Muzyka na wiosenne niepogody

JACEK KORNAK: Pogoda jest zawsze, tylko człowiek bywa źle ubrany. Powtarzam to sobie od tygodni, czekając na cieplejsze dni. Od kilku tygodni też słucham nałogowo kilku płyt. Działają na mnie kojąco, na przednówku takie muzyczne wsparcie czasem się przydaje. Nerwowość, niecierpliwość – oznaki czekania na wiosnę – muzyka łagodzi najlepiej…

Joga i Mozart
Pierwszym z albumów jest solowy projekt Piotra Anderszewskiego z utworami Mozarta oraz Schumanna, wydany przez Warner Classics. Mamy tu Fantazję w C-dur K475, Sonatę fortepianową C-dur K457 Mozarta, Fantazję C-dur op. 17 i Temat z wariacjami E-dur WoO 24. Wszystko brzmi świeżo i delikatnie. Pianista wykonuje utwory Mozarta i Schumanna, można powiedzieć, niemal skromnie, nie ma tutaj wielkich dramatycznych momentów, za to dominuje nieco medytacyjna, momentami nawet melancholijna atmosfera. Anderszewski ma jedwabiste brzmienie i pewną tajemniczość, która sprawia, że tego albumu ciężko przestać słuchać. Możliwe, że joga, którą artysta praktykuje, przydaje się w poszukiwaniu właściwej interpretacji.

Wspomnienia z Salzburga
Po Mozarcie zmianę klimatu (pozostając przy meteorologicznej metaforze) wprowadza nagranie koncertu zarejestrowanego podczas Festiwalu w Salzburgu w 2011 roku. Album wydany przez Orfeo zawiera dwa walce Johanna Straussa (syna) w kameralnej orkiestracji Antona Weberna i Arnolda Schoenberga oraz IV Symfonię Gustawa Mahlera w aranżacji na kameralny zespół solistów i sopran dokonanej przez Erwina Steina. I to właśnie ta symfonia jest powodem, dla którego warto sięgnąć po ten album. Stein, który był uczniem Schoenberga, dokonał transkrypcji symfonii Mahlera w 1921 roku. Oryginalny manuskrypt zaginął i dopiero pod koniec XX wieku został zrekonstruowany na podstawie odnalezionych zapisków Steina. W tej wersji IV Symfonia Mahlera nie ma grama patosu. I jak dla mnie, to brzmienie bardziej autentyczne. Słychać tutaj nawet elementy barokowe i echo muzyki Weberna i Schoenberga. Ale najbardziej urzeka lekki i bardzo ekspresyjny głos Christiane Karg…

W religijnym uniesieniu
Kilka lat temu Royal Concertgebouw Orchestra rozpoczęła wydawanie własnych nagrań. Od tego czasu otrzymaliśmy już kilka niezwykłych projektów muzycznych. Zwróciłem uwagę na jeden z ich ostatnich albumów: „Ein Deutsches Requiem” Brahmsa pod batutą Marissa Jansonsa, gdzie jako soliści występują Genia Kuhmeier i Gerald Finley. Od pierwszych taktów nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nie jest po prostu kolejna ciekawa interpretacja utworu Brahmsa, ale ikoniczne wykonanie tego dzieła. Jansons ma wprost niezwykłe wyczucie tego imponującego oratorium. Dyrygent potrafił wykreować narrację, która trzyma w napięciu i sprawia, że słucham niemal w religijnym uniesieniu.

Przystojniak i koledzy
Andreas Ottensamer powszechnie uważany jest za najprzystojniejszego muzyka ostatnich lat. Wystarczy tylko spojrzeć na okładkę jego najnowszego albumu „New Era” wydanego przez Deccę, aby się o tym przekonać, ale warto także posłuchać tego albumu. Utwory Danziego, Mozarta oraz Stamitza znalazły w pierwszym klarneciście Berlińskich Filharmoników wyśmienitego wykonawcę. Ottensamera wspomagają koledzy z jego orkiestry: Albrecht Mayer i Emmanuel Pahud, natomiast akompaniuje im Kammerakademie Potsdam. Przy takim składzie chyba nic nie może pójść źle. Rzeczywiście, otrzymujemy wspaniałe nagranie, pełne elegancji i uroku. Ottensamer czaruje niezrównanym pięknem brzmienia i techniczną perfekcją wykonania, a urocze klasycystyczne utwory przynoszą ze sobą powiew wiosny.

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (1 vote)