Operowe podróże: Baden-Baden i Otello na granicy snu

Baden-Baden | Osterfestspiele / Festiwal Wielkanocny | Otello | fot. Lucie Jansch
Baden-Baden | Osterfestspiele / Festiwal Wielkanocny | Otello | fot. Lucie Jansch

dr Jacek Kornak: Jeśli ktoś złapał operowego bakcyla to nie wystarcza już lokalne przedstawienia. Baden-Baden oferuje wrażenia operowe, których melomani z pewnością nie zapomną.

Baden-Baden to maleńkie miasto w Niemczech zagubione przy granicy z Francją. Dzięki malowniczemu położeniu w dolinie Schwarzwaldu i źródłom termalnym miejsce to od wieków przyciągało turystów i kuracjuszy. W XIX wieku stało się jedną ze stolic kulturalnych Europy. Mieszkali tutaj Johannes Brahms, Clara Schumann, Hector Berlioz wystawił tu jedną ze swoich oper, a wśród odwiedzających byli Królowa Wiktoria, Cesarz Wilhelm I i Napoleon III. Wtedy też powstało tutaj kasyno, które zaczęło przyciągać milionerów z całej Europy.

Obecnie Baden-Baden to miasto-spa z jednym z największych teatrów operowych w Europie. Dla kogoś uzależnionego od opery jak ja, marzeniem było odwiedzić Baden-Baden podczas Wielkanocnego Festiwalu. Wtedy to Berlińscy Filharmonicy przyjeżdżają do doliny Schwarzwaldu z serią koncertów. Kluczowym punktem festiwalu jest oczywiście opera. To jedyny raz w roku, gdy Berlińscy Filharmonicy chowają się w kanale orkiestrowym i wykonują operę. W tym roku mieliśmy okazję zobaczyć „Otella” Giuseppe Verdiego.

„Otello” to muzycznie jedna z najbardziej dramatycznych oper Verdiego. Dla Festspielhaus Baden-Baden dzieło to wyreżyserował Robert Wilson. Amerykański reżyser ma wyjątkowy styl, który nie sposób porównać z niczym innym. Jego „Otello” był niezwykle malarski. Wilson prezentuje jakby surrealistyczne obrazy, które z pozoru wydają się zimne, niedostępne, ale po pewnym czasie, gdy się z nimi oswajamy, okazują się niezwykle intymne. U Wilsona najważniejsza jest subtelna gra świateł, które definiują nie tylko nastrój, ale też postacie. Aktorstwo jest dość subtelne i całkowicie sztuczne, ale dzięki temu Wilson przenosi nas na granicę snu i rzeczywistości. Gesty są oszczędne, ale znaczące. Interesujące jest, że przez całe przedstawienie Otello i Desdemona nawet na chwilę nie dotykają się. Pochodzą jakby z innych światów i nie są w stanie się prawdziwie spotkać.

2019_osterfestspiele_otello_bonfatti_demuro_furlanetto_skelton_malavasi_yoncheva_c_lucie_jansch.jpg
Osterfestspiele / Festiwal Wielkanocny | "Otello": Bonfatti Demuro Furlanetto Skelton Malavasi Yoncheva | fot. Lucie Jansch

Muzycznie równie subtelnie przedstawienie przygotował Zubin Mehta. Jego interpretacja nie była nazbyt dramatyczna, a Mehta potrafił odnaleźć w partyturze Verdiego elementy, które umykają większości dyrygentów. Jego styl można określić jako intelektualnie rygorystyczny, nieco refleksyjny. Orkiestra brzmiała bogato i ekspresyjnie. Berliner Philharmoniker zagrali z finezją i elokwencją tak, że ich „Otella” nie da się zapomnieć.

W tytułowej roli wystąpił Stuart Skelton. To potężny, dramatyczny głos, jednak Skelton potrafił też w swojej interpretacji ukazać nadwrażliwość i delikatność swojej postaci. Głos Sonyi Yonchevy z pozoru wydawał się delikatny, ale artystka śpiewała pewnie i zbudowała ekspresyjną, bogatą w szczegóły, ale przede wszystkim emocjonalną postać Desdemony. Prawdziwie porywającą wokalnie interpretację demonicznego bohatera przedstawił Vladimir Stoyanov, który świetnie operował barwami głosu. Muzycznie było to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju.

Podczas drugiego dnia festiwalu wykonano „Requiem” Verdiego. Berlińczyków poprowadził Riccardo Mutti. Jako soliści wystąpili Vittoria Yeo, Elīna Garanča, Francesco Meli, Ildar Abdrazakov. Podczas festiwalu można również zobaczyć nową operę Victorii Bond „Clara”. Dzieło utrzymane w neoromantycznym klimacie opowiada historię Clary Schumann. Muzyka Bond ma sporo odniesień do niemieckiego romantyzmu. Miło się jej słucha.

Będąc w Baden-Baden nie sposób nie odwiedzić tutejszych tradycyjnych SPA. Friedrichsbad jest najstarszą w mieście XIX-wieczną łaźnią z wodami termalnymi. Warto też odwiedzić kilka muzeów. Podobno Baden-Baden ma ich najwięcej na liczbę mieszkańców. Muzeum Frieder Burda zaprojektowane przez Richarda Meiera ma ciekawą kolekcję sztuki XX-wiecznej, natomiast muzeum Faberge zachwyca kolekcją biżuterii i precjozów wykonanych dla ostatniej rodziny carskiej. Najlepiej zatrzymać się w malowniczym XIX-wiecznym Radisson Blu Badischer Hof, który jest położony trzy minuty od Festspielhaus i dysponuje SPA z wodami termalnymi – idealne uzupełnienie kulturalnej wycieczki.

baden_baden_-_fot._radisson_blu_badischer_hof_hotel_c_radisson_2019.jpg
Baden-Baden | fot. Radisson Blu Badischer Hof Hotel

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Zapiera dech w piersi gdy

Zapiera dech w piersi gdy czytam o Niemieckim kurorcie, centrum muzyki antycznej i jajach Farberger.

Z jednej strony kolejne

Z jednej strony kolejne inscenizacje Wilsona operują stałym zestawem środków wyrazu, stwarzając bardzo podobny klimat bez względu czy jest to Gluck z Magdaleną Kożeną czy Arvo Part w Tallinie. Z drugiej strony jego wizualna wyobraźnia nigdy nie zawodzi. Na scenie pojawia się tajemnica i magia, zawsze bardzo intensywne, ale osiągnięte bez przesadnej maniery w epatowaniu możliwościami technicznymi, wręcz z geometryczną elegancją i odrobiną ascezy, albo minimalizmu...To może być doskonały kontrapunkt do zawsze nieco pompatycznych i melodramatycznych konceptów Verdiego. Mehta nie pozuje natchnienia, ale jest solidny i ciepły. A jeśli do tego dodać garść, solidnych, uzdrowiskowych atrakcji, to można orzec, iż kulturalne menu jest pożywne i dobrze wyważone. Czy warte ceny, zapewne nie okazyjnej? Najwyraźniej tak, ale czego się robi lub czego warto nie zrobić dla zdrowia! :O) Na pewno bardziej się odnajduję w takiej właśnie, lżejszej wersji niemieckiego esprit niż w snobistycznej i ponurej świątyni Wagnera na festiwalu w B. :O)

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)