak samo jak ekranowi bohaterowie chce przeżywać miłość, współczucie, radość, życie.

Koncert przypomina o wartości i znaczeniu muzyki w filmie. Na dwie i pół godziny wychodzi ona na pierwszy plan, udowadniając, że jest w dużej mierze współodpowiedzialna za wywoływane emocje. Zachwyca lekkość wykonawcza artystów, magnetyzuje sposób prowadzenia koncertu, uwagę utrzymuje ciekawie ułożony repertuar, a dbałość o detale organizacyjne (mimo dużej liczby widzów ruch odbywa się płynnie, a impreza zaczyna punktualnie) pozostawia miłe wspomnienia. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych Koncertów Muzyki Filmowej.

Żaneta Kicińska

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów