Fantazja, chimera, która zawsze wymyka się z rąk – Carmen w ROH

fot. Bill Cooper

JACEK KORNAK: Ostatnio w londyńskiej Covent Garden odbyła się premiera nowej produkcji jednej z najsławniejszych oper - “Carmen” Bizeta. Po ponad dziesięciu latach zeszła ze sceny tradycyjna inscenizacja Zambello, którą zastąpiła niemiecka produkcja Barrie Kosky’ego. Czy może być coś bardziej przerażającego dla angielskiej publiczności? Może jednak nie taki diabeł straszny jak go malują.

Barrie Kosky cieszy się obecnie dużą popularnością. Jego produkcje święcą tryumfy w całej Europie. Nie bez powodu. To niezwykle twórczy reżyser o ogromnej wyobraźni i nietuzinkowych pomysłach. Taka też jest jego “Carmen”. Kosky z jednej strony proponuje modernistyczne odczytanie tej historii, ale z drugiej wraca do źródeł. “Carmen” w założeniu była operą komiczną i jako taka była wystawiana w XIX wieku. Kosky wydobył z tej opery elementy komiczne, ale też uczynił z tego dzieła prawdziwe widowisko. Jest to rewia w stylu lat dwudziestych minionego wieku. Są tutaj wyraźne nawiązania do kabaretu berlińskiego oraz wczesnych musicali. Kosky zarazem nadał swojej “Carmen” nieco nostalgiczny wydźwięk prezentując świat, który już nie istnieje. Jego Carmen to nie prawdziwa kobieta, ale fantazja, chimera, która zawsze wymyka się z rąk, a nawet z myśli.

Jednak mimo tego, że produkcja ta wydaję się świeża i pociągająca, nie jest idealna. Przede wszystkim jest dość statyczna. Sceny przechodzą od jednego pomysłu reżysera do drugiego, ale tak naprawdę akcja nie posuwa się do przodu. Również postacie nie są szczególnie wyraziste. Wszystko tutaj służy wizji reżysera, która jest ciekawa, ale jednak pozostaje pewne poczucie niedosytu.


fot. Bill Cooper

Muzycznie świetnie rozpracował tę operę Jakub Hrůša. Ten młody czeski dyrygent wydaję się rewelacyjnie łączyć wyczucie dramatyzmu z intelektualną precyzją. Jego “Carmen” miała bogate brzmienie, ale wolne od kiczu i pompatyczności. W roli głównej wystąpiła Anna Goryachova. Ta rosyjska mezzosopranistka posiada piękny, czysty głos, którym momentami była w stanie uwieść publiczność, jednak chwilami wydawało się, że brakuje jej nieco dramatyzmu, aby oddać złożoność postaci Carmen. Francesco Meli był niepodzielnie gwiazdą wieczoru. Jego głos posiada bogatą paletę kolorów, a postać, którą wykreował była pełnokrwista i poruszająca. Duże wrażenie zrobiła Kristina Mkhitaryan, która wykonała partię Micaeli. Jej głos był liryczny, a wykonanie głęboko poruszające. Kostas Smoriginas, który wykonał rolę Escamillo był najsłabszym ogniwem obsady. Zabrakło mu wokalnej charyzmy i naturalności.

6 marca przedstawienie “Carmen” z Royal Opera House będzie można zobaczyć w wybranych kinach w całym kraju.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 9 (1 vote)