Każdy muzyk to alkoholik

LUIZA BOROWIEC: Gdyby ten tekst pojawił się w sieci, obowiązkowo trzeba by było określić na początku swój wiek. Masz skończone 18 lat? Tak? To możesz czytać dalej.

Łyk talentu. Znany także pod nazwą: małpka. Pomaga na trzęsące się ręce. Choć pianiści wysokiej klasy robią wielkie oczy. „Nie, my osobiście nie.” „Ja nie mogę. Wszystko zapominam, i nuty, i artykulację, wszystko” – mówi jeden. „Ja też nie mogę. Palce. Tracę kontrolę nad palcami.” – mówi drugi. Ale w środowisku... „O tak, to jest problem” – potwierdzają obydwaj i przypominają sobie, jak to kiedyś koncert się nie odbył, bo znany pianista „wszyscy wiemy, o kogo chodzi” nie stawił się na próbie, bo nie mógł. Inni instrumentaliści nie są gorsi. Taki Henryk Szeryng nie wyszedł na estradę, dopóki nie opróżnił butelki whisky. A potem grał na skrzypcach jak szatan! Nigdy chyba nie zagrał na trzeźwo. Ale alkohol to drobiazg. Pół walizki artysty to lekarstwa. Przeróżne. Są miejsca, w których można zaopatrzyć się w niezbędne wspomagacze formy. Supermarket. Dacie wiarę, że Nutella przydaje się muzykowi? No a jak artyści radzą sobie z tremą, ze stresem przed koncertem? Nie radzą sobie. Napięci są jak struny. Łagodzenie napięcia to poważny kompromis. Bo albo stres, albo zniszczone zdrowie. Zanim o orzechowym przysmaku – najpierw beta-blokery. Naprawdę. Wszelkiej maści – chemiczne syntetyki i łagodniejsze ziołowe, spowalniające metabolizm. Przed koncertem, przesłuchaniem, egzaminem artyści w skupieniu dzielą się małymi białymi nasercowymi tabletkami. Nie jest łatwo je zdobyć. To towar czasem tak cenny jak słomki na stroiki dla oboistów.

No dobrze, wracam do słodkości. Nutella. Kto nie chce się szprycować tabletkami, może zjeść słoik czekoladowych łakoci. Hormony szczęścia wydzielające się pod wpływem glukozy i masła kakaowego skutecznie potrafią zrównoważyć skutki uboczne działania kortyzolu i adrenaliny. Mniej słodkie, a podobno równie skuteczne jest wypicie szklanki oliwy. Cóż, wolę chyba Nutellę.

Jest jeszcze głodówka. Doświadczyliście tego? Już, już za chwilę ważne spotkanie, a organizm wskazuje jeden kierunek – łazienka. Najlepiej więc odpuścić sobie konsumpcję czegokolwiek na kilka godzin przed wydarzeniem. Przed graniem, śpiewaniem też. Kto jednak nie może się powstrzymać przed spożywaniem – honor uratują mu pewnie leki przeciwbiegunkowe. Nie, raczej się ich nie nadużywa. Ale lepiej o nich pamiętać w trasie.

Zresztą trasa koncertowa orkiestry, najlepiej młodzieżowej, to istne laboratorium. Więcej można się tam dowiedzieć o farmaceutykach i para-medycznych metodach walki z tremą i zmęczeniem, niż w renomowanej agencji reklamowej.

Jeśli już jestem przy tak drastycznym porównaniu (w końcu ekscesy speców od marketingu służą nawet za kanwy filmów hollywoodzkich), to muszę wspomnieć o preparatach bazujących na pseudoefedrynie. To kokaina dla ubogich, ale wiadomo przecież, że muzykom się nie przelewa. Tussipet, Sudafed – nie tylko z uwagi na muzyków są reglamentowane w aptece. Wielokrotnie już ocaliły niejedno prestiżowe zamówienie kompozytorskie. Trzeba oddać partyturę na czas? Kilka buteleczek załatwia sprawę. Noc nieprzespana, projekt skończony. I wykonawcy takim rozwiązaniem nie pogardzą, gdy dowiadują się, że właśnie dostali angaż w wymarzonej orkiestrze, nierozczytane partytury właśnie odebrane, a koncert za kilka dni. Efekt rekompensuje skutki uboczne.

Zabiegi wspomagające mogą się różnić w zależności od płci. Kobiety stosują: Super-glue – na wzmocnienie skóry w miejscu, z którego właśnie odpadł odcisk (harfistki i wiolonczelistki); tipsy, malowanie lakierem, zlepienie klejem lub taśmą – na złamane paznokcie od grania na gitarze; depilator z nasadką szczotkową do masażu sforsowanych mięśni pleców i rąk; botoks na pocące się dłonie – ryzykowne, bo nieznane są badania na temat wrażliwości i ruchliwości rąk po takim zabiegu. Na wszystkie powyższe problemy mężczyznom często wystarczy aspiryna…

W tym szaleństwie jest metoda. Czasem muzyk stara się jednak naprawdę wspomagać swoje zdrowie. W podręcznej apteczce przechowuje witaminę D, magnez i witaminowe suplementy diety. Dla tych, którzy często sięgają po łyk talentu, nieodzowne jest za to 2KC Extreme – bardzo przydatne na oficjalnych bankietach, kiedy napić się trzeba, ale zachować twarz trzeba sto razy bardziej.

P.S. Serdecznie dziękuję za pomoc artystce, która z wiadomych względów nie chwali się personalnie swoimi doświadczeniami, ale za to bez oporów służyła swoim know-how. Przetestowała wszystko „z wyjątkiem dużych dawek pseudoefedryny oraz botoksu i tipsów".

P.P.S. Drodzy młodzi, czytający ten felieton, z zachwytem lub zgrozą – pamiętajcie: nie alkohol ani inna używka zrobi z was artystę, a talent i ciężka praca (musiałam).

Felieton pochodzi z Presto #11: Muzyka w zdrowiu i w chorobie

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 2.7 (6 głosów)