Muzyka jest z Marsa. I z Wenus. I z wszystkich innych planet

fot. pixabay

Planety” Gustava Holsta wykonywane są niezwykle rzadko, bo jest to szalenie trudne dzieło i wymaga zaangażowania ogromnego zespołu – 120 muzyków i chóru. A szkoda, bo to utwór wielowymiarowy, piękny i ciągle bardzo współczesny. Na szczęście będzie można usłyszeć go podczas kolejnego koncertu z serii Moc Klasyki w Warszawie 2 grudnia 2018 r. A jak w ogóle powstało i jakie były jego losy?

Kiedy wytwórnia 20th Century Fox zwróciła się do Johna Williamsa z propozycją napisania muzyki do filmu „Gwiezdne wojny”, wszystko wydawało się proste: kompozytor zaaranżuje suitę „Planety” Gustava Holsta, najwyżej trochę ją przekomponuje, i muzyka będzie gotowa. Nastrój chłodnej i miejscami agresywnej muzyki angielskiego kompozytora wydawał się idealnie pasować do ogromnych kosmicznych przestrzeni. Niektóre fragmenty można by z bardzo dobrym rezultatem podłożyć pod film George’a Lucasa. Williams nie zgodził się i zdołał przekonać wytwórnię, że jego pomysł na ścieżkę dźwiękową będzie lepszy. Dziś motywy z muzyki do „Gwiezdnych wojen” zna i rozpoznaje praktycznie każdy. Nie znaczy to, że Williams zrezygnował z inspirowania się Holstem i innymi klasykami. Wprost przeciwnie.

Jak to było z Planetami?

Gdy Gustav Holst zaczął obmyślać swoje „Planety”, nie przypuszczał, że będzie to utwór, który usunie w cień resztę jego dzieł. Zaczęło się od dość przypadkowej rozmowy o astrologii. Wiosną 1913 r. Holst wybrał się z przyjaciółmi na Majorkę. Jeden z nich, pisarz Clifford Bax, zainteresował kompozytora astrologią i zachęcił do przeczytania książki „Sztuka syntezy” Alana Leo. Autor opisał w niej wpływ planet na ludzki charakter. Holst szybko wpadł na pomysł, żeby przełożyć opisane przez Leo typy psychologiczne na utwory muzyczne. Przez rok obmyślał plan kompozycji. Tytuł roboczy brzmiał „Siedem utworów na wielką orkiestrę”, ale ostatecznie Holst zdecydował się na „Planety”, gdyż chwytliwy tytuł mógł przyciągnąć większą publiczność. Sukces był mu potrzebny. Do tej pory jego muzyka nie spotykała się z uznaniem. Wykonawcy uważali ją za kontrowersyjną i nie chcieli włączać jej do repertuaru. Jeśli już grali kompozycje Holsta, te budziły w krytykach bardzo mieszane uczucia.

Z happy endem, czy bez?

Holstowi nie było więc łatwo zainteresować wykonawców nowym utworem. Z pomocą zamożnego przyjaciela, kompozytora Henry'ego Balfoura Gardinera zorganizował pierwsze, zamknięte wykonanie swojej suity. Koszty musiały być ogromne, bo „Planety” wymagają prawie 120-osobowej orkiestry i chóru. Wykonanie, delikatnie mówiąc, nie było najwyższych lotów. Muzycy otrzymali nuty dwie godziny przed koncertem, a partytura Holsta jest tak trudna, że dziś mają z nią problem nawet najlepsze orkiestry. Pomimo tego utwór spodobał się publiczności. Wykorzystał to dyrygent Adrian Boult. Na kolejnych koncertach wykonywał fragmenty suity, które kończył głośnym i optymistycznym „Jupiterem”. To drażniło Holsta, który uważał, że jego suita nie ma happy endu. Co gorsza, Boult pozwalał sobie na zmiany w orkiestracji. Rozdrażniony Holst zareagował ostro i odebrał dyrygentowi możliwość pierwszego publicznego wykonania całości. „Planety” czekały na premierę jeszcze ponad dwa lata. Kiedy ostatecznie całość suity wykonał Albert Coates, publiczność była zszokowana i zafascynowana.

Układ słoneczny bez Ziemi?

Orkiestracja Holsta jest bardzo bogata i niewiele ma wspólnego

z tym, do czego przyzwyczaili angielską publiczność inni rodzimi kompozytorzy. W ogromnej orkiestrze znajdziemy wiele rzadko wykorzystywanych instrumentów. Jest tu flet basowy i trąbka basowa, heckelfon, dwie tuby (tenorowa i basowa), a także ogromna sekcja perkusji, wsparta organami i chórem żeńskim. Holsta fascynowały utwory nowe, awangardowe i często nierozumiane, jak „Pięć utworów na orkiestrę” op. 16. Schönberga, balety „Święto wiosny” i „Pietruszka” Igora Strawińskiego oraz muzyka Debussy'ego. Jako że kompozytor podczas pisania inspirował się astrologią, pominął w swoim utworze Ziemię. Skoncentrował się na oddaniu istoty charakteru poszczególnych planet. Pomimo że są bardzo różne, to cały cykl ma bardzo wyraźną dramaturgię, opartą na typach charakteru opisanych przez Alana Leo. I nawet dziś, ponad sto lat od powstania, słucha się ich wybornie!

Oskar Łapeta / Kinga A. Wojciechowska

Planety Gustawa Holsta będzie można usyłyszeć na żywo w budynku Focus w Warszawie już 2 grudnia! Więcej informacji TUTAJ

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów