No i próbuję do chwili obecnej w operze... Część 6 (ostatnia)

Maestro, nagrywał Pan z największymi dyrygentami i orkiestrami świata… Przez lata budował Pan swoją karierę, a to wszystko wymagało czasu. Dzisiaj mamy taką tendencję, że wystarczy wystąpić w jakimś talent show i od razu ktoś jest gwiazdą, po czym równie szybko zazwyczaj niknie. Pan pracuje z młodymi ludźmi…

Wie ksiądz, to są dwie różne sprawy. Młody śpiewak operowy musi dużo dłużej pracować na swoje nazwisko i musi dużo więcej umieć.

Niedawno dzwonił do mnie pewien malarz i  pytał, co tu zrobić, żeby się w mediach pokazać. Mówię mu: „Sposób myślenia jest tutaj bardzo prosty. Jak pan pójdzie na swoją wystawę, niech się pan rozbierze. Będzie Pan we wszystkich gazetach, we wszystkich telewizjach, puszczą pana w Internecie – to będzie hit…” To są właśnie te krótkotrwałe rzeczy. Dlaczego ludzie pamiętają Hiolskiego, a nie pamiętają jakiejś tam panienki, która odniosła jednorazowy sukces… ?

Czasy się zmieniły, w tej chwili jest agresywna komercja i te panienki, które dziś często występują jako celebrytki, bardzo często pokazują wszystko, z wyjątkiem talentu. Jesteśmy atakowani seksem, nagością z każdej strony… Nie można zrobić reklamy bez seksu.  W związku z powyższym telewizja, nie mając bardzo często dostępu do wybitnych artystów, zadawala się tym, że kreuje takie krótkotrwałe portrety ludzi i oni są, są, są, pobędą i znikają. Pokazują się na wszystkich możliwych przyjęciach. Zastanawiam się, jak to można wytrzymać nerwowo. Przyznam się, że dostaję na różne imprezy zaproszenia, ale wybieram tylko te, które mają jakieś znaczenie i sens..  A są takie panie i tacy panowie, którzy wypowiadają się na każdy temat, ganiają od jednego okienka telewizyjnego do drugiego  i wynik jest taki, że znamy twarz, a nie wiemy, kto to jest.

Wspomniał Pan o  wielkiej pracy młodego śpiewaka operowego. Od razu przywołałem z pamięci  Rolando  Villazona. Śpiewak o niesamowitym, potężnym głosie, a jednak musiał zrobić przerwę dla ratowania głosu, bo groziło mu, że zaniemówi. 

Śpiew operowy polega przede wszystkim na świadomej technice, myśleniu i higienie głosu. Jeśli ktoś śpiewa 4 przestawienia tygodniowo, to to się kiedyś odbije. Myślę, że śpiewanie przedstawień dzień po dniu może zniszczyć głos. Nie tylko Villazon jest tego przykładem. Było wiele pięknych, wielkich głosów – nie będę tu wymieniał nazwisk – które znałem a teraz ledwo mówią… W śpiewie operowym ważna jest a) technika, b) higiena głosu i c) świadomość tego, co się robi. Jeśli któryś z tych elementów jest zachwiany, to jest bardzo niedobrze.

A dyrygenci? Rozmawiałem kiedyś z pewną śpiewaczką operową – znów mniejsza o nazwisko- która twierdziła, że słynny Herbert von Karajan to był swoisty „rzeźnik” na próbach, jeśli chodzi o solistów, i wiele głosów zniszczył…

Nic podobnego. To jest absolutnie nieprawda. Do tego dochodziło, że podczas prób w Salzburgu  mówił do nas:  „Proszę nie śpiewać, bo ja wiem, jak wy śpiewacie”. Myśmy po prostu tylko chodzili po scenie i wykonywali zadania aktorskie. A później – ponieważ nagraliśmy Salome –  podczas prób odtwarzał nasze głosy z taśmy a myśmy tylko  robili na scenie co trzeba.  Chciał, żebym  śpiewał Wagnera i nie wiem, czy dobrze zrobiłem, że mu odmówiłem. Bo  śpiewałem Wagnera inaczej.  Jak śpiewałem Don Giovanniego, to pisali, że bardzo dobrze to wykonałem, ale mam głos verdiowski. Jak śpiewałem Verdiego, to mówili: „Boże, jaki to byłby świetny wagnerowski śpiewak”.

Zbliżając się powoli do końca, chciałem zapytać tak trochę żartobliwie… Wszystkim znane są odwieczne konflikty sopranów walczących o prymat na scenie. Callas – Tebaldi, chociażby… A jak to wygląda u tenorów?

Tenorów nie jest zbyt wielu, więc i napięcia mniejsze. Chociaż robienie kariery to są okresy. Czasem jest lepiej, czasem gorzej, by robić tę karierę. W moim okresie na scenie był: Corelli, Mario del Monaco, Giuseppe di Stefano, Placido Domingo, Carreras, Pavarotti Bonisolli, Giacomini, Aragal, Kraus i wielu innych mogę jeszcze wymieniać. Z naszej strony wschodniej  był  Uzunov, Nicolov, Alantow, Ja, Peter Dworski, itd.  Ale to nie było łatwo, ta konkurencja była bardzo duża. W tej chwili wydaje mi się, że jest łatwiej. Bierze się paszport, leci się od jednego do drugiego teatru. Tych tenorów jest jakby mniej. A wtedy raczej nikt nikomu nie „podjeżdżał”.  Pisano na mnie jakieś donosy, ale nikt tego nie brał  poważnie pod uwagę.

Na chwilkę zatrzymajmy się jeszcze w kręgu muzyki rozrywkowej. Nie ukrywam, że jednym z moich ulubionych Pana nagrań – nie jedynym oczywiście- jest  piosenka, którą nagrał Pan z Eleni, Bez Ciebie świat.. Kiedy Pavarotti zaprosił na swój pierwszy koncert z cyklu „Pavarotti & friends” takie gwiazdy jak Sting czy Zucchero, to wielu miłośników i znawców opery  chciało zrównać go z błotem. Co Pan myśli o takich mariażach?

Myślę, że jeśli artystka, która proponuje nagranie, to jest ktoś, kto ma odpowiedni poziom artystyczny – to tak. Natomiast jeśli jest to czysta komercja – to nie. Eleni to jest naprawę piosenkarka od stóp do głowy i w stu procentach jest muzycznie świetnie przygotowana, obdarzona pięknym, ciepłym głosem.. Poza tym jest to niezwykle serdeczna osoba i utwór jest naprawdę bardzo dobry. A to, że  ludzie spotykający mnie na ulicy pytają, gdzie to nagranie można kupić i jak to pięknie brzmi, itd. o czymś świadczy. Poza tym to jest też kwestia zgrania głosów.  Myślę, że my z Eleni lepiej się zgraliśmy niż Sting z Pavarottim (śmiech). Ja nie jestem przeciwny wchodzeniu w taką czystą rozrywkę śpiewaków operowych, jeżeli  ma ona odpowiedni poziom.

Już ostatnie pytanie, żeby nie zamęczyć przed jutrzejszym jubileuszem. Każdy z nas komuś coś zawdzięcza. Gdyby miał Pan wymienić takie osoby w swoim życiu, to kto by to był?

Przede wszystkim mama, rodzice, bo dzięki nim się tutaj znalazłem na pięknej kuli.. Później, tak jak powiedziałem, pani Jadwiga Chwalińska – Bochonko, bo ona nadała mi pewien kierunek myślenia. Następnie profesor Gustaw Serafin, który mnie uczył śpiewu i nie zepsuł tego, czym stwórca mnie obdarzył. Wiele osób musiałbym wymienić. Z tych, z którymi pracowałem na scenie, na pewno Mario del Monaco, który pokazał mi to, co mówił mi profesor. Pokazał, jak to technicznie zrobić. Na pewno Włodzimierz Ormicki, który się zdecydował mnie zaangażować. Maria Szłapak, Sergiusz Nadgryzowski i Jerzy Gaczek, którym zawdzięczam wiedzę muzyczną. Stefan Rachoń i Zdzisław Górzyński - znakomici dyrygenci i przyjaciele. Poza tym, jeśli chodzi o malarstwo: Czesław Rzepiński - mój nauczyciel i przyjaciel. Na pewno w mej pamięci mam przyjaźń z Beksińskim i Dudą-Graczem. Są „stare” przyjaźnie, jak ta z  Jarosławem  Świtałą i  jego rodziną. Wiele mu zawdzięczam, bo pracujemy przy każdej realizacji operowej. Mój długoletni przyjaciel, człowiek niezwykły, redaktor Jerzy Skrobot, który napisał wiele atrakcyjnych, ciekawych książek także o artystach, których spotkał.  No i oczywiście żona Krystyna, która wytrzymuje te wszystkie podróże, pakowanie, rozpakowywanie, gotowanie, itd. Także tajne nagrywanie przestawień. (śmiech) Poza tym cieszę się, że mam dwoje wspaniałych dzieci  i pięcioro wnuków. Jeśli kogoś nie wymieniłem, to na pewno mam go w sercu i pamięci.

Bardzo dziękuję za rozmowę i… do zobaczenia!

 

 

Część 1

Część 2

Część 3

Część 4

Część 5

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów