Filharmonia piosenek o miłości

Podświetlone na różowo organy, mikrofony, sprzęt nagłaśniający i zespół znany z telewizyjnego talent show w Filharmonii Narodowej?

Na szczęście repertuar był dobrym pretekstem do zmiany charakteru sali koncertowej przy ul. Moniuszki w Warszawie. Przeróżni artyści zebrali się, aby wykonać kilkanaście piosenek Anny German.

Projekt powstał niezależnie od serialu "Anna German", emitowanego w telewizji. Andrzej Rosa - spiritus movens wydarzenia - mówił na wstępie, że przygotowania zakończył w styczniu. Potem trzeba było ustalić trasę, poinformować media i - ruszyć! Koncert w "Narodówce" miał charakter premiery. Obecni byli wszyscy zaangażowani artyści.

Ale po kolei.

(A ponieważ Filharmonia w tym dniu wyglądała zupełnie inaczej, niech pierwsze skrzypce w tej relacji odegrają zdjęcia.)

Próby zaczęły się kilka godzin przed koncertem. Nie jest łatwo zorganizować przedsięwzięcie, w którym śpiewają: aktorka teatralna i telewizyjna, stale podróżujący solista La Scali, ukraińska śpiewaczka, chór wprost z telewizyjnego talent-show i kilkoro innych artystów, a nawet dyrektorów artystycznych, gra cała orkiestra symfoniczna z utalentowanym dyrygentem a koncert prowadzi dziennikarka telewizyjna.

(Wszystkie zdjęcia wykonał Marek Relich / Presto)

[gallery]399[/gallery]

Na sali dosłownie pojedyncze miejsca zostały wolne. Średnia wieku dość wysoka, ale i Anna German jest idolką raczej babć dzisiejszej młodzieży, niż tejże młodzieży. Co prawda serial o Annie German, emitowany niedawno w telewizji publicznej, przysporzył piosenkarce młodszych fanów i spowodował, że jej piosenki na nowo ożyły. 


Koncert rozpoczął się od przeboju
„Być może gdzie indziej”, zaśpiewanego przez Julitę Mirosławską, solistkę Warszawskiej Opery Kameralnej, a potem temperatura tylko rosła. Nie zabrakło chyba największego hitu Anny German „Człowieczy los” w wykonaniu tej samej artystki.

 

Mnie najbardziej urzekły „Tańczące Eurydyki” wyśpiewane przez Justynę Reczeniedi, również solistkę WOK, która – jak sama mówi „weszła w ten utwór po całości, od trzewi, po serce, po duszę”. (A wszystko to oblekła w piękną suknię od Teresy Rosati).


Greckie wino!
Nie jestem wielką fanką Anny German. Tę piosnkę częściej słyszałam w wersji niemieckojęzycznej. Wyśpiewana po polsku ma jeszcze więcej uroku. Tu zdjęć akurat brak, ale jest za to smakowity kąsek w postaci...

...prawdziwego zwierzęcia scenicznego, którym okazał się Krystian Adam Krzeszowiak, na co dzień śpiewający w Pradze, w La Scali... Na co dzień...

[gallery]400[/gallery]

Panie zmieniały suknie, aby podkreślić nastrój (między innymi Justyna Reczeniedi - kreacja raz Teresy Rosati, raz - Małgorzaty Dudek)

[gallery]401[/gallery]

Odkryciem była dla mnie Vladyslava Vdovychenko, ukraińska artystka, której prywatne losy związane są z Anną German. W jaki sposób? Można się dowiedzieć, okazji będzie sporo, ponieważ do października zaplanowano ponad 20 koncertów w całej Polsce. Jej głos podobno łudząco przypomina wokal Anny German. Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Na zdjęciu jest z Justyną Reczeniedi. Dwa piękne głosy. Choć konkurencyjne - w duecie zabrzmiały doskonale!

Za artystami, choć wcale nie w tle, Królewska Orkiestra Symfoniczna, świetnie poprowadzona przez Jacka Pawełczaka (który chwilami chyba żałował, że musi stać odwrócony tyłem do publiczności. Raz jednak pokusił się, by i nią zadyrygować...)


Nie zabrakło gwiazd z telewizji.
Jedną z piosenek zaśpiewała Joanna Trzepiecińska...

... koncert poprowadziła Anna Popek...

... a solistom towarzyszył chór Soul City, który dał się zauważyć w jednym z telewizyjnych talent shows...

Zespół także samodzielnie wykonywał piosenki Anny German, urozmaicając widowisko własną choreografią:

 

Koncert spełnił oczekiwania publiczności. Stojące owacje grzmiały kilkakrotnie. To ważne dla organizatorów, bo wśród gości i widzów był ten najważniejszy - mąż Anny German, Zbigniew Tucholski.


Na szczęście artyści przygotowali się na bis.
 Na JEDEN!!


Publiczność nie dała się zbyć tak łatwo. Funiculi funicula (by Krystian Krzeszowiak i Piotr Rafałko w brawurowym wykonaniu) i kilka innych piosenek musiało zabrzmieć ponownie.

Gdyby zapomnieć całkowicie o ekonomicznych realiach, zaapelowałabym do organizatorów koncertu: wyjdźcie z filharmonii, poszukajcie małej, kameralnej sceny, wokół której swobodnie będzie mogła zgromadzić się publiczność. Ale mam świadomość, że artyści oprócz pasji mają także rachunki do zapłacenia. Powiem więc co innego – pozwólcie artystom więcej mówić. Annę German kochano nie tylko za piosenki i ich wykonanie, ale także za to, jak potrafiła nawiązywać kontakt z publicznością. A jak tu nawiązywać kontakt, jeśli artyści śpiewają dla publiczności siedzącej w ciasnych fotelach półtora metra poniżej lub kilka metrów powyżej estrady?

Mimo to - dobra robota, kochani. Wypocznijcie teraz. Kolejne miasta czekają na ducha Anny German, którego ożywiacie.

 

Piosenek Anny German wysłuchała Kinga Anna Wojciechowska

Artyści:

Julita Mirosławska
Justyna Reczeniedi
Joanna Trzepiecińska
Vladyslava Vdovychenko
Krystian Adam Krzeszowiak
Piotr Rafałko
Jacek Silski

Królewska Orkiestra Symfoniczna pod dyrekcją Jacka Pawełczaka i zespół wokalny Soul City

Projekt: Być może gdzie indziej... Anna German - wspomnienie.

Następny koncert w Amfiteatrze w Koszalinie 16 czerwca!

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów