Mścisław Rostropowicz: Słowiańska dusza

MAJA BACZYŃSKA: Miałam z nim niezwykłą więź (…) Trudno mi dziś słuchać jego nagrań, tak bardzo mi go brakuje – wspomina Elena Rostropowicz, pianistka, córka wybitnego wiolonczelisty-wirtuoza oraz sopranistki Galiny Vishnevskayi.

Chciał inspirować współczesnych kompozytorów do pisania na wiolonczelę – i z sukcesem. 127 utworów zostało napisanych i jemu zadedykowanych – kontynuuje Elena, z inspiracji Rostropowiczaa powstały m.in. kompozycje Sergiusza Prokofiewa, Dymitra Kabalewskiego, Benjamina Brittena czy Dymitra Szostakowicza.

Zachowało się wspomnienie Rostropowicza na temat jego współpracy z Szostakowiczem, jego nauczycielem, którego szykanowano w konserwatorium, przez co Rostropowicz zdecydował się porzucić w 1948 roku uczelnię: Zapytałem żonę kompozytora, co trzeba zrobić, aby Dymitr napisał koncert wiolonczelowy. Odpowiedziała, że nigdy nie należy prosić czy błagać Szostakowicza o napisanie czegokolwiek. Zrozumiałem jej radę i dlatego dopiero z gazety dowiedziałem się, że Szostakowicz napisał wreszcie koncert wiolonczelowy – cóż za ekscytująca informacja! Kiedy mój przyjaciel pianista Alexander Dedyukhin wykonał wraz ze mną ten utwór dla Szostakowicza, zostaliśmy zapytani, czy nam się podoba. Gdy potwierdziłem, że bardzo, otrzymałem kolejne pytanie – czy mógłby mi zadedykować ten koncert? Dlatego czuję się bardzo szczęśliwy, że byłem jedynym solistą, który wykonywał koncert pod jego dyrekcją. Po napisaniu II Koncertu wiolonczelowego przez Szostakowicza, Dedyukhin i ja odwiedziliśmy Szostakowicza w pobliżu Jałty, gdzie przebywał wraz z żoną. Zagraliśmy koncert, a potem poczułem się tak podekscytowany, iż napisałem list, w którym wyraziłem swój podziw dla Szostakowicza. Ale Dymitr nigdy nie wspomniał, czy go przeczytał, a ja nie uważałem za stosowne, by o to pytać. Wykonanie drugiego koncertu odbyło się w obecności Szostakowicza, który w tym dniu świętował swoje 60. urodziny. (Mścisław Rostropowicz)

Dzięki Rostropowiczowi repertuar na wiolonczelę jest dziś dużo bogatszy, niż siedemdziesiąt lat temu - twierdzi Alain Lanceron z Warner Classics – Bez Rostropowicza wiolonczela nie byłaby tym, czym jest dzisiaj. Również polscy kompozytorzy, Witold Lutosławski i Krzysztof Penderecki pisali dla Mścisława Rostropowicza. Lutosławski napisał Koncert wiolonczelowy (1970) i Wariację sacherowską (1976), a Penderecki skomponował w sumie cztery utwory: II Koncert wiolonczelowy (1983), Per Slava na wiolonczelę solo (1972), Largo (2005) oraz Sextet (2000). Maestro Penderecki wspomina: Gdy zagrał dla mnie mój utwór, po raz pierwszy usłyszałem moją muzykę inaczej (…) Zawsze był gotowy do dania z siebie wszystkiego. To nigdy nie było zdawkowe wykonawstwo. (…) To była też ogromna przyjemność obcowania z nim jako z człowiekiem. Szeroka, rosyjska dusza. Co ciekawe, Rostropowicz miał polskie korzenie, co z sentymentem wspomina Elżbieta Penderecka, która jako pierwsza zaprosiła Mścisława Rostropowicza do Polski. Poznali się w Stanach Zjednoczonych po jednym z koncertów wiolonczelisty: Jeśli mam mówić o całkiem pierwszych wspomnieniach, to ja pamiętam jeszcze jako dziecko, gdy Mścisław Rostropowicz przyjechał do Krakowa i grał. Potem minęło wiele lat i spotkaliśmy się bodajże w 1975 roku, kiedy byliśmy w Stanach Zjednoczonych (mój mąż był wtedy profesorem na Uniwersytecie w Yale). Wracaliśmy z Europy przez Nowy Jork, jadąc do New Haven. I zobaczyliśmy wielki afisz, że Rostropowicz gra w Carnegie Hall. Powiedziałam do mojego męża: „To niemożliwe! My nie jedziemy do New Haven, my idziemy do Carnegie Hall!” Mój mąż jest znany z tego, że raczej jest nieśmiały w takich sytuacjach i powiedział: „No dobrze, powiemy, że przyszedł kompozytor Krzysztof Penderecki z żoną i jak on zareaguje?” Więc ja poszłam pierwsza i powiedziałam: „Proszę zgłosić Maestro Rostropowiczowi, że jest kompozytor Krzysztof Penderecki. Otworzyły się drzwi, wyszedł Slava i – pamiętam jak dziś – ze zwykła sobie serdecznością wyściskał mojego męża (…) Weszliśmy do green roomu, Rostropowicz poprosił o butelkę szampana i spędziliśmy tam ze dwie-trzy godziny. I od tego czasu zaczęła się naprawdę wielka przyjaźń z Mścisławem Rostropowiczem. Potem Rostropowicz przyjechał do Krakowa na moje zaproszenie, jeszcze później zorganizowałam cykl koncertów „Elżbieta Penderecka zaprasza” i w tym cyklu postanowiłam zaprosić go pod hasłem „Mścisław Rostropowicz i jego polskie korzenie”. Jego dziadek był bowiem pochowany na Powązkach, Rostropowicz czuł się w części Polakiem. Pamiętam, że Slava przyjechał wtedy wraz z całą rodziną, kancelaria prezydenta bardzo serdecznie go przyjęła. To był 1997 rok, jeździliśmy z telewizją po mieście, szukając przeszłości rodziny Rostropowiczów. Mścisław zagrał też wtedy koncert w Filharmonii Narodowej, a prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go najwyższym odznaczeniem.

Wspomnienie Krzysztofa Pendereckiego o Mścisławie Rostropowiczu "człowiek o wielkim sercu i szerokiej duszy":

 

Wielu podkreśla też, że był wybitnym pedagogiem (m.in. w Bazylei) – jego uczniami byli np. Natalia Gutman czy Ivan Monighetti - a także wielkim i oddanym przyjacielem, choć dziś pamięta się przede wszystkim jego niezwykle ekspresyjne, wirtuozowskie wykonania. To był bodaj najlepszy wiolonczelista i wybitny humanista. Każdego traktował indywidualnie, miał czas dla ludzi. Strata będzie po nim wielka, długo kogoś takiego nie będzie, choć pozostawił wielu wspaniałych uczniów. – podkreśla Elżbieta Penderecka. Wydaje mi się, że wszyscy znamy Rostropowicza jako wybitnego wiolonczelistę, ale nie wszyscy go znali jako człowieka. Tymczasem w tym wszystkim dla mnie najważniejsza jest przyjaźń z Rostropowiczem. Nie to, że wykonywał moje utwory, choć robił to wspaniale i najlepiej, ale jego działalność i to, że miał otwarte serce. Wszystkim pomagał, co nie jest takie częste… - dodaje Krzysztof Penderecki. Rostropowicz od pierwszych lat powojennych angażował się w działania na rzecz wolności sztuki, wolności słowa i demokratycznych wartości, za co spotykały go prześladowania ze strony komunistycznej władzy. Pomagał również prześladowanym kolegom, m.in. pisarzowi, laureatowi Nagrody Nobla, Aleksandrowi Sołżenicynowi. O jego odwadze może świadczyć fakt, że już w dobę po upadku Muru Berlińskiego zagrał improwizowany koncert w Berlinie, w ten sposób okazując swoją sztuką wsparcie mieszkańcom. A cieszył się autorytetem - Rostropowicz był supermanem wiolonczeli. Jego energia była niezwykła...- opowiada brytyjski wiolonczelista Steven Isserlis.

Więcej wspomnień o Mścisławie Rostropowiczu, m.in. jeden z bohaterów Presto #18 - materiał w języku angielskim:

 

When I started learning the cello,
I fell in love with the instrument
because it seemed like a voice. My voice.

Each human being must have the right to think for himself
and to express his opinion without fear.

Mstislav Rostropovich
(1927-2007)

Na 2017 rok przypada 90. rocznica urodzin i 10. rocznica śmierci Mścisława Rostropowicza. W związku z tym Warner Classics przygotowało szereg wydawnictw zawierających unikatowe nagrania Mścisława Rostropowicza, w tym ekskluzywny box zawierający 40 płyt CD, 3DVD oraz 200-stronicową książkę w twardej oprawie. Znajdziemy tu szeroki wybór nagrań będących nie tylko zapisem wybitnych interpretacji Rostropowicza, ale także świadectwem trudnego okresu w historii obejmującego lata stalinowskie oraz zimną wojnę i jej następstwa. To wielkie szczęście, że możemy przypomnieć te piękne nagrania, wiecznie żywe, a jednocześnie historyczne, skłaniające do głębszej refleksji. Zamieszczone w albumie nagrania z roku 1961 i 1966 szczęśliwie przetrwały trudne koleje losu społeczne i polityczne, które osłabiły Rosję od czasów Stalina do współczesności.

Więcej o unikatowej edycji „Rostropovich – Cellist of The Century” tutaj.

A kim jest Mścisław Rostropowicz dla polskich wiolonczelistów?

Marcin Zdunik: Mścisław Rostropowicz zapisał się na kartach historii jako wybitny muzyk o silnej osobowości artystycznej, prawdziwa legenda swojego instrumentu. My, wiolonczeliści, zawdzięczamy mu dziesiątki arcydzieł, których powstanie sprowokował. Uderzające jest, że niemal wszystkie znaczące utwory na wiolonczelę z orkiestrą pisane w drugiej połowie XX stulecia (w tym wspaniały Koncert na wiolonczele i orkiestrę Witolda Lutosławskiego) skomponowane zostały przy jego współudziale. Tak, celowo użyłem słowa „współudział”, rola Rostropovicha zazwyczaj nie ograniczała się do wykonania premiery dedykowanego mu utworu. Mistrz podpowiadał kompozytorom różne rozwiązania, uczestniczył czynnie w procesie twórczym. Komponowanie nigdy nie było mu obce - pozostawił po sobie nawet kilka utworów. Jego nagrania są dla współczesnych wykonawców ważnym punktem odniesienia. Niektóre dzieła, w tym komponowane dla niego koncerty wiolonczelowe Dymitra Szostakowicza, interpretował w sposób niezwykle przekonujący. Stworzył tym samym wzorce wykonań tak doskonałe, że tylko nielicznym dane jest dziś kreować równie logiczne i sugestywne interpretacje. Słuchając Rostropowicza, możemy odnieść wrażenie, że nie gra muzyki wybitnych kompozytorów, ale swoją własną, i stąd jego sposób odczytania dzieła jest perfekcyjnie „właściwy”, a żadnego innego nie możemy sobie w takim momencie wyobrazić. Przede wszystkim jednak interpretacje rosyjskiego wirtuoza odbieram jako głęboko poruszające, i to dla mnie osobiście jest ich najistotniejszym atutem.

 

Karolina Pływaczewska: Rostropowicz - nazwisko, które samo w sobie zawiera już synonim geniuszu. Postać, której charakteryzowanie jest właściwie zbędne. Chyba każdy wiolonczelista, gdy wymawia to nazwisko ma na myśli ideał do którego warto dążyć.

Muzyk Uniwersalny. Dyrygent. Niesamowite wyczucie smaku i gustu. Świadomość każdej nuty, mikro i makrostruktury. Bogata paleta barw, subtelność a jednocześnie konkretyzacja, pewność w przekazywaniu uczuć i poglądów muzycznych. Każdy większy skok jest wykonywany perfekcyjnie. Klarowna intonacja. Krystaliczna technika lewej i prawej ręki. Nikogo nie trzeba przekonywać do tego faktu po wysłuchaniu „Tańca Elfów” Davida Poppera. Kolejne zetknięcie się z tą miniaturą w Jego wykonaniu utwierdza w wyjątkowości i perfekcjonizmie opanowania instrumentu. Rostropowicz sprawia wrażenie rozgrywającego. Jest to dla Niego niemal równie proste jak łyk kawy. I właśnie ta pewność przy instrumencie i interpretacji jest dla adeptów tego instrumentu inspirująca. Słuchanie nagrań Rostropowicza dodaje odwagi we własnym graniu. Jego osobowość artystyczna mobilizuje wręcz do ciągłego odkrywania połączeń między nutami, wnikania w sens dzieła, ale i również w głąb siebie – poszukiwanie własnych, coraz większych możliwości.

Skupienie jakie można zaobserwować na Jego twarzy jest wręcz pouczające – dydaktyczne. Obserwując sposób gry nie zauważymy dużej ilości ruchów, gestów czy mimiki. Przede wszystkim liczyła się dla Niego Muzyka. To ona była na pierwszym miejscu. Każda fraza - wnikliwie przemyślana - wręcz „MÓWI” do słuchaczy.

Podziel się z nami swoją refleksją o Mścisławie Rostropowiczu! Świętujmy razem ten wyjątkowy rok! Czekamy na listy pod adresem: redakcja [at] prostoomuzyce.pl

Specjalne podziękowania dla Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena, Pawła Stroińskiego i Warner Classics.

 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów