Moje spotkania z Witoldem Lutosławskim. Na koncert zaprasza Paweł Kowalski

Wiele lat po wykonaniu Koncertu fortepianowego Witolda Lutosławskiego pod dyrekcją kompozytora cały czas mam wrażenie, jakby odbył się on tydzień może dwa tygodnie temu, oraz niezmienne przekonanie, że jest to jeden z najlepszych utworów na fortepian i orkiestrę 2. połowy XX wieku.

Myśląc o koncercie fortepianowym do wykonania podczas koncertu dyplomowego w Akademii Muzycznej im. Chopina, wybierałem między nowo napisanym Koncertem Lutosławskiego, który nie był jeszcze wykonany, a III Koncertem fortepianowym Rachmaninowa. Po wysłuchaniu wykonania Krystiana Zimermana podczas polskiej premiery utworu we wrześniu 1988 r. nie miałem żadnych wątpliwości, że to będzie Koncert Lutosławskiego. Dziś dość trudno to sobie wyobrazić, ale po prostu zadzwoniłem do pana Lutosławskiego, przedstawiłem się, powiedziałem, że chciałbym nauczyć się Koncertu fortepianowego i poprosiłem o wypożyczenie nut. Utwór nie był jeszcze wydany drukiem. Otrzymałem rękopis, szkic wyciągu fortepianowego po korekcie kompozytora dokonanej po pierwszym wykonaniu utworu na festiwalu Salzburger Festspiele.

Moja praca nad utworem trwała całymi dniami przez dwa miesiące od stycznia do marca 1989 r. i tu dochodzimy do momentu, który zaważył na wszystkim, co wydarzyło się później w moim życiu. 1 marca zostałem zaproszony do domu kompozytora na ul. Śmiałej 39 na Żoliborzu. Przy wejściu Mistrz (zwracałem się tak do niego zawsze) zdjął płaszcze ze mnie i ze Sławka Dobrzańskiego, który grał partię orkiestry na drugim fortepianie na moim egzaminie dwa dni później, a dziś jest profesorem fortepianu w Kansas State University. Lutosławski mawiał: „Tylko lokaje nie podają sobie płaszcza”. Wtedy swoim wysokim głosem powiedział: „Panowie, ja niestety mam tylko 40 minut”. Przeszliśmy na górę do pracowni na 1. piętrze, w której powstały wszystkie utwory od początku lat siedemdziesiątych. Usiadłem przy nowym steinwayu B, na którym później grywałem na Festiwalu Mozartowskim w Zamku Królewskim, a który stoi dziś w Sali Barokowej.

Przez pierwsze trzy minuty Lutosławski komentował na bieżąco moje wykonanie i nagle przestał… Zastanawiałem się później, dlaczego i pomyślałem, że po prostu mógł być zaskoczony, że przyszedł student i grał na pamięć jego najnowszy utwór (nuty na pulpicie pozostawały otwarte na pierwszej stronie). Nie byłem szczególnie zadowolony z wykonania. Po ostatnich dźwiękach usłyszałem radosne „Wspaniale! Dziękuję, że pan zechciał się tego nauczyć”. Już te słowa brzmiały niezwykle! Przeszliśmy do niskiego stolika ze szklanym blatem, pod którym Lutosławski kolekcjonował różne śmieszne, czasami kuriozalne listy, dokumenty, zdjęcia, wycinki prasowe… i przystąpiliśmy najpierw do dokładnej analizy utworu, a później do rozmowy o muzyce o jego utworach, koncertach… Czas przestał istnieć. 40 minut zamieniło się w 4 godziny. W pewnym momencie kompozytor zapytał: „Kiedy ma pan to zagrać?”. Wymieniłem datę oraz nazwisko wówczas stałego dyrygenta Orkiestry Akademii Muzycznej w Warszawie. „No dobrze, ale czy pan profesor X da sobie z tym radę?  Ja może spojrzę w kalendarz… Wie pan, ja właściwie nic wtedy nie mam i mógłbym tym zadyrygować. Ale ja oczywiście nie chciałbym się narzucać”.  Niewiarygodne słowa, ale Lutosławski był właśnie takim człowiekiem! „Może pan rektor zechciałby do mnie jutro zadzwonić?”.
Wtedy na tym pierwszym spotkaniu Lutosławski opowiadał o swoim utworze „Trzy poematy do słów Henri Michaux” (Trois poèmes d'Henri Michaux), w którego wykonaniu bierze udział dwóch dyrygentów i który prowadził wspólnie z Zubinem Mehtą.

Kiedy mocno oszołomieni wyszliśmy wieczorem z domu na Śmiałej, Sławek Dobrzański powiedział radosne zdanie: „Lutosławski występował z Mehtą, ty wystąpisz z Lutosławskim – to tak, jakbyś występował z Mehtą!”.
Do mojego wykonania Koncertu fortepianowego pod dyrekcją kompozytora doszło 13 kwietnia 1989 r. w Akademii Muzycznej. Był to dopiero drugi koncert w Warszawie od 1981 r., na którym Lutosławski osobiście dyrygował swoim utworem. Nie czynił tego w proteście przeciw sytuacji politycznej w Polsce w latach 80. Moment, w którym graliśmy, był jednocześnie początkiem nadziei na zmiany polityczne, które miały uczynić Polskę zupełnie innym krajem.
Koncert 13 kwietnia był najważniejszym wydarzeniem w moim życiu i skończył się wielominutową owacją na stojąco. Witold Lutosławski napisał mi dedykację na pierwszej stronie nut, z których uczyłem się utworu, oraz listy polecające po polsku i po angielsku. Rok później dzięki jego stypendium wyjechałem do Vancouver, gdzie uczyłem się u profesora Lee Kum-Singa, chińskiego pianisty pochodzącego z Malezji. To był mój ostatni i najlepszy nauczyciel fortepianu. Nauczyłem się od niego pracować samodzielnie.

Kiedy zagrałem Koncert fortepianowy Lutosławskiego z kilkoma orkiestrami, dyrektorzy zaczęli zadawać mi pytanie: „Co pan jeszcze umie grać?”. Dziś gram ponad czterdzieści utworów na fortepian i orkiestrę. Wczoraj grałem Koncert F-dur Gershwina, a 3 dni po wykonaniu Koncertu Lutosławskiego z Sinfonią Iuventus gram Koncert e-moll Chopina w Genewie. Gdybym wtedy nie wykonał Koncertu fortepianowego Lutosławskiego, nic takiego by nie nastąpiło, bo nikogo nie interesowałoby, kim jestem! Grałem z fascynującymi muzykami np. Koncert Potrójny Beethovena pod dyrekcją Yehudi Menuhina oraz poznałem i wykonywałem koncerty fortepianowe żyjących wówczas kompozytorów: Panufnika, Kilara, Góreckiego, Szpilmana… To były fascynujące doświadczenia, a jednocześnie Koncert fortepianowy Lutosławskiego pozostaje dla mnie bezkonkurencyjny. Kompozytor tak opisywał utwór: „Jest połączeniem pianistyki Chopina, Liszta i Brahmsa oraz mojego osobistego języka muzycznego”. Lubił mówić: „Fortepian nie ma dla mnie tajemnic”. Po naszym spotkaniu przy Koncercie fortepianowym nastąpiło wiele kolejnych. Zawsze miałem wyrzuty sumienia, że marnuję jego czas, ale Mistrz miał dla mnie dużo cierpliwości. Był człowiekiem serdecznym, opowiedział mi wiele mądrych rzeczy dotyczących kompozycji, formy, historii muzyki... Był uczniem Witolda Maliszewskiego, który był uczniem wielkiego Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. To jest wytłumaczenie, dlaczego tak znakomicie władał orkiestrą (instrumentacja). Widział i słyszał wielkich kompozytorów: na przerwach koncertów w Filharmonii Narodowej, siedząc na balkonie, opowiadał: „A tu, mój drogi, siedziałem, kiedy Prokofiew grał swój III Koncert fortepianowy; a tu, kiedy Paul Hindemith grał swój »Schwanendreher«. Wiesz, to nie jest dobry utwór, ale jak on grał na altówce!”.

Podczas polskiej premiery 4. Symfonii w Studiu Koncertowym S-1 siedziałem obok Lutosławskiego. Po pierwszych nutach wiedziałem, że jest to utwór absolutnie genialny, być może najlepszy, jaki napisał. Okazało się, że był to utwór ostatni.

Dziś Studio Koncertowe S-1 nosi imię Witolda Lutosławskiego. Wykonanie Koncertu fortepianowego właśnie w tym miejscu jest dla mnie ważnym wydarzeniem. Kiedy przyszedłem z tym projektem do dyrektora Sinfonii Iuventus Piotra Barona, powiedziałem: „Chciałbym zagrać ten utwór z utalentowanymi ludźmi, których kiedy grałem z Lutosławskim, nie było na świecie!”. Dyrektor Baron odpowiedział krótko: „Przejdźmy do kalendarza”.
I oto jesteśmy!
https://www.facebook.com/events/432976093965099/

Paweł Kowalski

***

Koncert z okazji 25. rocznicy śmierci Witolda Lutosławskiego

10 października 2019, godz. 19.00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, Warszawa

Wykonawcy:

Paweł Kowalski | fortepian
Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa
Marek Wroniszewski | dyrygent

Program:

Witold Lutosławski – Mała suita
Witold Lutosławski – Koncert fortepianowy
Igor Strawiński – Ognisty ptak – suita baletowa

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów