Najpiękniejsze tematy miłosne (2)

„Love Story”, „Przeminęło z wiatrem”, „Titanic”. Tematy miłosne z tych i kilku innych filmów potrafimy zanucić od pierwszej, do ostatniej nuty. Jednak historia kina kryje utwory mniej znane, a równie czarujące, namiętne, a czasem nawet i seksowne.

James Newton Howard – spec od kreowania dźwiękami muzyki wyśmienitego klimatu grozy w filmach M. Night Shyamalana, twórca orkiestrowego łubu-dubu w akcyjniakach „Salt”, „Ścigany” (nominacja do Oscara), „Dziedzictwo Bourne’a”, ostatnio słyszany w salach kinowych podczas seansów „Igrzysk śmierci” i „Czarownicy”. Często określany mianem kompozytora-kameleona z uwagi na zdolność do tworzenia celnych ścieżek dla każdego filmowego gatunku, włączając animację. Lata temu J.N. Howard kojarzony był przede wszystkim z romantycznymi komediami: „Pretty Woman”, „Mój chłopak się żeni” (nominacja do Oscara), „Francuski pocałunek”. Spośród nich niespecjalnie wyróżnia się „Szczęśliwy dzień” (1996) z Georgem Clooney’em i Michelle Pfeiffer, natomiast pod względem muzycznym jest w tym gronie prawdziwym rarytasem. Na jego potrzeby Howard popełnił interesującą próbę nawiązania, wygładzonego oczywiście, do dziedzictwa George’a Gershiwna – wszak ekranowy romans ma miejsce w Nowym Jorku. Sceny dwójkowe zilustrował przyjemnym tematem miłosnym na typowe, zamaszyste smyczki, jednak sekwencje uliczne pulsują pełnymi wielkomiejskiej energii dęciakiami, wprost z „Amerykanina w Paryżu” czy „Błękitnej rapsodii”. Ciekawe, co by powiedział na to George?

 

 

David Fincher nakręcił kilka lat temu swój jedyny jak dotąd, stricte miłosny film „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Oczywiście niedawno na ekranach pojawiła się jego „Zagubiona dziewczyna” – drapieżne kino, któremu bliżej do psychologicznego thrillera niż do romansu, co zresztą słychać w muzyce Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Do powstania „Ciekawego przypadku..” z niezwykłym wyczuciem rękę przyłożył ceniony przez reżyserów i widzów Alexandre Desplat. To on, jako pierwszy w historii kompozytor muzyki filmowej stanął na czele jury Międzynarodowego Festiwalu Filmowego 2014 w Wenecji. Francuz ma wyjątkową łatwość pisania utworów co do sekundy odzwierciedlających to, co na ekranie – jakby obraz montowany był wespół z nutami na pięciolinii – a przy tym, czy raczej pomimo tego, zachowujących pełnię słuchalności. Przykład: finałowa scena z karteczką w „Autorze widmo” Polańskiego i utwór “The Truth About Ruth”. Dla kontrastu, score z „Powrotu Batmana” Danny’ego Elfmana pomimo skutecznej siły oddziaływania w połączeniu z filmem, w autonomicznym odsłuchu już tak nie cieszy właśnie z powodu tzw. Mickey Mousingu. Dla „Ciekawego przypadku…’’ Desplat napisał delikatną, hipnotyzującą ilustrację o zdecydowanie zimowym klimacie. Emocjonalny chłód bijący z ekranu w jakimś sensie przełożył się na partyturę, jednak pod powierzchnią dźwięków, w przeciwieństwie do samego obrazu, od uczuć wrze. Oto “Benjamin & Daisy” – miłosny temat z filmu Finchera. Gdyby fortepiany mogły stawiać żądania, każdy pianista musiałby rozpoczynać koncert tym utworem.

 

 

 

 

Oceń zawartość: 

Brak głosów