Festiwal stały / Festiwal zmienny [za półmetkiem Śląskiej Jesieni Gitarowej]

European Guitar Quartet, fot. mat. pras. MCK Tychy

KINGA WOJCIECHOWSKA: Festiwal powinien być jak prąd – i stały, i zmienny. Oczywiście na grze słów się kończy. Bezpośredni kontakt z prądem do przyjemności nie należy. Kontakt z Międzynarodowym Festiwalem Śląska Jesień Gitarowa jest przyjemnością w czystej postaci.

Do elementów stały należą na przykład:

Idea. O jej znaczeniu i sile pisałam na początku pierwszej relacji z festiwalu tutaj.

Fajerwerki. To też lubię na festiwalach. Zawsze jest koncert, dwa, trzy takie, że gdyby ich energię mierzyć w stopniach Celsjusza, to wybuchłby pożar. Na przykład European Guitar Quartet podniósł temperaturę tak, że właściwie niczego więcej nie można by się spodziewać (okazało się, że można, ale o tym później). Czterech gitarzystów, tak dobrych, że prawie nie mają czasu koncertować wspólnie, będąc w ciągłych koncertowych rozjazdach. Łatwiej im się spotkać parami lub w trójkę. Usłyszeliśmy więc sola, duety, tercety i kwartety. A nawet… kwintet – utwór Piazzoli zagrany w czteroosobowym składzie.


European Guitar Quartet z fanami, fot. mat. pras. MCK Tychy

Klasa. Nie chodzi tylko o wysoki poziom artystyczny. Gdy Thomas Fellow z European Guitar Quartet zapowiadał kolejne utwory, wstawał. Gdy publiczność oczekuje autografów, rozmów, selfie, artyści zostaną dłużej, kosztem kolacji, aby być przede wszystkim dla tych, którzy przyszli na ich koncert.

Przyjaźń. „Idę posłuchać. Gra mój kolega. Muszę go posłuchać, nie darowałby mi tego” – mówi jeden z uczestników konkursu im. Jana Edmunda Jurkowskiego. „No oni są świetni!” – mówi po koncercie European Guitar Quartet wybitny polski gitarzysta Krzysztof Pełech. Tu nie ma zazdrości. Jest rywalizacja na konkursie, ale zdrowa, merytoryczna. Nikt nikomu nogi nie podstawia. Wieczorem w jednym z pokoi w hotelu festiwalowym (od lat to hotel Tychy) siedzimy, rozmawiamy, poznajemy się lub pogłębiamy znajomości i przyjaźnie.


Jury konkursu też ma przerwę, fot. mat. pras. MCK Tychy

Pierwiastek męski. Dziwnym trafem dominuje na Śląskiej Jesieni Gitarowej. To nie minus, to po prostu fakt, który trzeba zaakceptować. Z tym większą ciekawością doceniamy obecność kobiet – w konkursie, na estradzie. Jak Clarice Assad, o której więcej napiszę za chwilę.

AUKSO. I Marek Moś, którzy od lat towarzyszą gitarzystom. Właściwie bez nich nie ma Śląskiej Jesieni Gitarowej, nie ma wielokrotnych wykonań Concierto de Aranjuez (w tym roku pałeczkę przejmuje koncert D-dur Castelnuovo-Tedesco, będzie wykonany w finale trzy razy), ani prawykonań na gitarę (lub dwie) z orkiestrą smyczkową. Nie ma też wykonawczej trudności, której nie pokonaliby muzycy AUKSO. Z nimi wyobraźnia dyrektora artystycznego może hulać do woli. "To ewenement na skalę światową, żeby Festiwal miał orkiestrę festiwalową na tak wysokim poziomie. Oni zagrają wszystko!" - podkreśla w rozmowie Marek Pasieczny i dodaje, że bardzo dba o każdy detal kompozycji, gdy pisze dla Marka Mosia i AUKSO i stara się pisać utwory trudne, bo wie, że właśnie takim dyrygent poświęca najwięcej czasu - bo lubi wyzwania.

Pamięć. Po każdej edycji festiwalu powstaje płyta, która zostawia namacalny ślad. Odświeża wspomnienia, pozwala oswoić się z utworami, które słyszeliśmy po raz pierwszy, bo zostały napisane właśnie na Śląską Jesień Gitarową.

Organizacja. Przyjeżdżasz na festiwal i wszystko działa – koncerty świetnie nagłośnione (w przypadku gitary klasycznej to standard), rozpoczynają się punktualnie, uczestnicy konkursu i goście mają zapewnione noclegi, posiłki, transport. Nic nie zakłóca ich spokoju, co ma szczególne znaczenie dla rywalizujących młodych ludzi. Stawka przecież jest wysoka. Prestiżowy konkurs w Tychach to trampolina do muzycznej kariery.
Tymczasem ekipa… Artyści nie chcą przyjeżdżać o tej samej porze i w jedno miejsce. Jednego trzeba odebrać z Krakowa rano, innego – z Katowic w południe, ktoś przyleciał do Wrocławia, kto inny – jedzie do Tychów z lotniska w Warszawie… Do tego dziesiątki drobnych spraw, o których nie mamy pojęcia, a które ekipa sprawnie rozwiązuje kilkoma telefonami. Swoją drogą ciągle zastanawiam się, jak takie wydarzenia były realizowane w czasach przedkomórkowych i przedinternetowych…

Miejsca. Szkoła muzyczna, hotel. Od lat ten sam. Nie muszę się zastanawiać, gdzie będę nocować. Lubię znajome miejsca. „Powoli Tychy stają się twoim drugim domem” – mówi przyjaciel i jest w tym trochę racji. Przynajmniej raz na dwa lata przez tydzień mój dom jest w Tychach. Trudno stąd wyjechać.


Komunikacja na estradzie, duet European Guitar Quartet, fot. mat. pras. MCK Tychy

Do elementów zmiennych należą na przykład:

Odkrycia i zaskoczenia. W tym roku podczas festiwalu Rolf Lislevand spotkał się artystycznie z {oh!} Orkiestrą Historyczną. Spontaniczny, jednorazowy koncert, kilkugodzinna próba wcześniej uzgodnionego programu i już – są razem na estradzie Mediateki XXI wieku, grając repertuar barokowy. Energia, radość, zabawa, lekkość. Dla nas, słuchaczy. Dla artystów – bardzo trudne i ciekawe doświadczenie. Trudne, bo {oh!} orkiestra pierwszy raz grała z gitarzystą, wszystko było nowe. Ciekawe, bo jak powiedziała Martyna Pastuszka, koncertmistrz i założycielka zespołu: „Myśleliśmy, że pizzicato można zagrać albo dobrze, albo źle, tymczasem jest tyle sposobów na szarpnięcie struny!” I tego uczyli się od Rolfa.
A następnego dnia – Brasil Guitar Duo w kontemplacyjnym, współczesnym, szalenie trudnym, wirtuozerskim repertuarze, pozwalają zatopić się w muzyce, Douglas Lora i João Luiz, dwaj Brazylijczycy tworzący jeden z najlepszych obecnie duetów gitarowych na świecie, stają się medium dla dźwięków, które przenikają nas, czarują.
I gdy już jestem pewna, że niczego lepszego tego wieczoru nie usłyszę, że jest doskonale – na estradę wchodzi Clarice Assad, która, grając wszystkie najpiękniejsze, najpopularniejsze brazylijskie melodie ludowe i piosenki, wzbogacone o jej koronkowe improwizacje, całkowicie zawłaszcza sobie publiczność.
Ale znów – nie na całą resztę wieczoru, bo zaprasza Brasil Guitar Duo i od tego momentu improwizują razem. Jak to możliwe? – pytam Douglasa Lorę. „To są melodie, które wszyscy znamy. Wiesz, siadamy sobie przy stole, każdy bierze jakiś instrument, co ma pod ręką i gramy. Jest specjalny kod – kto kiedy wchodzi i co gra. I tego nie musimy się uczyć, po prostu każdy to wie. Dlatego na drugi bis, gdy już nie wiedzieliśmy, co grać, wykonaliśmy najbardziej popularną melodię, która w całości jest improwizowana, ale znana każdemu Brazylijczykowi od dziecka.”


Oh orkiestra i Rolf Lislevand, fot. mat. pras. MCK Tychy

Warsztaty wokalne. Organizatorzy potrafią połączyć przyjemne z pożytecznym. Przyjechała Clarice Assad? Niech skorzysta na tym młodzież szkoły muzycznej! Ponad 60 osób bierze udział w energetycznych warsztatach z brazylijską artystką. Są fenomenalni a ja mam ciarki. Po ponad trzech godzinach wszyscy są zmęczeni i szczęśliwi. A melodie i techniki, których naczyli się z Clarice, nucą jeszcze długo po warsztatach.

Scenografia. Jest zawsze, jest oryginalna i oswaja scenę. W tym roku – po raz pierwszy scenografia jest niematerialna, zastąpiły ją wizualizacje. Eksperyment. Jednym się podoba, inni uważają je za zbędne. Bo tyle dzieje się na samej scenie, interakcje między muzykami są tak intensywne, że wolimy je obserwować. Organizatorzy i z tego wyciągają wnioski, na bieżąco!

Identyfikacja wizualna. W tym roku na plecakach i programach pojawia się niesamowita mandalowa grafika inspirowana identyfikacją festiwalu – gitarą stworzoną z czterokolorowej wariacji na temat logo miasta Tychy.

Nowości. W tym roku po raz pierwszy zamówiono utwór u kompozytora spoza kręgu europejskiego. Clarice Assad napisała koncert na duet gitarowy i orkiestrę smyczkową inspirowany polskim folklorem z Podhala. W tym roku po raz pierwszy w finale konkursu mamy sześciu gitarzystów, a pierwszy etap przebiegał jeszcze przed festiwalem – 24 uczestników wyłoniono na podstawie przesłanych nagrań.

Podział powyższy jest bardzo umowny i dość płynny. Właściwie wszystkie elementy tworzące Śląską Jesień Gitarową przeplatają się. I to jest siła festiwalu – mieszanka elementów oczywistych, spodziewanych, które stanowią o atmosferze festiwalu, pozwalają przewidzieć, jak będzie i oswoić sobie to wydarzenie, i elementów zmiennych, które sprawiają, że festiwal nigdy się nie znudzi.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów