Muzyczne sanktuaria [dokończenie artykułu „Aaaaaby słyszeć” z Presto #20]

Dążenie do perfekcji czy droga fanaberia?

Powiedzmy to sobie szczerze. Większość kierowców w ogóle nie zaprząta sobie głowy tzw. „car audio”. Kupując w salonie lub na rynku wtórnym swój wymarzony wehikuł, zazwyczaj nie przywiązujemy większej wagi do nagłośnienia. Ewentualnie uwagę koncentrujemy na urządzeniu centralnym, czyli odtwarzaczu, który dosyć łatwo można wymienić na inny model. Wymiana radioodtwarzacza nie rozwiąże natomiast problemu odpowiedniego wzmocnienia sygnału, przetworzenia go oraz odtworzenia przez głośniki umieszczone w trudno dostępnych miejscach. A przecież fabryczne zestawy nie sprostają oczekiwaniom bardziej wymagających odbiorców. Zaś na instalację dodatkowych wzmacniaczy, głośników basowych i wymianę okablowania nie każdy się porwie. Wiąże się to z demontażem sporej części tapicerki i przynajmniej podstawową wiedzą z zakresu elektryki i akustyki. Z pomocą przyjść tu mogą specjalistyczne firmy biorące na siebie ciężar takich przeróbek, ale nie będzie to szybki i tani proces. Czasami jednak warto dołożyć do tej inwestycji i cieszyć się dobrze skonstruowanym zestawem, niż oszczędzając na siłę, być dosłownie stratowanym przez dudniące basy.

I już w tym miejscu warto podkreślić, że samochodowego audio nie należy w żadnym stopniu utożsamiać i porównywać z klasycznym, stereofonicznym hi-fi. Istnieje wiele rozwiązań pozwalających cieszyć ucho przyjemną sceną muzyczną, ale doświadczeń wyniesionych z domowego odsłuchu na klasowym sprzęcie stereo nie przełożymy na warunki samochodowe. Nie tylko przez wzgląd na kubaturę przestrzeni, ilość i rozmieszczenie głośników, ale też sposób wytłumienia wnętrza. I to właśnie od tej kwestii powinniśmy rozpocząć projektowanie naszego „car audio”.

Strony

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów