Niech żyje mamma! Czyli lato we Francji

Na zdjęciu Rigoletto w Orange, o którym za chwilę… fot. Philippe Gromelle
Na zdjęciu Rigoletto w Orange, o którym za chwilę… fot. Philippe Gromelle

dr JACEK KORNAK: Festiwal w Aix En Provence jest znany wielu melomanom, którzy na cel letnich wojaży wybierają kraj Balzaka czy Lully’ego, jednak to nie jedyne znaczące wydarzenie we francuskim świecie opery.

W tym roku na wakacje Opera de Lyon przygotowała nową produkcję mało znanej opery Gaetano Donizettiego „Viva la mamma!”. Ta farsa posiada jedne z najzabawniejszych melodii jakie napisał Donizetti, jednak współcześnie rzadko pojawia się na scenach teatrów operowych. Znana jest zapewne raczej wiernym wielbicielom Donizettiego i garstce muzykologów. Reżyser Laurent Pelly udowadnia, że ta belcantowska komedia może wciąż bawić. „Viva la mamma!” to historyjka trupy operowej, która rozpoczyna próby do przedstawienia. Ciężko jest namówić rozkapryszonych śpiewaków do dyscypliny i systematycznej pracy nad rolami, niektórzy ich się nie nauczyli, innym one nie odpowiadają. Na koniec przed premierą opera bankrutuje, a śpiewacy ukradkiem uciekają z miasta. Pelly osadził historię w niedalekiej przeszłości we Włoszech. Produkcja jest bezpretensjonalnie śmieszna i wciągająca. Pochwały należą się również Lorenzowi Viotti, który z elegancją poprowadził orkiestrę Opera de Lyon. W głównej roli usłyszeliśmy Patrizię Ciofi. Śpiewaczka ma lekki, ale niezwykle elastyczny głos, który świetnie sprawdza się w repertuarze barokowym, ale również w Donizettim jej głos imponował techniczną precyzją oraz naturalnym zmysłem interpretacyjnym. Jako Mamma wystąpił Laurent Naouri. Jest to dość trudna rola, napisana wprawdzie na baryton, ale jest w niej też sporo wyższych dźwięków i wymaga częstego żonglowania głosem między wysokimi i niskimi rejestrami. Naouri wykonał ją bez najmniejszych problemów, do tego był świetny aktorsko, co chwila rozśmieszając publiczność. W pozostałych rolach wystąpili Charles Rice, Clara Meloni, Enea Scala, Pietro Di Bianco oraz Enric Martinez-Castignani.

Małe miasteczko pod Awinionem
Jednym w operowych wydarzeń lata, na które zjechali miłośnicy opery nie tylko z Francji, był Festiwal Choregies d’Orange. Orange to małe miasteczko pod Awinionem, w którym od 1860 roku funkcjonuje festiwal operowy. Od 1971 roku festiwal zyskał na renomie i zaczęli się tutaj pojawiać najbardziej znani śpiewacy naszych czasów. W tym roku w Orange można było zobaczyć dwie produkcje „Rigoletta” i „Aidę”. Miałem szczęście obejrzeć pierwszą z nich. To niezwykłe przeżycie oglądać przedstawienie operowe w starożytnym amfiteatrze. W dodatku Théâtre Antique d'Orange jest jednym z największych zachowanych rzymskich teatrów. Mieści około dziewięć tysięcy osób. Ma wyjątkową akustykę i atmosferę, która nadaje przedstawieniom magiczną aurę. „Rigoletto” w Orange to jednak nie jedynie aura miejsca, to rewelacyjne przedstawienie samo w sobie. Reżysersko dość tradycyjnie zaprezentowała tę operę Helene Blanic. Jej produkcja, pomimo że dość konserwatywna, była zrobiona z dużym wyczuciem ruchu scenicznego, bardzo dobrze dopracowana od strony aktorskiej i kreatywna w wykorzystaniu przestrzeni scenicznej. Dla mnie największym przeżyciem było usłyszeć na żywo jedną z legend świata operowego Leo Nucciego w tytułowej roli. Nucci ma już swoje lata, ale jego głos wciąż jest krystalicznie czysty i pełen charyzmy. Wielu młodych barytonów może mu tylko zazdrościć. Rigoletto Nucciego był postacią z krwi i kości. To śpiewak, który nie tylko imponuje pięknem i czystością głosu, ale też niezwykle bogatą interpretacją wokalną. Po duecie kończącym drugi akt owacje nie umilkły. Nucci musiał zaśpiewać bis! Jako Gilda towarzyszyła mu Nadine Sierra. To wciąż dość młoda śpiewaczka z dużym potencjałem. Jej Gilda była delikatna i subtelna. Sierra ma liryczny sopran, który urzeka swoją słodyczą. Jako czarny charakter przedstawienia Książe Mantui wystąpił Celso Albelo. Wykonał swoją rolę poprawnie, ale w tym przypadku obyło się bez nadmiernych emocji. Dość wyraziście i dramatycznie dyrygował Orchestre Philharmonique de Radio France Mikko Frank.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów