KonTeksty

18 Czerwiec 2018
Co to za dzwony?
A to w tej rynnie.
A to muzyka deszczowa płynie.
A to na dachach, jakby na bębnach,
Dudni, dudni ulewa wiosenna.
Tłucze o szyby wesołym deszczem,
bębni kroplami jeszcze i jeszcze.
I na listeczkach gra z całej duszy,
Aż rozkrzyczane słowiki głuszy.
Aż słowik szepcze do słowika:
– To ci muzyka!
Taka muzyka
to jest muzyka,
co?
4 Czerwiec 2018
To gra Phil Woods to gra Phil Woods ze swoimi
a więc kontrabas
nagły tupot strun
po schodach dźwięków
i każdy dźwięk osobny wyrazisty
A trąbka
Kiedy trąbka gra
to jakby rozbłysnął w ciemności
elektrokardiogram serca
fortepian stuka jak zbiorowy puls
zaś perkusista kiedy już uderzy
ogłasza chwile królestwa i chwały
Lecz kiedy Phil
kiedy Phil Woods podniesie saksofon
przez instrumenty przebiega nagły dreszcz
rozmowa teraz wzlatuje na szczyty
Phil Woods to średniej wagi chłop w skórzanej czapce
gdy wyczekuje kołysze się lekko
jakby melodia była srebrną rybą co z nim tańczy
Wspaniali – bo nie czują się wcale wspaniali
27 Maj 2018
Z tyłu na pokładzie łodziowym jakiś ksiądz katolicki zebrał wokół siebie ogarniętych paniką pasażerów drugiej i trzeciej klasy.
Słucha spowiedzi, udziela rozgrzeszenia.
Jest godzina 02.07.
- No cóż – mówi zaniepokojony Jason – myślę, że już czas kończyć. Nie ma sensu grać dalej. I tak nikt już nie słucha.
- Chyba tak – kiwa głową Aleks i odkłada skrzypce.
Spot siedzi przy pianinie zamyślony, z półprzymkniętymi oczami. Jim i Georges podchodzą do barierki, rozglądają się na obie strony.
Dawid zbladł.
Jakiś oficer w pobliżu woła:
- Od tej chwili każdy się troszczy o siebie! Każdy na własną rękę! To rozkaz.
- Hm – replikuje Jason. Przygląda się Dawidowi. – Nie bój się.
6 Maj 2018
Jeśli był kiedyś raj,
na tej planecie go nie było.
Ziemia kręci się dookoła swej osi,
aby wiecznie odwijał się czas
wszystkich człowieczych zgryzot.
Ale raj był.
Pewnie na którejś z gwiazd.
Kto może dokładnie wskazać,
gdzie są te niebieskie ogrody?
Jeżeli w raju istnieje piękno,
to możemy je sobie wyobrazić
tylko przez przypomnienie naszego świata.
Wdzięki kobiet,
zapachy kwiatów,
radość dzieci
i kolory motylich skrzydeł.
Jeżeli jest tam i niebo,
nie ma pod nim miejsca dla cierpienia.
Ludzie tam nie płaczą,
a łez jest tam mniej
niż pereł w naszych rzekach.
Stamtąd przyszedł.
30 Kwiecień 2018
Muzycy ustawili pulpity i zaczęli stroić instrumenty. Stafford Williams odwrócił się w stronę publiczności. Był ogromnym Murzynem. Głębokim, tubalnym głosem zapowiedział:
- Szef straży pożarnej Waszyngtonu poinstruował mnie, żeby powiedzieć państwu, że podczas tego koncertu nie wolno palić. Pozwolenie…
- To znaczy, że nici z potańcówki z maryśką? - krzyknął ktoś.
Wszyscy się roześmieli.
- Właśnie - odparł Williams. Podniósł ręce i natychmiast publiczność się uciszyła. - Koncert B Albinoniego – zapowiedział.
Odwrócił się, podniósł prawą dłoń. Smyczki powędrowały ku strunom.
Chwila przerwy.
Opuścił dłonie i natychmiast nastąpił atak dźwięków.
22 Kwiecień 2018
- W słotę co robić! Nuda! - rzekł chłopak – Miałem jutro uczyć się pływać, rysować mapę, pilnować co mieszka w dębie! A tu siedź w izbie!
- Czasami dobra słota! Mnóstwo się zbierze roboty. Zobaczysz, jaki tu bywa warsztat! No, rozpalaj ogień!
Rosomak skończył robotę, wyszedł z chaty i wróciwszy rzekł:
- Tak! Będzie chłód i słota na dni kilka. Nareszcie znajdę czas poreperować siatki i kosze.
- A ja – pokatalogować zielnik! - rzekł Żuraw.
- A ja – nas wszystkich obszyć i obłatać – rzekł Pantera.
- A ja? - spytał Coto.
Rosomak wskazał półki z książkami:
- Historię nowych znajomych poznać!
Zapalił fajkę, zdjął ze ściany skrzypce i po chwili zaczął grać.
- Ot, dopiero prawdziwy, niedzielny bal! - szepnął Pantera.
12 Kwiecień 2018
Dziś pobiegnę do kogoś, szczęśliwa.
Ktoś mnie chwyci, ktoś płaszcz ze mnie zerwie
i ustami z ust zetrze mi czerwień...
Palce moje o ostrzach z lakieru,
ważyć będą klejnoty likierów,
a Caruso będzie przyśpiewywał,
jak uczynny, głodny Włoch pod oknem,
w gramofonie, ze wstydem okropnym...
/Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Caruso w w garsonierze/

1 Kwiecień 2018
Rodzina wyjechała do Hagen.
Sam zostałem w tym ogromnym domu.
Po galeriach krokami dudnię.
Bardzo śmieszą mnie te złocenia
i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
i te chmury mknące na południe.
Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.
Cóź to za rozkosz błądzić przez pokoje
z Panią Muzyką we dwoje!
Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.
A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
O, wesołe jest serce moje!
W starych szufladach są stare listy,
a w książkach zasuszone kwiaty,
jak to miło plądrować wśród starych papierów...
O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!
25 Marzec 2018
Erice nie wolno przestawać ze zwyczajnymi ludźmi, wolno jej natomiast zawsze słuchać ich pochwał. Specjaliści niestety Eriki nie chwalą. Dyletancki, niemuzykalny los wybrał sobie takiego Guldę i Brendela, taką Argerich, Polliniego i innych. Obok takiej Kohut natomiast przeszedł z hardo odwróconą głową.

W końcu los stara się być bezstronny i nie daje się zwieść uroczej maseczce. Erika nie jest ładna. Gdyby zechciała być ładna, matka natychmiast by jej tego zabroniła. Daremnie Erika wyciąga ręce do losu, który nie robi z niej pianistki. Erika spada na ziemię jak wiór podczas heblowania. Erika nie wie, jak to się dzieje, bo przecież tak samo dobra jak wielcy jest już od dawna.
18 Marzec 2018
Wieczór był przyjemnie ciepły i Sarah Vaughan ze swoim zespołem przelewała się na taras. Gwiazdy świeciły teraz jaśniej i światła w okolicy nadal połyskiwały jak przedłużenie nocnego nieba.
- Uwielbiam ten kawałek – westchnęła Emily. – Pewnie to też zapomniałeś. Ale jeżeli nawet, możesz go zatańczyć, prawda?
- Tak. Chyba tak.
- Możemy udać, że jesteśmy Fredem Astaire’em i Ginger Rogers.
- Możemy.
Odstawiliśmy kieliszki z winem na kamienny stolik i zaczęliśmy tańczyć. Nie robiliśmy tego nadzwyczajnie, zderzaliśmy się kolanami, ale przytulałem Emily i moje zmysły wypełniły się dotykiem jej ubrań, włosów, skóry. Trzymając ją w ramionach, poczułem, jak bardzo utyła.

Strony