Gaz do dechy, panie Powell!

Podobno Lalo Schifrin często jest komplementowany za znakomitą oprawę muzyczną pościgu samochodowego z filmu „Bullit”. Co ciekawe, scenie tej towarzyszą jedynie starannie dobrane efekty dźwiękowe. I to jest właśnie siła muzyki filmowej – działa nawet, kiedy jej nie ma.

- pisze Łukasz Jakubowski -

Przeczytaj lub wróć do rubryki Batutą po ekranie.

Natomiast, gdy muzyka zdecydowanie towarzyszy kinowym pościgom, pobrzmiewa zwykle gdzieś w tle, zagłuszana przez palenie gumy, klaksony i trzaski kraks. Wielka to szkoda, gdyż historia kina akcji pisana jest nie tylko wirtuozersko zainscenizowanymi karambolami, ale również utworami, ilustrującymi te momenty. Niektóre z nich w autonomicznym odsłuchu okazują się być małymi dziełami sztuki. W mojej opinii bezdyskusyjnym mistrzem w tej dziedzinie jest kompozytor, kojarzony głównie z kinem animowanym - John „Jak wytresować smoka” Powell. Artysta ten parę lat temu jakże przyjemnie odmienił brzmienie muzyki gatunku akcji, nadając jej dawno nie słyszanej słuchalności. Powell początkowo blisko współpracował z Hansem Zimmerem i Patrickiem Doylem, jednak świat o nim usłyszał i, co istotne, zapamiętał jego nazwisko, za sprawą doskonałej oprawy muzycznej do kiepskiej ekranizacji prozy Philipa K. Dicka „Zapłata” (2003). Pełen hipnotyzujących momentów soundtrack, z dwoma fenomenalnymi utworami pościgowym na czele, to kompozycja, o której nie da się pisać. Trzeba jej posłuchać i tyle. Rok później Powell wyczarował coś odrobinę bardziej mistrzowskiego – score do „Krucjaty Bourne’a” z kawałkiem o jakże wymownym tytule: „Bim Bam Smash” (głęboki ukłon dla sekcji smyczkowej). A na ekranie Matt Damon za kierownicą.

Trylogia Bourne’a, to stricte mobilne kino - bohater nieustannie kogoś goni albo sam ucieka, idąc, biegnąc czy jadąc. Powell ruch ten interpretuje jakże celnie, jego muzyka jest niespokojna, różnorodna, zmienia tempa, a przede wszystkim ma to coś, czego wielu akcyjniakom brakuje – duszę. Jeżeli Wielka Brytania ogłosi kiedyś referendum w sprawie wyboru nowego kompozytora dla kolejnego „Bonda”, głosujmy na Powella! (No, może jeszcze na Michaela Giacchino z uwagi na jego wyborne oprawy dla szpiegowskich „Iniemamocnych” i dwóch części „Mission: Impossible”.).

Styl Johna Powella bywa popisowym nośnikiem egzotycznych brzmień świata naszego: „Rio”, „Kung Fu Panda”, jak i światów obcych: „Roboty”, „Matki w mackach Marsa”. Z umiejętności stylizacyjnych Brytyjczyk korzysta także w filmach aktorskich, już nie tak udanych, jak wymienione animacje. Temperatura słynnego, gorącego romansu na planie „Pan i Pani Smith” (2005) nie ogrzała romansu ekranowego, natomiast muzyka Powella wręcz kipi od mniej lub bardziej zawoalowanych latynoskich rytmów (salsa, rumba, tango, flamenco i pewnie inne). A już bez reszty nieudane, momentami wręcz kuriozalne jest „Knight and Day”, znane u nas pod wielce mylącym tytułem: „Wybuchowa para” (2010). Ten żałosny, celuloidowy pomnik, zmontowany ku fajowości Toma Cruise’a otrzymał  oprawę muzyczną o iście hiszpańskim temperamencie - cóż za marnotrawstwo talentu kompozytora! Oto motocyklowy pościg ulicami Sevilli w interpretacji Johna Powella. Olé!

Oceń zawartość: 

Brak głosów