Nieudany rozwód [dyskusja o „Historii małżeńskiej”]

Dwoje na pozór całkiem różnych ludzi, którzy szaleńczo się kochają, bardzo doceniają, szanują... I nie będą razem. O ich dziwnych losach opowiadają poruszającymi rolami Scarlett Johansson i Adam Driver. O oscarowej „Historii małżeńskiej” w reżyserii Noaha Baumbacha rozmawiają Maja Baczyńska i Anna Józefiak z Presto Filmowego.

Maja Baczyńska: "Historia małżeńska" to dla mnie jeden z ciekawszych filmów biorących udział w oscarowym wyścigu. Jak odebrałaś puentę filmu

Anna Józefiak: Chodzi Ci o finałową scenę z zawiązywaniem sznurowadła? Obejrzałam przed chwilą kilka ostatnich minut i wpadłam w melancholię... To jest bardzo smutny film. Czuję ogromny żal, że Charlie i Nicole się rozstali. Tak bardzo się wzajemnie szanują, tak cenią. Są wobec siebie opiekuńczy – ta scena ze sznurowadłami! Potrzebują siebie, a jednocześnie nie mogą ze sobą być, bo się unieszczęśliwiają. Spojrzenia mówią: „Kocham cię, ale nie mogę z tobą być... chyba...”. To niesprawiedliwe. I jeszcze ta piękna, pogodna, a jednak przesiąknięta smutkiem muzyka... A która scena najbardziej Cię poruszyła?

M.B.: Właśnie ta ze sznurowadłem, ale też sam początek, każde zbliżenie twarzy jednego z tej dwójki. Nie przekonują mnie natomiast argumenty wyłożone w filmie, dlaczego nie mogą być razem. Szczególnie po przeprowadzce Charliego. Ciebie przekonały?

A.J.: Ja zrozumiałam, że powodem rozstania był inny plan na życie. Oboje chcieli robić karierę. W innych miastach. I okazało się, że to było dla nich ważniejsze od bycia razem. Tylko czy faktycznie to była przeszkoda nie do przeskoczenia? Tak jak napisałaś, później mieszkali już w tym samym mieście, właściwie obok siebie. Przeprowadzka Charliego była wymuszona przez sytuację prawną. Tylko tak ojciec mógł sprawować opiekę nad synem. Ale przecież właśnie o to chodziło, żeby mieszkać w tym samym miejscu. Charlie dostał pracę, był blisko. I myślę sobie teraz, że rzeczywiście nie było już żadnych powodów, żeby oboje nie mogli do siebie wrócić. Skrzywdzili się nawzajem, ale nie wybrzmiało to na tyle wyraźnie, żeby sądzić, że po całej sprawie już się nie mogą znieść. Do ostatniej sceny zachowują się jak stare dobre małżeństwo. Może moja niezgoda na zakończenie filmu wynika właśnie z tego, że nie mogę znaleźć przyczyny rozstania, która by wybrzmiała wyraźnie. No i stąd ten smutek i żal, i współczucie.

M.B.: Tak. Właściwie nawet nie wiadomo, czy nie mogłoby się zacząć wszystko od nowa, skoro to nie brak miłości ani wyraźne różnice charakterologiczne wpłynęły na stan rzeczy. Mogę jeszcze uwierzyć, że zdrada Charliego mogłaby być dla jego żony trudna do przeskoczenia. Ale może właśnie w tym sęk – jest miłość, a porozumienia nie ma, nie zawsze z powodu braku miłości dochodzi do rozstania, o tym jest ta opowieść. I tylko w głowie mi kołacze – czy nie rozstali się za wcześnie? Czy gdyby poczekali dłużej, powody ich konfliktów by z czasem zniknęły, m.in. dzięki przeprowadzce? A może konieczna do tego była trauma rozstania? A może... to Charlie nie doceniał poświęcenia swojej żony, ponieważ ona sama je wybrała? Może Nicole się obawiała, że przy tak głębokim uczuciu sama nie potrafi postawić granicy?

A.J.: Zastanawia mnie, dlaczego Charlie i Nicole tak mało stanowczo walczyli o swój związek. Brakowało mi sceny, w której oboje próbują się pogodzić, naprawić to, co się zepsuło. Nawet ze względu na syna. Oboje zajęli się tym, aby sąd przyznał prawo do opieki jednej stronie. A nie starali się pogodzić, aby zapewnić synowi dom i emocjonalną stabilność. Charlie był zaskoczony pozwem, ale niewiele robił, by wpłynąć na zmianę zdania żony. Co prawda w ich spojrzeniach było widać wahanie, ale nie starczyło im odwagi? Siły? Determinacji? Żeby spotkać się i zapytać raz jeszcze: czy na pewno chcemy się rozstać? Myślę też, że duży wpływ na zachowanie obojga mieli inni ludzie – zwłaszcza prawniczka grana przez zdobywczynię Oscara Laurę Dern. Początkowo małżonkowie chcieli rozstrzygnąć kwestię rozwodu bez udziału sądu. Chyba się nie spodziewali, że ich prywatny problem rozszerzy się na tyle osób, którym zależy bardziej na wygranej i na honorarium niż na dobru małżonków i dziecka. Zepchnięci na tory prawa, którego do końca nie znali i nie rozumieli, zaczęli uczestniczyć w walce, której chcieli uniknąć. Być może gdyby sprawa pozostała między nimi, w którymś momencie zatrzymaliby się i cofnęli swoje decyzje. Gdy jednak wpadli w wir zdarzeń i byli nastawiani coraz bardziej przeciwko sobie, już nie umieli się wycofać.

A może właśnie tak jest, że niektóre pary rozstają się właściwie bez konkretnego powodu? Może tłumaczą swoją decyzję rutyną, niezgodnością charakterów, nierównym poświęceniem dla związku, karierą, a tak naprawdę do końca nie są pewni i płyną z prądem, kierowani przez prawników, rodziny, znajomych?

Małżonkowie z filmu wydają mi się nie do końca przekonani, że chcą żyć osobno. Ale też nie są pewni, czy chcą być razem. Wciąż słyszę w tym filmie niewypowiedziane: czy na pewno chcemy się rozstać? Czy można to nazwać niedojrzałością emocjonalną? Może to znak czasów?

M.B.: Właściwie jest w filmie taka scena, w której próba odnowy zostaje podjęta. Ale kończy się wielką kłótnią... Miałam nadzieję, że to będzie tylko część krajobrazu, że to nie koniec walki... Tutaj jednak bohaterowie uświadamiają sobie, że jest dowodem na to, co Nicole zawiera w swoim liście o Charliem, cytowanym na końcu – walka nie ma sensu. Czyżby?

A.J.: Według mnie w ich wypadku walka miałaby sens. Oba listy na to wskazywały. Tym bardziej że były one pisane u terapeuty, czyli w momencie gdy oboje uznali, że coś zaczęło się psuć. Mimo wszystko potrafili o sobie napisać dobre rzeczy. Widzieli w sobie dużo zalet – i dostrzegali w sobie drobiazgi, które świadczyły o tym, że dobrze się znają i patrzą na siebie nawzajem, a nie obok. Te czułe listy to dla mnie kolejne dowody na to, że była szansa na inne zakończenie. Ich związek był oparty na silnych podstawach. Relacje zbudowane przez te kilka lat nie były powierzchowne. A jednak to nie wystarczyło...

A może nadal jest szansa?

Wspomniana scena z wiązaniem sznurowadeł i oddanie syna ojcu na wieczór, mimo że przypadała kolej matki – ta zgoda mimo rozstania – to daje nadzieję, ale jednocześnie ogromnie boli. Tak jak mówiłam wcześniej – najbardziej przygnębiające w tym filmie jest to, że tak bardzo byśmy chcieli, aby oni byli razem. I właściwie trudno znaleźć w tym wszystkim przyczynę nie do pokonania...

M.B.: Może zatem to rozstanie było konieczne, aby jednak poukładali sobie swoje życie na nowo... Może jednak razem?

A.J.: Bardzo byśmy chciały, żeby Charlie i Nicole byli razem. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że w odbiorze filmu kierują nami silne emocje. To wielka zasługa Baumbacha oraz Johansson i Drivera. Wzbudzają oni w nas sympatię do obojga małżonków. Pokazują ich zarówno w dobrym, jak i w złym świetle i nie pozwalają nam skreślić ani Charliego, ani Nicole. Tym mocniej boli nas zakończenie tej historii. Klamrowa kompozycja filmu, wyznaczana na początku przez list Charliego, a na końcu przez list Nicole, zdaje się mówić, że to, co zdarzyło się między małżonkami, jest zamkniętym rozdziałem. Nie wydaje Ci się, że nasze nadzieje na zejście się obojga są bardziej wyrazem naszej sympatii, współczucia i życzliwości? Trudno mi znaleźć fabularne uzasadnienie tych nadziei w filmie. Zobacz, jak sugestywne są zabiegi reżysera: chcemy, aby małżonkowie żyli długo i szczęśliwie, bo ich lubimy, bo są normalnymi ludźmi, mają zalety, mają wady, ale czujemy, że zasługują na szczęście. Oni jednak podpisują dokumenty rozwodowe. Dzielą się opieką nad synem, spędzają razem czas ze wspólnymi znajomymi, ale odjeżdżają osobno… Reżyser nie daje im chyba szans…

MB: Może o tym jest ten film. Że czasem mimo najlepszych chęci po prostu się nie udaje. Albo tym nie rozstrzyga i stąd ukazuje na końcu małżonków wciąż blisko siebie, ale jeszcze nie obok.

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów