Liczy się każdy głos [Kilka pytań do Mirosława Błaszczyka, Tomasza Strahla i Konstantego Kulki]

Wpadam na końcówkę próby. Już z daleka słyszę potężne brzmienie orkiestry. „Jest ogień!” – myślę sobie. Nic dziwnego. Z Polską Orkiestrą Sinfonia Iuventus zagrają, jak zwykle, pierwszoligowi polscy muzycy. Otwieram drzwi do sali i wszystkie dźwięki dopadają mnie z jeszcze większą mocą. Nie wygląda mi to na próbę, ale regularny koncert. Gdy wybrzmiewa ostatni akord, widzę, że Mirosław Błaszczyk (dyrygent), Konstanty Andrzej Kulka (skrzypek), Tomasz Strahl (wiolonczelista) są wyraźnie zadowoleni. Tylko Kulka prosi, aby w jednym miejscu dać większą fermatkę (czyli wydłużyć czas trwania dźwięku), będzie ładniej. Maestro Błaszczyk się zgadza, więc jeszcze powtórzenie ostatnich taktów z ową fermatką, mocne uderzenie w kotły na koniec i rozlegają się brawa. Ja też klaszczę. W sobotni wieczór będzie wrzało w Studiu Koncertowym Polskiego Radia. Koncert zapowiadamy TUTAJ.

Postanawiam po próbie zamienić kilka zdań z artystami. O muzyce i przyjaźni, o tym, co koduje muzyka, którą grają, czy potrafią te wszystkie kody odczytać? Ale i o orkiestrę zapytam, bo Sinfonia Iuventus to swoisty fenomen wśród zespołów tworzonych z młodych muzyków.
Panowie są doskonale zorganizowani. Wchodzą kolejno, jak do lekarza. Najpierw Konstanty Kulka, do którego dołącza Tomasz Strahl. Potem soliści uciekają do swoich spraw, a ja na chwilę zostaję z dyrygentem. I na potrzeby tego tekstu najpierw przytoczę rozmowę właśnie z nim.

 

Kinga A. Wojciechowska: Jest Pan dyrektorem artystycznym Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus, która w sobotę zagra z Tomaszem Strahlem i Konstantym Kulką, pod Pana batutą. Ta orkiestra to dość trudny twór, bo muzycy przychodzą tu i odchodzą. Łatwo formować taką tkankę?
Mirosław Błaszczyk:
Gdyby to miała być orkiestra smyczkowa, to formowanie jej byłoby o wiele trudniejsze. Jakość orkiestry smyczkowej buduje się latami. W orkiestrze symfonicznej jest to łatwiejsze. Tu rotacja jest duża, bo muzycy mogą pracować tylko 33 miesiące. Potem muszą odejść. Plusem jest to, że przychodzą tu muzycy, którzy są już po wielu wygranych konkursach instrumentalnych. Po drugie, są twarde egzaminy, które wyłaniają najlepszych z najlepszych. To muzycy o wielkim potencjale technicznym i muzycznym. I to jest wielki atut w porównaniu np. do orkiestr akademickich, w których grają wszyscy, którzy zostali przyjęci na studia.

33 miesiące – to jednak krótko, więc to właściwe ciągle jeszcze trening. Czego ci młodzi muzycy się tu uczą?
Mają szansę zagrać ze znakomitymi dyrygentami. W tym sezonie oprócz Michaiła Jurowskiego, który jest pierwszym dyrygentem gościnnym orkiestry, grają dwa razy z Antonim Witem, z Juozasem Domarkasem z Wilna, z Gabrielem Chmurą i Andreyem Boreyko. Daj Boże, żeby zawodowe filharmonie miały możliwość zawsze grania pod takimi batutami. To jest atut. Od półtora roku obserwuję, kto dyryguje Sinfonią Iuventus, kto jest solistą. Dla tych muzyków każde spotkanie jest ważne. Czy to z Jakubem Jakowiczem, czy z Leszkiem Możdżerem. To daje możliwość obserwowania artystów – jak kształtują frazę, jak w ogóle podchodzą do muzyki. A teraz – będą akompaniować tak wybitnym muzykom jak Tomasz Strahl i Konstanty Kulka. To sprawia, że nie przychodzą do pracy, żeby ją tylko odbębnić, ale mają z tego przyjemność. Bo o to też chodzi i mam nadzieję, że to im zostanie na przyszłość – przyjemność z wykonywania tej pracy.

Mirosław Błaszczyk | Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus
Mirosław Jacek Błaszczyk podczas próby z PO Sinfonia Iuventus, 2 marca 2018 r.

Kształtujecie więc też w jakiś sposób ich postawę etyczną?
Tak. Od momentu rozpoczęcia próby muszą kodować określone nawyki. Wpajamy im kodeks zachowań. Ale oprócz grania muzycy Sinfonii Iuventus mają jeszcze możliwość odbycia kursów mistrzowskich. Na takie kursy, jakie zapewnia im dyrekcja, musieliby wydać ogromne pieniądze. Przyjeżdżają najwybitniejsi soliści. Ostatnio kontrabasista i pedagog z opery królewskiej w Szwajcarii; Piotr Pławner i Kuba Jakowicz robili kursy dla skrzypków, niedługo Tomasz Strahl zrobi kursy dla wiolonczelistów. Podczas tych kursów muzycy mają okazję rozwijać umiejętności. Mają też czas sam na sam z pedagogiem. To wartości, których nie zapewni żadna inna orkiestra w Polsce.

Ale tu nie chodzi tylko o ogranie się. Przecież tacy artyści jak Konstanty Andrzej Kulka, Tomasz Strahl także muszą mieć przyjemność z grania z młodymi muzykami.
Ależ oczywiście! I mają! Dla muzyków orkiestry to ważne. Wielu styka się po raz pierwszy z takimi solistami, niektórzy u nich kiedyś studiowali, ale nie grali z nimi.
Wszystkim nam zależy, żeby tak przygotować akompaniament dla solistów, żeby mieli komfort grania. Weźmy taki utwór jak Koncert podwójny Brahmsa, który właściwie jest symfonią na dwa instrumenty solowe. Tu orkiestra musi być przygotowana na 100% pod każdym względem – formy, artykulacji, techniki. Na próbach zgrywamy już tylko detale. Gros pracy muzycy wykonują dużo wcześniej.

To pora, aby do rozmowy włączyć solistów sobotniego koncertu. Artyści zagrają Koncert podwójny a-moll na skrzypce, wiolonczelę i orkiestrę Johannesa Brahmsa. Był to gest pojednania z przyjacielem, Josephem Joachimem, z którym kompozytor poróżnił się przed laty. Wielki skrzypek przyjął go (z lakoniczną dedykacją na manuskrypcie): „dla tego, któremu było to przeznaczone”. Pytam więc w tym kontekście Konstantego Kulkę, czy przyjaźń i karierę da się połączyć?
Konstanty Andrzej Kulka:
Lepsza przyjaźń niż wrogość. W moim przypadku głównie wyjeżdżam na koncerty sam. Jedynie wtedy, gdy gram muzykę kameralną, to mamy nie tylko czas na próby ale i trochę na prywatne kontakty. I lepiej wtedy, jeśli się wszyscy lubią. Ale to życie rodzinne jest ważne. Daje stabilizację i uspokojenie. Bo bycie solistą to praca nerwowa. Tu bardzo liczy się jakość grania. Wszystkie warunki otaczające przestają być ważne. Czy człowiek jest chory, czy akustyka niedobra – to dotyczy tylko mnie, nie dotyczy publiczności.

I w sobotę zagra Pan koncert, który podobno Brahms zadedykował przyjacielowi, z którym się wcześniej pokłócił.
Czy to prawda czy nie, nie wiem, ale to piękny koncert. I bardzo popularny. Grany jest dość często na wszystkich estradach świata. Bo chyba jest niewielu ludzi, którzy nie lubią muzyki Brahmsa. Wszystko jest tu w gęstej materii, świetnie napisane. Również wiolonczela ma wirtuozowskie partie. I ja też nie narzekam [śmiech].

Nie znudził się Panu ten utwór??
Ja to gram… No, nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy. Minimum 40 lat temu, jeżeli nie wcześniej. Grałem to z wieloma wiolonczelistami. Obecnie z Tomkiem Strahlem, który również jest dziekanem a UMFC. Nawet mieszkamy niedaleko od siebie. Grałem też z Romanem Jabłońskim. I z nim po raz pierwszy.

Pamięta to Pan?! To musi być szalenie ważne, z kim gra się taki koncert.
Oczywiście, że ma znaczenie. To musi być ktoś dobry. Jak jest dobry skrzypek i słaby wiolonczelista, to nic z tego nie wyjdzie. I odwrotnie zresztą też… Ale to nie wszystko. Orkiestra to nie tylko element akompaniujący. Oni tu też tworzą muzykę. Wszystko jest splecione razem. Nie można powiedzieć, kto jest najważniejszy. Wszystkie partie są wymagające, jeśli chodzi o technikę. Liczy się każdy głos.
 


Konstanty Andrzej Kulka podczas próby z PO Sinfonia Iuventus, 2 marca 2018 r.

Do rozmowy włącza się
Tomasz Strahl:
To jeden z koncertów najbardziej lubianych przez publiczność.
Konstanty Andrzej Kulka: To już mówiłem…
Tomasz Strahl: Powstał dlatego, że Brahms chciał odnowić przyjaźń ze skrzypkiem. Wykorzystał do tego Roberta Hausmana, wiolonczelistę. Dlatego koncert jest podwójny – na skrzypce i wiolonczelę – żeby dotrzeć do Joachima. Z pamiętników Clary Schumann wynika, że na początku grali chaotycznie. Bo koncert jest bardzo trudny, napisany techniką skrzypcową, bardzo niewygodny na wiolonczelę. Jakby Brahms napisał go na wielkie czterostrunowe skrzypce. Ale po drugiej próbie Clara pisze, że to najlepszy koncert, jaki napisał Brahms. I mija już 131 lat, a on ciągle jest ogromnie popularny.

Czy takie historie pomagają w czytaniu muzyki? Czy wystarczają Panom tylko muzyczne znaki i określenia artykulacji i dynamiki? A może ważne są kody, program w muzyce?
Tomasz Strahl:
Trudno powiedzieć. Są utwory, które narzucają określone treści. Romantyzm nawiązywał do legend ludowych. Czerpał z nich, odwrotnie do klasycyzmu, który był epoką rozumu. Ale to nie jest tak, że jakaś epoka ostro się kończy. Taki Schumann był pod silnym wpływem Beethovena. Stawiał mu pomnik w Lipsku. Słychać to w jego koncertach, czy, o! w kwintecie doskonale słychać – to struktura neoklasyczna. Style zresztą do dziś się przenikają. Kompozytorzy ze zdumieniem obserwują, ile nauczyli się od Haydna. Lutosławski przyznawał, że wprost od niego czerpał.

 


I Tomasz Strahl - podczas tejże próby. Zdjęcia: Serwis fotograficzny POSI

Podobnie jak z Chopina –inspirował się jego koncertem f-moll przy własnym koncercie fortepianowym.
Tak. Ale programowość w muzyce zależy od kompozytora. To szczególnie ciekawe w przypadku Schumanna. Miał rozdwojenie jaźni, do którego sam się zresztą przyznawał, pisząc teksty jako Florestan i Euzebiusz – kompletnie przeciwstawne i różne od siebie. Warto też poczytać poezję, do której Schumann pisał pieśni. U niego właściwie zawsze założeniem jest miłość do Clary. W takim koncercie wiolonczelowym. Z jednej strony – świat dziecka, z drugiej – miłość do kobiety.
A już Lutosławski wykluczał programowość. Choć gdy Mścisław Rostropowicz przygotowywał jego koncert i nie wiedział do końca, jak go grać, to mu Lutosławski tłumaczył – dawaj! Zima! No i Rostropowicz powtarzał: aha, kak zima! I już wiedział jak grać [śmiech].
Konstanty Andrzej Kulka: Tak, wiolonczelowy koncert Schumanna jest świetny, ale skrzypcowy marny…
Tomasz Strahl: Bo Schumann już wtedy był bardzo zaburzony. Za to koncertem wiolonczelowym przekroczył epokę o jakieś 50 lat. Napisał go jakby fakturą fortepianową. I nie napisał jej typowo, w średnim rejestrze, bo byłoby nudno. Tylko raz jest wysoko, raz nisko, pokazał wszystkie możliwości wiolonczeli. W kantylenie jest sporo przemyśleń. To bardzo dobry utwór.

Krótkie spotkanie dobiega końca. W sobotę już nie będziemy rozmawiać, ale zanurzymy się w muzyce sprzed ponad wieku. Przyjdźcie, będzie pięknie.

Patronem koncertu jest magazyn Presto. Muzyka Film Sztuka

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów