Opery z Warnera

Seria Warnera – The Home of Opera już od dobrych kilku lat rozpieszcza miłośników muzyki świetnymi nagraniami. W ostatnim czasie w katalogu pojawiło się kilka pozycji, które wydają się być bardzo atrakcyjne. Ale czy wszystko złoto, co się świeci?...

„Borys Godunow” Modesta Musorgskiego to jedna z najbardziej znanych rosyjskich oper. Paradoksalnie – oryginalna wizja kompozytora nie jest zbyt popularna. Dzieło po śmierci kompozytora przerobił Mikołaj Rimski-Korsakow i to jego edycja doczekała się największej liczby nagrań. Przez długie lata oryginał Musorgskiego wydawał się być zbyt kanciasty,  niekonwencjonalny i surowy dla uszu. Partyturę w jej pierwotnej postaci wydano dopiero w 1975 roku, a pierwsze nagranie pojawiło się na rynku już rok później. Co ciekawe – dokonali go, wyłączając dwie tytułowe role – prawie wyłącznie polscy wykonawcy. Jerzy Semkow kierował NOSPR-em, chór pochodził z Krakowa, a w poszczególne role wcieli się – Martii Talvela (Godunow), Nicolai Gedda (Grigorij/Dimitrij), Leonard Mróz (Pimen), Bożena Kinasz (Marina), Andrzej Hiolski (Ragnoni), Bohdan Paprocki (Szujski) i Halina Łukomska (Ksenia).

Trzeba sobie powiedzieć jasno – wersja oryginalna nie brzmi tak ładnie jak ta Rimskiego-Korsakowa. Paradoksalnie, to jej największa zaleta. To co tak przeszkadzało publiczności w XIX w., i co zmusiło Rimskiego-Korsakowa do wygładzenia opery przyjaciela, dziś stanowi jej największą atrakcję. Nietypowa harmonia i instrumentacja sprawiają, że „Borysa” słucha się prawie jak utworu współczesnego, świeżego i brzmiącego bardzo odkrywczo. Dobrego wrażenia dopełnia świetne wykonanie – Semkow prowadzi operę w umiarkowanych tempach, podkreślając monumentalny charakter muzyki. Swietne wrażenie robi polnez na zakończenie aktu trzeciego – takiej energii i zadziorności mogłoby pozazdrościć NOSPR-owi wiele innych orkiestr. Talvela świetnie czuje się w swojej roli – jego masywny, mocny i pewny głos bardzo dobrze pasuje do roli. Z polskiej obsady na szczególną uwagę zasługują Hiolski, Mróz i Kinasz. Tak dobrych śpiewaków w tych rolach trudno byłoby znaleźć. I jedynie Nicolai Gedda wydaje się zbyt wytworny do swojej roli.

 Ten śpiewak pojawia się również w innym nagraniu, które wyszło niedawno ze stajni EMI. Jest to „Carmen” Georgesa Bizeta. Główną rolę wykonuje nie kto inny jak sama Maria Callas, Gedda wykonuje partię Don Josego, Micaelę śpiewa Andrea Guiot, a Escamilla – Robert Massard. Orkiestrą Opery Paryskiej dyryguje Georges Pretre. Czy taka obsada jest w stanie zagwarantować sukces? Okazuje się, że niekoniecznie. Wykonanie zarejestrowano w 1964 roku, kiedy głos Callas był już w fatalnym stanie. Mogłoby się wydawać, że wykonanie Callas będzie po prostu przeciętne lub na średnim poziomie, ale tak nie jest. Greczynka wypada fatalnie – jej głos jest nieprzyjemnie rozwibrowany, i czuje się, że artystka nie miała nad nim zbyt dużej kontroli. Dykcja również jest słaba – Gedda podobno wspominał, że w tamtym czasie Callas śpiewała tak, jakby miała „ziemniaki w buzi”, i trudno się z tym nie zgodzić. Jej partii słucha się z rosnącym zniechęceniem i rozczarowaniem. Nagranie ratuje Gedda i Massard – oboje czujący się świetnie w swoich rolach. Pretre prowadzi orkiestrę sprawnie, ale ciężko powiedzieć, żeby jego interpretcja była wybitna – po wysłuchaniu nagrania w głowie raczej nie zostają żadne szczegóły jego wykonania. To po prostu dobrze wykonana robota, ale ciężko oczekiwać, żeby kogokolwiek porwała.

 

Oskar Łapeta

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów