Kim jest Faust naszych czasów?

JACEK KORNAK: Legenda o Fauście była jedną z najpopularniejszych historii od końca średniowiecza aż do romantyzmu. Obecnie wydaje się nieco zapomnianą. Czy w tej legendzie, która zafascynowała romantycznych kompozytorów – Hectora Berlioza, Charlesa Gounoda, Roberta Schumanna czy Arrigo’a Boito’a jest wciąż ukryta prawda, która może przemówić do współczesnego widza?

 

 

 

Alvis Hermanis łotewski reżyser postanowił przetestować aktualność Fausta tu i teraz. Okazją do tego była nowa produkcja „Potępienia Fausta” Berlioza na deskach Opery Paryskiej. „La Damnation de Faust” jest dość dziwnym dziełem. Składa się z luźno powiązanych scen, muzyczną narrację budują arie i potężne sceny chóralne, ale też długie partie orkiestrowe, które nadają temu dziełu charakter fragmentaryczny. Niektórzy określają je nie jako operę, ale raczej – kantatę dramatyczną. Sam Berlioz nazwał „Potępienie Fausta” dramatyczną legendą lub operą koncertową. Tego typu kompozycja, która w dodatku oparta jest na tekście Goethego, a nie profesjonalnym operowym librettcie, stanowi nie lada wyzwanie dla reżysera.
Hermanis podszedł do tej opery w sposób twórczy. Nie ilustruje „Potępienia Fausta” jedynie ruchem scenicznym, ale tworzy nowe, wielowymiarowe dzieło. Jego produkcja jest pytaniem o Fausta naszych czasów, ale przede wszystkim jest to produkcja o niezwykłym wyczuciu muzycznym, czyli tym, co najważniejsze w dobrej produkcji operowej. Faustem jest tutaj fizyk Stephen Hawking. który marzy o podboju kosmosu. Ludzie są dla niego elementami naukowej układanki, a każda tajemnica może znaleźć naukową odpowiedź. Na końcu opery Hawking upada i być może, umierając, dostrzega, że w rzeczywistości, która go otacza, jest coś więcej, coś czego umysł naukowca nie jest w stanie pojąć. Ostatnia scena to cud: Hawking zaczyna chodzić. Choć może to jedynie halucynacja umierającego człowieka? A może właśnie fakt, który przekracza możliwości naukowego wyjaśnienia?

Produkcja podzieliła publiczność.
Część widowni biła brawa na stojąco, część buczała. Tradycyjnie jednak wszyscy byli zgodni co do tego, że muzycznie było to wybitne przedstawienie. W tytułowej roli wystąpił Jonas Kaufmann, marka sama w sobie. Jako Mefista usłyszeliśmy Bryna Terfela, natomiast całkiem przekonującą Margeritą była Sophie Koch. Kaufmann świetnie wpasował się w rolę akademika. Głos ma piękny i mocny, a jego styl wyróżnia się niezwykłą inteligencją wokalną i subtelną interpretacją. Tenor porwał publiczność nie tyle wspaniałymi wysokimi dźwiękami, co wyrazistością i głębokim wejściem w rolę Fausta. Imponująco zaprezentował się również Terfel. Jego Mefisto był dynamiczny i miał w sobie iście diaboliczną moc. Mezzosopranistka Sophie Koch rzuciła na kolana publiczność arią D’Amour l’Ardente Flamme. Z początku myślałem, że rola ta jest zbyt mocna dla Koch, ale udało jej się stworzyć pełnowymiarową postać. Jej Margerita była delikatna, pełna liryzmu.
Orkiestrę opery Paryskiej poprowadził Philippe Jordan. Jordan. To obecnie zapewne najwybitniejszy francuski dyrygent operowy, o czym mogliśmy się przekonać. Pod jego batutą muzyka Berlioza była pełna wigoru. Jordan w swojej interpretacji „Potępienia Fausta” oddał niesamowite bogactwo kolorów orkiestrowych, a jego narracja była spójna i transparentna.
{Z Paryża dla Presto dr Jacek Kornak}

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)