Muzyka filmowa to styl życia [relacja znad morza]

Koncert filmowy w Arena Gdynia | fot. M. Klimiuk

KINGA A. WOJCIECHOWSKA: Po koncercie 12 maja, przy wyjściu z Areny Gdynia jakaś para dyskretnie mi się przygląda. Znajomi? Być może. Znam trochę osób z Gdyni. Pochodzę, witam się, przedstawiam. Twarze im się uśmiechają. – Tak nam się właśnie wydawało. Ale na zdjęciu w Presto inaczej pani wygląda – mówią. Czytelnicy! Jak miło. Pytam, dlaczego przyszli na koncert. – Piszecie o muzyce filmowej, to przecież pani wie. Muzyka filmowa to nie koncert ani artykuł, to styl życia – mówią. Rozmawiamy jeszcze przez chwilę o różnych sprawach, ale mnie to jedno zdanie nie daje już spokoju.

Na koncercie Hans Zimmer Tribute Show przez Trinity Group byłam po raz drugi. Nie z dziennikarskiego ani patronackiego obowiązku. Pojechałam, bo chciałam. Najpierw z Warszawy do Katowic, teraz – do Gdyni. Na Śląsk – z przyjaciółmi, a nad morze – z pięcioletnią córką.

– Mamo, to lepszy koncert niż ten, na którym trzeba siedzieć cicho.
– Dlaczego? – pytam.
– Bo tu jest lepsza muzyka – odpowiada młoda.

Oczywiście jako redaktor naczelna czasopisma o sztuce, w szczególności o muzyce koncertowej, dawnej i współczesnej, nie mogę do końca podzielać zdania córki. Tak samo zachwycają mnie Mozart, Czajkowski, Bruckner, Zalewski, Kowalski-Banasewicz, Krauze czy Kościów. Ale dwa zdania – pełnoletnich słuchaczy i małej dziewczynki na temat muzyki filmowej dobrze oddają  jej charakter i klimat. Muzyka filmowa zawsze jest o czymś. Nie musimy się na niej znać, ani jej analizować. Po prostu słuchamy, przypominając sobie nie tylko obrazy z filmu, emocje, które towarzyszyły oglądaniu, ale także sytuacje poboczne – z kim wybraliśmy się na „Kod da Vinci”, ile lat mieliśmy, gdy pierwszy raz obejrzeliśmy „Króla lwa”?


fot. M. Klimiuk

Wspomnienia się zacierają lub pojawiają nowe, dlatego koncertów muzyki filmowej słucha się za każdym razem inaczej. Nawet ja złapałam się na tym, że co innego pamiętam z koncertu w Katowicach, a zupełnie co innego utkwiło mi w uchu po muzycznej uczcie w Gdyni. I nie mam pewności, czy nie wybiorę się na kolejny, do Szczecina, który odbędzie się we wrześniu. Pewnie usiądę znów w innym miejscu, żeby inaczej odbierać koncert. Taka wskazówka dla tych, którzy jeszcze nie byli: jeśli chcesz skupić się przede wszystkim na orkiestrze, jej brzmieniu, wsłuchać się w detale melodii (szczególnie w „Kodzie da Vinci” i w „Incepcji”!), wybieraj miejsca blisko estrady, aby jak najwięcej dźwięków dochodziło stamtąd, nie z głośników. Jeśli jednak interesuje cię pełne show i chcesz zachwycić się nie tylko muzyką ale i obrazem i świetlnym widowiskiem – polecam trybuny, vis a vis ekranu. Za każdym razem odbiór będzie inny a ty odkryjesz w muzyce coś nowego.

A odkrywasz z przyjemnością. O to dbają organizatorzy. Suity Hansa Zimmera gra jeden z najlepszych zespołów symfonicznych Polska Orkiestra Radiowa. Zawsze dyryguje nimi Maciej Sztor,


Maciej Sztor i pełna koncentracja | fot. M. Klimiuk

który razem z Trinity współtworzył (od strony muzycznej) koncerty i świetnie opowiada o nich w Presto #20/Presto filmowym. Przy okazji – polecam lekturę. Partytury Zimmera są dość podstępne, bo zwykle w poszczególnych głosach instrumentów nie dzieje się nic ciekawego. Dopiero zagrane razem tworzą spójną całość, a niekonwencjonalne podejście kompozytora do rytmu i faktury dźwięku nadaje utworom głębię i niezwykłą emocjonalność. Umiejętne wydobycie tych elementów z kartki papieru wymaga dojrzałości i doświadczenia od wszystkich muzyków. Bo u Hansa Zimmera nie ma uprzywilejowanych. Każdy musi wykonać ciężką pracę. Także chóry i wokalistka. Od długiego czasu POR towarzyszy Chór Politechniki Warszawskiej i Anna Lasota. Całości dopełnia słowo, które jest tu równie ważne. Koncerty zawsze prowadzi dziennikarka RMF Classic Magdalena Miśka-Jackowska, która Hansa Zimmera zna osobiście, dzięki czemu jej narracja nadaje koncertowi osobisty, niejako prywatny kontekst i dzięki niej kompozytor staje się nam jeszcze bliższy. Frekwencja (koncerty zawsze są wyprzedane) pokazuje, że to bardzo udane połączenie - słowa, dźwięku, pasji i profesjonalizmu. Wiedzą o tym słuchacze, którzy przyjeżdżają na koncerty z różnych stron Polski i tak jak ja – bywają na wielu – w Poznaniu, Łodzi, Warszawie, Gdyni, Szczecinie, Katowicach…

Para Czytelników Presto miała chyba rację – kto lubi muzykę filmową, nastraja do jej swój styl życia.

PS. I jak w życiu - ciągle odkrywa się coś nowego. Tak jak tym razem w Gdyni - muzyka do filmu "Prince of Egypt", bo Trinity dba o swoich słuchaczy i co jakiś czas coś przygotowuje i urozmaica koncerty. I dlatego też warto wybrać się a kolejny. Bo nigdy nie wiadomo, co nam się przytrafi... 
 


fot. M. Klimiuk

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów