Jerzy Skwarek: fotograf, geolog i podróżnik

fot. Daniel Pogorzelski

Fotografie Jerzego Skwarka pozwalają przyjrzeć się ostatnim 40 latom polonijnej historii w USA. Podczas pobytu w Chicago udało się nam zajrzeć do pełnego książek i albumów mieszkania fotoreportera... który okazał się zarazem geologiem, przewodnikiem górskim, instruktorem narciarskim i podróżnikiem. Opowiedział nam swoją historię w pigułce.

Urodziłem się w Warszawie w 1935 r. W 1944 r. ja i moja siostra nie braliśmy udziału w walkach, ale moi rodzice przeżyli powstanie warszawskie, ucieczki pod ostrzałem itd. Po powstaniu wróciliśmy zobaczyć, co ocalało, przede wszystkim zależało nam na zdjęciach, które mogły się zachować gdzieś w ruinach. Po wojnie przez jakiś czas mieszkaliśmy u ciotki i wujka w Łodzi i kiedy się okazało, że na ziemiach zachodnich są dostępne mieszkania dla tych, którzy w Warszawie stracili wszystko, zgłosiliśmy się i zamieszkaliśmy w Lęborku koło Gdańska. Było tam jeszcze sporo Niemek, które próbowały podrywać młodych chłopców polskich (od iluś lat były same). Co ciekawe, w lesie po pół roku znaleziono całą dywizję niemiecką ukrytą w podziemiach! Był to czas, gdy penetrowano wszystkie opustoszałe mieszkania. My, jako dzieci, też w nich szperaliśmy, szukając... „skarbów”.

Tatry, moje Tatry

Po skończeniu szkoły pojechałem do Zakopanego do ciotki, która wynajmowała tam z przyjaciółką hotel. Na miejscu, idąc śladem mego ojca, ukończyłem technikum budowlane oraz zostałem przewodnikiem tatrzańskim. Jak to się stało? Od razu zakochałem się w Tatrach. Napisałem nawet reportaż: „Tatry, moje Tatry”, który ukazał się w dwóch magazynach. Opisałem tam kilka ze swoich bardzo ciekawych przygód. Bo jeszcze jako uczeń budowlanki zdobywałem z kolegami skałki i odkrywałem jaskinie. Jedną z najsławniejszych naszych wypraw była ta na Giewont, niebezpiecznym żlebem Kirkora, czyli północną ścianą – trasą, która jest owiana złą sławą, bo pochłonęła wiele ofiar.

Szczęśliwy czas

Kiedy powstała pierwsza konwencja turystyczna między Polską a Czechosłowacją (1955 r.), byłem już kierownikiem drużyny turystycznej, z którą wędrowaliśmy po wszystkich górach Polski, jeździliśmy też po Europie. Zaraz po otwarciu granicy zorganizowałem pierwszą wycieczkę i pierwsze, co zrobiliśmy, to zaopatrzyliśmy się za granicą w dobre buty – dzięki temu zrobiliśmy pierwszą pieszą wycieczkę na Kasprowy Wierch! Później jako przewodnik prowadziłem m.in. ambasadora angielskiego. Zdarzyła mi się też raz wycieczka z chłopcami z poprawczaka.

Zachowywali się strasznie, ale przykazano mi, abym dał im w kość, a ja miałem wtedy dobrą kondycję. Narzuciłem im więc ostre tempo na Ścieżce nad Reglami, szliśmy osiem godzin... ale choć wrócili wyczerpani, to potem mi podziękowali, byli już oczywiście bardzo grzeczni. Wycieczka ich odmieniła. To był naprawdę szczęśliwy czas w moim życiu.

Niemniej w latach 70. zdecydowałem się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Dlaczego? Człowiek w tamtych czasach zawsze marzył o wyjeździe do krajów zachodnich. Choć przecież byłem już wtedy przewodnikiem wycieczek zagranicznych, to historia mojego wyjazdu zaczęła się już w Tatrach, gdy poznałem pewną Amerykankę, która zaprosiła mnie do Ameryki...

Amerykański zdobywca

Przyszło do mnie zaproszenie z Ameryki od matki mojej znajomej... jako mojej ciotki. Otrzymałem wizę i wyjechałem w 1971 r. do Stanów. Oczywiście od razu poszedłem do roboty. Rozpocząłem pracę w laboratorium fotograficznym. Ale nim to wszystko się rozkręciło, pojechałem do... Miami. Pewnego dnia tak po prostu o piątej po południu skończyłem pracę, a o 22.00 już wyruszałem z Chicago w drogę... Tak znalazłem się na otwarciu Disneyworldu. A potem zjeździłem już całe Stany, zwiedziłem wszystkie parki narodowe, a nawet dołączyłem do hawajskiego klubu górskiego i zostałem zdobywcą tamtejszych szczytów.

Fotograf gwiazd

Później zacząłem pracować jako fotoreporter w chicagowskim „Dzienniku Związkowym”, prowadziłem wycieczki i starałem się o obywatelstwo amerykańskie. Gdy tylko dostałem paszport, mogłem podróżować po całym świecie i poprowadziłem sześć wycieczek dookoła świata, ogłaszając się w „Dzienniku Związkowym”, gdzie później publikowałem swoje reportaże. Ale tak naprawdę życie polskich artystów lat 70. zacząłem dokumentować od razu po przyjeździe, w końcu kolorowe zdjęcia robiłem od lat 50., fotografowałem ich m.in. podczas polonijnych demonstracji, wieców i parad. Wśród nich byli m.in. Wojciech Młynarski, Violetta Villas, Jerzy Połomski, Krzysztof Klenczon, Mieczysław Fogg, Anna Jantar czy Kalina Jędrusik, z wieloma aktorkami byłem bardzo zaprzyjaźniony. Miałem też swoje wystawy, także w Polsce, choć przez pierwsze dwadzieścia lat oczywiście nie wróciłem do kraju. To akurat było niemożliwe.

wysłuchała Maja Baczyńska

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów