Najważniejsza jest rozmowa

Hans Zimmer Tribute Show | Katowice, Spodek, 27 I 2018 r.
Hans Zimmer Tribute Show | Katowice, Spodek, 27 I 2018 r.

KINGA A. WOJCIECHOWSKA: Zawsze z pobłażaniem słuchałam peanów przyjaciół z Presto Filmowego (Paweł Stroiński, Maja Baczyńska, pozdrawiam z katowickiego Spodka!) na temat muzyki Hansa Zimmera. Obejrzałam kilka blockbusterów, do których jego zespół przygotował orkiestrowe partytury w oparciu o jego chwytliwe prymki. Kompozycje niemieckiego samouka wydawały mi się pompatyczne, mało subtelne, przerysowane.

Po katowickim koncercie wiem już, co odkryli w tej muzyce moi szanowni redakcyjni koledzy i dlaczego do tej pory nie udało mi się tego odnaleźć. Muzyka Hansa Zimmera na obecności w filmie – traci. Obraz widza rozprasza, dźwięk wzmacnia emocje, które i tak w hollywoodzkim kinie nakreślone są grubą kreską. Tymczasem podczas koncertu zostajemy z tą muzyką sam na sam i dopiero teraz odczytujemy jej głębię. Dostrzegamy wszystkie niuanse, harmoniczne, dynamiczne, w formie i treści, eksperymenty dźwiękowe w „Batmanie”, rytmiczne – w „Ostatnim samuraju”, dysonanse w „Gladiatorze”, albo... autobiograficzne wątki w muzyce do „Króla Lwa”. Doskonale ułożone w suity ścieżki dźwiękowe do Gladiatora, Incepcji, Interstellar, Supermana, Batmana itd. na przemian budują napięcie, przyspieszają bicie serca albo wyciszają i pozwalają myślom odpłynąć.

Koncert ma też tę zaletę, że nie redukuje nam muzyki z filmu do jednej melodii, tej najmocniej wybitej, którą potem nucimy po wyjściu z kina. Pokazuje kompozycję w pełnej krasie. I choć czasem nie jest łatwo przestawić ucho na nowy głos wokalistki, ale też nie chodzi o to, żeby Anna Lasota brzmiała jak Liza Gerard‎.

Złapałam się na tym, że napisałam nieprawdę. Nie, nie zostajemy z muzyką sam na sam. Przez cały koncert towarzyszą nam przecież obrazy. I teraz to one są uzupełnieniem dla muzyki. Nieme, wybrane z milionów klatek, przeplecione z ujęciami grającej orkiestry, stają się tłem. Można zamknąć oczy i się nimi nie przejmować. A można oglądać je na nowo i zdać sobie sprawę, że, zaraz, zaraz, tych scen to ja chyba nie znam. Tak bardzo sharmonizowane i dobrze ułożone dźwięki zmieniają obraz.

To, że możemy zatopić się wręcz w muzyce, to zasługa Polskiej Orkiestry Radiowej i dyrygenta Macieja Sztora. Choć na co dzień grają przeróżny repertuar, bez wahania nazwę ich specjalistami od muzyki filmowej, którą wcale nie tak łatwo zagrać. Jej rolą jest budowanie napięcia, wyzwalanie określonych emocji - radości, wzruszenia, strachu. Takie partytury trzeba wykonywać z pełnym zaangażowaniem, nawet jeśli przez cały utwór ma się do zagrania monotonne ostinato. Muszę przyznać, że muzykom zaangażowania nie brakowało.
Orkiestrze towarzyszyły dwa chóry mieszane - Politechniki Warszawskiej, przygotowany przez Dariusza Zimnickiego i połowa składu chóru Uniwersytetu Warszawskiego przygotowanego przez Irinę Bogdanovich. Organizatorzy deklarują jednak, że w Warszawie, na Torwarze drugi z zespołów wystąpi w pełnym składzie. A powód jest prosty - oni wszyscy chcą śpiewać muzykę filmową! Rozumiem to. Radość śpiewania było widać na scenie. Szczególnie w przypadku ścieżki dźwiękowej do filmu "Król Lew", która fragmentami bardzo przypomina pełną optymizmu pieśń gospel. I właśnie tak została wykonana - z gestem, z uśmiechem.

Całość dopełniały historie, które pięknym aksamitnym głosem opowiadała genialna dziennikarka radiowa ‎Magdalena Miśka-Jackowska. Anegdoty z życia kompozytora, z procesu tworzenia muzyki, o tym, jak wygląda studio nagrań Hansa. I o tym, że i w muzyce, i w życiu najważniejsza jest rozmowa.

Hans Zimmer rozmawiał z nami przez kilkadziesiąt minut. I choć koncert odbędzie się pewnie jeszcze nie raz, to mam poczucie, jakby była to jedna jedyna rozmowa i tylko ze mną. Nie byłam w tym odczuciu osamotniona.

Koncerty filmowe są organizowane przez TRINITY Media Entertainment Development od 2007 roku. Firma powstała 11 lat temu, aby realizować ambitny cel: promocję muzyki symfonicznej poprzez realizację atrakcyjnych widowisk muzyczno-filmowych dostępnych dla szerokiej publiczności. Zespół produkcji tworzą osoby z wieloletnim doświadczeniem w realizacji koncertów muzyki klasycznej i współczesnej. W kilkudziesięciu koncertach zrealizowanych w Polsce i za granicą wzięło do tej pory udział ponad 200 tysięcy widzów. A przygotowanie takiego koncertu to potężne wyzwanie – 80-osobowa orkiestra, często z doangażowanymi muzykami, aby móc oddać pełne brzmienie bogatej w instrumenty partytury, soliści, dwa chóry, dyrygenci i osoba, która poprowadzi koncert. Do tego oprawa wizualna – światła, ale i misternie połączone fragmenty filmów i ujęć orkiestry z kilku kamer na żywo filmujących muzyków. Wielka sala, nagłośnienie, ochrona, system sprzedaży biletów i promocja, zdobycie licencji na obraz i muzykę, przygotowanie nut a nawet kwiaty przed pulpitem dyrygenta. Dopięte jest wszystko.

To ryzyko organizacyjne warto było podjąć. Muzyka filmowa stała się nową klasyką a kompozytorzy zdali sobie sprawę, że może ona doskonale żyć poza ekranem. Wystarczy dobrze ją do tego przygotować, pisząc, poza partyturą do obrazu, także pełnowymiarową suitę. Co oznacza, że tego, co przygotowano na koncert, czasem w samym filmie nie usłyszymy. I choćby dlatego warto od czasu do czasu spędzić wieczór z przyjaciółmi w katowickim Spodku, na warszawskim Torwarze, czy w gdyńskiej Arenie. Czy w każdym innym miejscu, gdzie zagości koncert filmowy i muzyka Hansa Zimmera.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów