Małgorzata Sarbak: Artysta nie siedzi za murem [wywiad-cz2]

Jaka jest według Pani dzisiejsza sytuacja muzyki klasycznej na tle tego, co dzieje się na rynku muzycznym?
Jest coś takiego, co mnie trochę martwi. W większości przypadków muzycy zajmujący się muzyką klasyczną cały czas na własne życzenie pozostają w takim „bąblu”, izolują się od całej reszty, nie zwracając uwagi na potrzeby dzisiejszego słuchacza. Na to, że wszystko się zmienia. Wciąż odpowiada im ten niepotrzebny patos czy sztuczna powłoka, które widać we wszystkich „napompowanych” instytucjach. Czasem to trochę smutny świat. Przydałoby się luźniejsze podejście, chociaż w minimalnym stopniu. Żeby zachęcić ludzi, którzy do tej pory nie zaprzyjaźnili się jeszcze z tą muzyką. Muzycy klasyczni często poddają się zastałym procesom i mechanizmom, które od zawsze towarzyszą tej muzyce. Może część z nich się z tym nie zgadza, ale niewielka część o tym mówi. Chcą się czuć ponad osobami, które nigdy nie miały okazji zagłębić się w ten świat. Nie podoba mi się to muzeum. To świadome traktowanie muzyki klasycznej jak eksponatu muzealnego.

płyta z Partitami Bacha wydana wspólnie z Narodowym Instytutem Audiowizualnym

Pani jest związana głównie z muzyką dawną. Zdaje się, że to jest właśnie mocno zakorzenione w przeszłości.
Owszem, jednak jestem zwolennikiem wykonań, które oprócz wiedzy wyniesionej z traktatów zawierają wyraźny komunikat od artysty - są nim nasączone, stają się osobistą i niepowtarzalną wypowiedzią. Należy pamiętać, że nawet autorzy barokowych traktatów bardzo często się ze sobą nie zgadzali, zamieszaczając wskazówki wykonawcze przeczące sobie nawzajemNie ma więc jednej prawdy i to należy zaakceptować. Trzeba postawić na dzisiaj żyjących artystów. Nigdy przecież nie wykonamy tej muzyki tak, jak była zagrana wtedy. Żyjemy w XXI wieku. Jest tak wiele innej muzyki, którą zostaliśmy już nafaszerowani. To niemożliwe, żebym teraz spojrzała w taki sam sposób na nuty Bacha, jak wykonawca w jego czasach. Nie zgadzam się z takimi wykonaniami, które nie mają nic wspólnego z tym, że jestem tu i teraz. Zagrany na instrumencie traktat – to nudne i smutne, właściwie nie wnoszące nic nowego.

Klawesyn w klubie to dość niespotykane połączenie. Jak się gra w miejscach niezwiązanych raczej z taką muzyką?
Dla mnie to jest coś ekscytującego. Jednocześnie jest to też duże wyzwanie, bo paradoksalnie w takich miejsach gra się często trudniej niż w wielkich salach. Chociażby z tego względu, że w wielkich salach mam dużą i zupełnie anonimową publiczność. W klubie relacja z publicznością jest nieporównywalnie bardziej intymna. Ludzi jest mniej, ale czuję, że przyszli tam absolutnie z własnego wyboru. Często pojawiają się, chociaż nie mają nic wspólnego nie tylko z klawesynem i Bachem, ale w ogóle z muzyką klasyczną. Wtedy czuję na sobie dużą odpowiedzialność – muszę zrobić wszystko, żeby przekonać ich, że to jest naprawdę ciekawe. Oczywiście, że przyjemnie jest grać koncert w ciszy, jaką teoretycznie zapewnia sala koncertowa dużej instytucji kulturalnej. Jednak akceptując propozycję grania w klubie, już na początku muszę pogodzić się z tym, że być może będę tam słyszała ekspres do kawy, dzwonienie szklankami z piwem. To zupełnie inny rodzaj przeżycia.

Kiedyś z Marcinem Maseckim graliśmy koncert podczas śniadania na Chłodnej 25. Wiadomo było, że nie będzie ciszy, bo nie miał to być typowy koncert. Mieliśmy być „odtwarzaczem” muzyki na żywo i umilić gościom przyjemne niedzielne przedpołudnie. Od razu się na to zgodziliśmy. To było coś wyjątkowego. Musieliśmy być maksymalnie skupieni, żeby przebić się przez ścianę permanentnego hałasu i gwaru. Gdyby wyselekcjonować naszą grę i ją nagrać, mogłoby to być jedno z lepszych wykonań.

Bywały jakieś wyjątkowe reakcje u publiczności?
Tak, to jest właśnie najlepsze. Artysta wtedy nie siedzi za murem, nie jest kimś niedostępnym. Jest znajomym lub zaraz może nim zostać – jeśli ma się jakieś pytania, można podejść po koncercie, zobaczyć instrument, czegoś się dowiedzieć. Pomiędzy częściami ktoś podchodzi, staje przy instrumencie, bo chce usłyszeć lepiej. Gramy wśród tych ludzi, nawet bez wydzielonej sceny. Ta muzyka wtedy żyje. Jest dzisiejsza, prawdziwa.

Tak szczerze, gdzie się Pani gra lepiej?
Przewagą takich miejsc, jak filharmonia, jest większe zorganizowanie od strony technicznej. To pozwala się lepiej skupić już na samym koncercie. Tam najczęściej nie stroję instrumentu, mam zaplanowany czas tylko dla siebie. Jak gram w klubie i przyjdę dwie godziny wcześniej,  a ludzie piją wino lub jedzą lunch, to nikt ich nie wygoni, żebym mogła się rozegrać. Z tym wszystkim trzeba się pogodzić. Czasami jest to jakieś utrudnienie. To dwa zupełnie inne światy. Filharmonię kojarzę głównie z występami z orkiestrą – za czym tęsknię i co uwielbiam, ale raczej nie zrealizuję tego w ciasnej klubowej piwnicy.

A od strony wykonawczej? Ma Pani swoje zagrania „pod publiczkę”?
Nie, nie dostosowuję się ani nie naginam. Przychodzę do publiczności klubowej z tym, co zagrałabym w filharmonii. Z tą różnicą, że to ja przychodzę do publiczności klubowej, a nie oni do mnie.

Nagrała Pani płytę z Partitami Bacha, często grywa Pani jego muzykę nawet w klubach, mimo że dla przeciętnego słuchacza nie jest to prosty repertuar. Dlaczego właśnie Bach?
Jan Sebastian Bach jest dla mnie poza jakąkolwiek klasyfikacją. To kompozytor, nad którym mogłabym pracować całe życie i na pewno bym się nie znudziła. Jest wystarczająco dużo repertuaru i problemów, żeby się tym zajmować. U niego perfekcja występuje na każdej płaszczyźnie, łącznie z wyważeniem czynnika intelektualnego i emocjonalnego. To jest dla mnie najważniejsze. Nie ma zewnętrznej kokieterii, czegoś powierzchownego. Ta muzyka jest usiana zagadkami i nie ma jednej, słusznej odpowiedzi. Jest wiele intepretacji, które mogłyby uchodzić za wzorcowe. Wiem, że interpretacje, które zamieściłam w swoim nowym albumie z kompletem Partit Bacha, za 5-10 lat mogą okazać się dla mnie mniej aktualne.

Rozmawiała Adriana Borowska

początek wywiadu tutaj

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów