Muzyczne horyzonty Nowych Horyzontów

Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty był wydarzeniem szczególnie interesującym nie tylko dla kinomanów, ale również i melomanów, miłośników brzmieniowych eksperymentów oraz pasjonatów muzyki filmowej.

W sekcji Nowe Horyzonty Języka Filmowego: efekty specjalne znalazł się czołowy reprezentant Kina Nowej Przygody - „Poszukiwacze zaginionej arki” z niezapomnianymi tematami Johna Williamsa oraz klasyk science-fiction „Pamięć absolutna” (1990) ze ścieżką Jerry’ego Goldsmitha. Rzadko zdarza się okazja, zdecydowanie za rzadko, obejrzenia takich tytułów na wielkim ekranie. Dopiero w sali kinowej aspekty wizualne filmów Spielberga i Verhoevena, a przede wszystkim muzyczne, uzyskują pełnię wyrazu, a sceny wędrówki światła po pokoju map czy wizji mutanta Kuato prezentują się niczym esencja kina (rzecz jasna przy znacznym udziale muzyki - utwory: „The Map Room Dawn” J. Williamsa i „The Mutant” J. Goldsmitha). Seanse te stały się przyczynkiem do porównań z niedawnym remakiem „Pamięci absolutnej” oraz ostatnią kontynuacją przygód archeologa w kapeluszu. Wniosków płynących z tych dyskusji nietrudno się domyślić. W sekcji języka efektów specjalnych zaprezentowane zostało również hitchcockowskie „M jak morderstwo” (1954) z chwilami trochę rzewną, ale znakomicie budującą napięcie partyturą Dimitri Tiomkina. Film pokazano w odrestaurowanej wersji 3D. Scena morderstwa, w której duszona ofiara wyciąga w kierunku widza drżącą rękę robi wrażenie piorunujące. Nie mniejsze niż trójwymiarowa Grace Kelly.

Do Międzynarodowego Konkursu Filmów o Sztuce zakwalifikowały się dwa tytuły godne uwagi miłośnika muzyki. „Björk: Biophilia Live” – widowiskowa rejestracja koncertu, uchwycona 16 kamerami, wspomagana animacjami i ujęciami natury. Na scenie Björk Guðmundsdóttir i 24-osobowy chór. Głosom towarzyszą brzmienia elektroniki oraz specjalnie skonstruowanych na koncert instrumentów. Nie znam albumu „Biophilia”, oddanym fanem Björk byłem do czasu wydania „Medulli”, której w mojej opinii bliżej do poligonu eksperymentów dźwiękowych niż do dzieła muzycznego. Kolejne płyty jeszcze dalej odbiegały od stylu, którym Islandka zagarnęła moje nastoletnie, muzyczne zainteresowania. Pomimo tego seans dał mi satysfakcjonującą pełnię wrażeń wizualnych i akustycznych. Nie ukrywam, że największą przyjemność czerpałem z przearanżowanych utworów: „Isobel”, „Possibly Maybe”, „Hidden Place” czy wzruszające „One Day” z debiutanckiej solowej płyty. Ale to pewnie kwestia sentymentu.

Zuzanna Solakiewicz i „15 stron świata” - warto zapamiętać to nazwisko i ten tytuł. Film zdobył drugą nagrodę w Międzynarodowym Konkursie Filmów o Sztuce i zapewne zdobędzie kolejne wyróżnienia. Bohaterem dokumentu jest Eugeniusz Rudnik, artysta od półwiecza związany ze Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia, człowiek o niezwykłej pasji, godnym pozazdroszczenia uporze, a przede wszystkim pierwszy polski DJ, scratchujący nie płyty, ale… analogowe taśmy. Reżyserka uważnie obserwuje Rudnika przy pracy, wysłuchuje jego wspomnień, chwyta reakcje podczas przejmującego momentu awarii przestarzałego sprzętu, a samą muzykę ilustruje wizualizacjami i ujęciami Warszawy, zrealizowanymi według zachowanych eksplikacji poszczególnych utworów. „15 stron świata” to nietypowy wgląd w minioną epokę, pochwała spontaniczności, a przede wszystkim źródło inspiracji dla współczesnych kompozytorów i artystów w ogóle.

Rasowych melomanów ucieszyła zapewne retrospektywa Kena Russela. Brytyjski reżyser zasłynął kontrowersyjnymi „Diabłami”, odważnymi „Zbrodniami namiętności”, a także cyklem biografii tytanów muzyki klasycznej. Spośród pięciu prezentowanych na festiwalu, udało mi się zobaczyć dwie: „Mahler” oraz „Debussy – film”. Obie błyskotliwie zmontowane i koncertowo zagrane. Co ważne, cechuje je duża dawka humoru, nieraz abstrakcyjnego, czasem sprośnego, ale nigdy nie stojącego w kontrze do muzyki. Obserwowanie, jak reżyser interpretuje obrazem dźwięki „Morza” czy symfonii Mahlera, to niezapomniane doznanie. Mimo tych zalet wydaje się, że oba filmy mogłyby być o kwadrans krótsze.

Adrian Konarski, młody kompozytor współpracujący z Magdaleną Piekorz, odpowiada za muzyczną stroną amerykańskiego „Głosu szpiega” Philippe More’a, prezentowanego w Panoramie. Ta momentami arcyzabawna komedia traktuje o reżyserze filmu dokumentalnego, demaskującego szpiegów czasów zimnej wojny. Bohater ginie już w pierwszych scenach filmu. Zostaje z nami jego duch, który przy wsparciu anioła stróża rozpoczyna poszukiwania mordercy swojego ciała. A przy okazji ujawnia ściśle tajne fakty o słynnych zgonach polityków. Okazuje się na przykład, że John F. Kennedy nie zmarł w wyniku obrażeń doznanych w zamachu, ale na skutek precyzyjnie zaplanowanego… samobójstwa. Za muzykę i piosenki w tym jakże przyjemnie niepoważnym filmie odpowiada Adrian Konarski. Kompozytor również odegrał mały, pianistyczny epizod.

Na koniec, wracając do klasyki kina rozrywkowego, pozwólmy łezce zakręcić się w naszym oku.

Łukasz Jakubowski

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów