Magda Szpecht: Ten żart przestaje być śmieszny

fot. z archiwum artystki

Il Ballo delle Ingrate” („Balet panien niewdzięcznych”) to utwór Claudia Monteverdiego, który będzie można zobaczyć w reżyserii Magdy Szpecht podczas Festiwalu Opera Rara w Krakowie. Jest to to opowieść o wolności, hierarchii i…

Magdalena Burek: Chodzisz czasami do opery?

Magda Szpecht: Mam kłamać czy powiedzieć prawdę? (śmiech)

Prawdę!

Nie chodzę do opery. Podczas studiów obiecałam sobie, że będę chodziła do opery, kiedy zacznę ją robić…

Któryś z pisarzy na pytanie, jakie książki czyta, odpowiedział: „Tylko moje”. Po prostu pisał tak dużo, że nie był w stanie czytać niczego innego niż samego siebie…

Widziałam na żywo kilka współczesnych oper, na przykład „Powolnego człowieka” Mai Kleczewskiej z librettem Coetzee'ego na Festiwalu Malta. „Tradycyjne” opery znam natomiast przede wszystkim z nagrań, które oglądałam na studiach albo z transmisji dostępnych w internecie. Bardzo kocham muzykę klasyczną. Uważam, że sama obecność kogoś śpiewającego obok ciebie to absolutnie wstrząsające doświadczenie. Wstrząsające w znaczeniu: wspaniałe i niesamowite. Natomiast inscenizacje, które są totalnie ilustracyjne, odstraszają mnie.

To znaczy?

Przygotowując operę „Il Ballo delle Ingrate” („Balet panien niewdzięcznych”), obejrzałam mnóstwo, mnóstwo rejestracji oper i… było mi bardzo ciężko. Właściwie nie znalazłam ani jednej, w której ludzie robiliby coś innego niż to, o czym śpiewają. Warstwa teatralna okazywała się zawsze ilustracją opowiadanej historii. Wydaje mi się to po prostu nudne. A oprócz tego ważny jest dla mnie fakt, że opera jest sztuką od zarania dziejów tworzoną przez mężczyzn. Męski punkt widzenia wyraża się przede wszystkim w tym, że prawie wszystkie bohaterki kobiece doznają samych okropności, to znaczy albo popełniają samobójstwo, albo są mordowane, gwałcone, krzywdzone, dosłownie żadna nie uchodzi z życiem. W ten sposób opera utrwala stereotypowe widzenie rzeczywistości, poświęca krytyczną refleksję na rzecz snobistycznej przyjemności wypływającej z obcowania z muzyką. To jest drugi aspekt opery, który mnie od niej odpycha, ale wierzę, że jeśli będzie mi dane więcej pracować w operze, to będę mogła jakoś z tym grać, wypowiedzieć się na ten temat. Jest to bardzo mocny punkt wyjścia. Będąc kobietą-reżyserem, napotykasz serię uwikłań, wynikającą z konwencji i tradycji, ze sposobu widzenia, wobec którego możesz być przeciwko. W ogóle mało jest reżyserek operowych i oper napisanych przez kobiety, na szczęście to się powoli zmienia. Na przykład w tym roku po raz pierwszy w historii Wiedeńskiej Opery Narodowej będzie tam wystawiana opera napisana przez kobietę.

Dopiero teraz???

Tak. Jak widać, zmiany estetyczne w operze zachodzą bardzo powoli. Po pierwsze dlatego, że najważniejsza tam jest muzyka, a po drugie myślę, że światowy „przemysł” operowy jest trochę jak kultura popularna: nie ma miejsca na eksperymentowanie ani na nowatorskie idee. Zamiast tego jest gigantyczna publiczność, która raz w roku chce się pięknie ubrać, wejść do pięknego budynku i poczuć swoją wyjątkowość, wynikającą ze znajomości kodu kulturowego; myśleć o sobie jako o kimś wyjątkowym, bo przecież rozumiejącym tę trudną muzykę i tak dalej.

Dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem dlatego, że za mistrzostwo w operze uważa się wierność oryginałowi, czyli naśladownictwo w śpiewaniu. W dużo mniejszym stopniu chodzi o twoją osobowość i interpretację, raczej chodzi o to, na ile potrafisz tę ekwilibrystyczną muzycznie partyturę odtworzyć, wykonać, zmaterializować. A współczesne aktorstwo i sztuki wizualne są oparte na twoich pomysłach, indywidualności, sposobie patrzenia na rzeczywistość. Wymaga to od widza większej otwartości i większego wysiłku.

Twoją pierwszą operą będzie dzieło sprzed czterech wieków, mianowicie balet Claudia Monteverdiego. Jaka jest główna myśl, którą chcesz przekazać poprzez swoją interpretację tego utworu?

Ogólnie mówiąc, jest to prosta, moralizatorska historyjka. Do Wenus przychodzi jej syn Amor, skarży się, że jego strzały przestały działać. Kobiety odrzucają miłość mężczyzn. Wenus postanawia więc pójść do Plutona, boga podziemi, który w swoich czeluściach więzi dusze kobiet, które w młodości zachowywały się tak samo.

Jak Zosia w „Dziadach”.

To bardzo dobry kontekst. Pluton namówiony przez Wenus i Amora uwalnia dusze niewdzięcznych kobiet, by te uświadomiły żyjące jeszcze panny, jakie męki czekają je w wieczności. W operze pojawia się zatem chór niewdzięcznych dusz, Pluton również wyśpiewuje przestrogę: zobaczcie, jak będziecie cierpieć, a wy, niewdzięczne dusze, wracajcie do piekła męczyć się po wsze czasy.

Bardzo ciekawe…

Cała ta historyjka w czasach Monteverdiego była zabawna, była komedią – w formie dworskiego baletu, gdyż opera jako gatunek dopiero się kształtowała – wystawioną z okazji ślubu księcia Mantui. Balet dworski polegał na tym, że wszyscy obecni na „spektaklu” brali w nim udział: książę, panny, księżniczki… Oczywiście podczas inscenizacji był moment, w którym wszyscy ze sobą tańczyli tak zwane tańce chodzone, oparte na konwencjonalnych, dostojnych krokach i gestach. Krótko mówiąc, chodziło o to, by mogli się w tym tańcu sobie nawzajem przyjrzeć. Ludzie w ówczesnych czasach nie mieli okazji spotykać się ze sobą na osobności, konwenanse im na to nie pozwalały. Opowiedziana przeze mnie historia jest żartem, który przestaje być śmieszny. Są bardzo różne społeczne sposoby odbierania kobietom wolności. Nie tylko wynikające z patriarchalnego podziału społeczeństwa, ale też z różnych innych uwarunkowań politycznych. Dzisiaj kobiety ponownie muszą się emancypować, stanowić o sobie samych. W mojej operze bardzo ważną kwestią jest wolność. Co ciekawe, w latach 70. Ingmar Bergman zrobił film oparty na tej samej operze. W pierwszych minutach tego filmu pojawia się kobieta, która siedzi w studiu telewizyjnym, opowiada, o czym jest utwór Monteverdiego i mówi o feministycznej interpretacji. Całe dzieło jest interpretowane jako opowieść o tym, jak u kobiet z pokolenia na pokolenie przekazywana jest opresja. To bardzo ciekawa interpretacja Monteverdiego. Chociaż też bardzo konwencjonalna, na przykład zła kobieta to brunetka, dobra to blondynka, obie mają bardzo piękne twarze, kostiumy i tak dalej. Bawi mnie to, że Bergman jest odbierany jako reżyser mający szczególną predyspozycję w ukazywaniu zawiłości kobiecego wnętrza, co nie wydaje mi się do końca prawdą. W mojej operze próbuję historię o Amorze, Wenus, Plutonie i Niewdzięcznych Pannach wrzucić w jeszcze inny kontekst, który pozwoli zachować lekki ton tej opowieści, ale będzie traktował o hierarchii… Na historię z utworu Monteverdiego nakładam wizualną opowieść o hierarchii wewnątrz teatralnego zaplecza. Więcej nie mogę powiedzieć przed premierą.

Która odbędzie się 7 lutego podczas Festiwalu Opera Rara w Krakowie.

Zdradzę jeszcze, że muzykę do mojej opery tworzy Teoniki Rożynek. Instrumenty historyczne grają razem z instrumentarium elektronicznym. Teoniki pisze uwerturę i – nazwijmy to – zakończenie, część środkową natomiast stanowi muzyka Monteverdiego wykonywana przez Capellę Cracoviensis. Scenografię przygotowuje Janek Simon. Stworzył niezwykłą instalację z neonów, która jest połączona z instrumentami tak, by światło, jego natężenie i kolor, było zależne od muzyki.

Czy będą tam grały same kobiety?

Nie.

A co z baletem, choreografią?

Jest zespół składający się z pięciorga solistów i sześciorga muzyków, jest mieszany, jeśli chodzi o płeć, ale są obecne różne… przesunięcia, na przykład partię Wenus śpiewa Vincenzo Capezutto, który ma skalę zbliżoną do głosu altowego, z kolei partie Amora śpiewa kobieta. Ważne jest także miejsce. Nie gramy w operze ani teatrze, ale w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK), mamy do dyspozycji przestrzeń pozbawioną podziału na scenę i widownię. Dzięki temu publiczność może się poczuć dosłownie w środku wydarzeń.

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów