Najpiękniejsze tematy miłosne (1)

„Love Story”, „Przeminęło z wiatrem”, „Titanic”. Tematy miłosne z tych i kilku innych filmów potrafimy zanucić od pierwszej, do ostatniej nuty. Jednak historia kina kryje utwory mniej znane, a równie czarujące, namiętne, a czasem nawet i seksowne.

- pisze Łukasz Jakubowski -

Przeczytaj lub wróć do rubryki Batutą po ekranie.

Maurice Jarre – ten francuski kompozytor podarował nam legendarną oprawę muzyczną do „Lawrence’a z Arabii” (1962) i „Doktora Żywago” (1965). Spod jego ręki wyszedł również mroczny score z erotycznego thrillera „Fatalne zauroczenie” (1987) oraz wspaniały miłosny temat z „Uwierz w ducha” (1990). Ostatni tytuł stał się w zasadzie synonimem sceny lepienia glinianego garnka oraz rozbrzmiewającej w tle piosenki „Unchained Melody”. Napisał ją jeszcze w latach 50. Alex North, kompozytor którego nazwisko widnieje w czołówce „Spartakusa” i „Tramwaju zwanego pożądaniem”. Utwór ten ma być może nawet tam i swoje plusy, ale ważne, by te plusy nie przesłoniły nam minusów, a przede wszystkim motywu miłosnego, który zdecydowanie za rzadko rozbrzmiewa w filmie. Możemy go usłyszeć w scenie z latającą monetą, kiedy bohaterka grana przez Demi Moore przekonuje się, że jej ukochany żyje, ale w zaświatach. Temat w pełni prezentuje się dopiero podczas napisów końcowych. Rozpoczynają go delikatne, intymne partie instrumentów dętych drewnianych, po chwili zostaje przejęty przez zamaszyste smyczki, aż w końcu urasta do niemal epickich, fanfaro-podobnych rozmiarów – mistrzowskie przełożenie na język muzyki triumfu filmowej miłości, zdolnej zwyciężyć nawet śmierć. Pięć lat później Maurice Jarre napisze jeszcze piękniejszy motyw dla uczucia, które rozkwitnie pomiędzy pewną Meksykanką, a drewnianym Keanu Reevesem. Ale o tym kiedy indziej.

 

 

W latach 40. Alfred Hitchcock nakręcił jeden ze swoich kilkunastu (kilkudziesięciu?) najlepszych filmów. Współtwórcą strony wizualnej był m.in. Salvador Dali, odpowiadający za zobrazowanie sennych majaków głównego bohatera. Oscarową muzykę skomponował Miklós Rózsa, autor późniejszej partytury do „Ben Hura” (1959) z doskonałym tematem miłosnym, a w zasadzie z doskonałym wszystkim. To, co przyciąga uwagę w „Urzeczonej”, to zwłaszcza odrealniony dźwięk thereminu, zwykle kojarzony z czarno-białymi scenami lądowania UFO. Tym razem pulsujące brzmienia wyjątkowo odpowiadają za wątek nie science-fiction, ale psychoanalityczny. Natomiast soczysty miłosny motyw kompozytor przypisał uczuciu, gorejącemu pomiędzy panią psycholog Peterson (Ingrid Bergman), a doktorem Edwardsem (w tej roli Gregory Peck). Podobno podczas produkcji „Urzeczonej” Rózsa i Hitchcock spotkali się tylko dwa razy. Reżyser zostawił kompozytorowi wolną rękę, z zastrzeżeniem, by ten napisał mocny miłosny temat oraz muzyczny ekwiwalent psychicznych problemów głównego bohatera. Efekt bardzo przypadł do gustu wirtuoza suspensu. Dziwi zatem fakt, że była to ich jedyna współpraca. Po roku Rózsa przearanżował score na „Spellbound Concerto”, który kilkadziesiąt lat później wykonała BBC Symphony Orchestra. Przy fortepianie Simon Mulligan, a na thereminie z niezwykłym wdziękiem gra Celia Sheen.

 

 

 

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów