Klucz do wyobraźni

fot. pexels

Dla mnie, odkąd pamiętam, muzyka była kluczem do świata wyobraźni. Pierwsze tego typu wspomnienie, jakie jestem w stanie przywołać, to moment, kiedy jako kilkuletnie dziecko stałem w swoim pokoju, zza okna sączyły się południowe promienie słoneczne, które uwydatniały dryfujące leniwie w powietrzu drobiny kurzu, a w tle słychać było muzykę, która utkwiła w mojej głowie na resztę życia. To błogie uczucie spokoju, ciepła i bezpieczeństwa wraca do mnie za każdym razem, kiedy słyszę ten utwór. Wtedy, jako dziecko, nie byłem w stanie zidentyfikować tego numeru, ale dziś już wiem, że był to „Radio GaGa” zespołu Queen.

Następne wspomnienie, jakie mam, to kilka lat później, kiedy czytałem „Księgę Dżungli”, a w tle leciała płyta Dire Straits „Brothers in Arms”, która zdawała się być doskonałą ilustracją do czytanej historii. Płyty słuchała wtedy moja siostra. Do dziś, kiedy słucham „Ride Across The River” z tą charakterystyczną masą brzmiących insektów w tle utworu, czy „Why Worry”, mam przed oczami gęstą dżunglę tętniącą życiem i poczucie, że znajduję się zupełnie gdzie indziej.

Bardzo podobne oderwanie od rzeczywistości całe lata temu zaoferowała mi płyta ze ścieżką dźwiękową do filmu „1492 – Conquest of Paradise”. To niesamowite, że ta płyta, jako jedyna w moim życiu, nie znudziła mnie ani razu. Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Ale co najważniejsze: porusza ona moją wyobraźnię za każdym razem tak samo silnie. A ponieważ powoduje ona w moim umyśle poczucie spokoju i znajdowania się w tzw. „Raju”, gdzie nie ma złych emocji, otacza nas tylko piękno, czysta natura, z którą czuć styczność do żywego i gdzie da się czuć wszechobecny spokój, to stała się ona swego rodzaju „lekarstwem na stres”. W momentach mocnych napięć, kiedy ciężko jest zasnąć, włączam sobie tę płytę i z racji tego, że oddziałuje ona na mnie tak silnie, to momentalnie pochłania mój umysł i prowadzi go w tamto wyjątkowe miejsce. Jest to tak silny bodziec, że cały stres zostaje przez niego przyćmiony.

Znamienne jest, że większość z tych i im podobnych nagrań utkwiło w mojej głowie w okresie do mniej więcej 25. roku życia, co rodzi kilka pytań:
- czy wtedy muzyka była lepsza? Bardziej prawdziwa?
- czy ten związek między słyszanymi dźwiękami, a doznawanymi przeżyciami wynika z tego, że w tym okresie życia człowiek cały czas „odkrywa” życie? Że wszystko jest jeszcze nowe i implikuje intensywne emocje?
- czy może wrażliwość na muzykę łagodnieje z wiekiem?
- jak to się dzieje, że płyta wyciągnięta po latach i odtworzona przywołuje w pamięci rzeczy, których bez jej słuchania nie bylibyśmy w stanie sobie zupełnie przypomnieć?

Być może ktoś kiedyś znajdzie odpowiedzi na te wszystkie pytania i spisze to w obszernej książce. A wtedy ja zakupię tę książkę, otworzę pierwszą stronę i włączę album Dire Straits 

- Dariusz Wancerz (klawiszowiec zespołu Carrion, reżyser dźwięku, współzałożyciel portalu SzukamMuzyka.pl)

***

Jeśli chcesz się z nami podzielić swoją muzyczną opowieścią, napisz na adres: mymusicstory@prostoomuzyce.pl

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów