“Pasażerka” – operowa lekcja historii

DR JACEK KORNAK: “Pasażerka” to opera Mieczysława Weinberga, która choć została ukończona już w 1968 roku, to musiała czekać do XXI wieku na swoją premierę. Alexander Medvedev oparł swoje libretto na powieści Zofii Posmysz, która ocalała z obozu zagłady. Dziś po ponad dziesięciu latach od swojej premiery “Pasażerka” wpisuje się na stałe do repertuarów światowych teatrów operowych. Operę to wykonywano już między innymi w Bregenz, Londynie, Huston, Nowym Jorku, Chicago, Frankfurcie, Ekaterinburgu, Moskwie, Warszawie, Dreźnie, a teraz nawet w Aarhus w Danii.

Duńska Opera Narodowa w Aarhus jest teatrem znanym raczej lokalnym melomanom, jednak czasem warto dać szansę takim teatrom. Philipp Kochheim nowy dyrektor artystyczny Den Jyske Opera na inaugurację swojego pierwszego sezonu wybrał właśnie “Pasażerkę”, dzieło właściwie nie znane w Danii. Jednak Kochheim uważa, że nawet mniejsze teatry operowe mają nie tylko grywać “Toscę” czy “Traviatę”, ale też mają misję przybliżenia publiczności ważnych dzieł ostatnich dekad. Najnowszą inscenizację “Pasażerki” wyreżyserował osobiście Kochheim, a partnerem tej produkcji jest Instytut Adama Mickiewicza.

“Pasażerka” to nie jest typowe dzieło operowe o miłości i zazdrości. Opera ta dzieje się na statku do Brazylii. Liese, która podróżuje wraz ze swoim mężem rozpoznaje w jednej ze współpasażerek na statku więźniarkę z Auschwitz. Przywołuje to w jej pamięci sceny z obozu gdy pracowała tam jako strażniczka. Opera ta jest serią scen ukazujących koszmar obozu zagłady. Niesamowicie mocne dramaturgicznie jest zestawienie życia na statku pełnego zabaw, tańców, drinków ze wspomnieniami obozowymi, gdzie życie ludzkie nie miało większej wartości.

Bardzo trudno pisać recenzję z dzieła, które jest tak emocjonalnie ciężkie i wyczerpujące, bo jak tutaj omawiać technikę wokalną, gdy mamy przed sobą obrazy śmierci i odczłowieczenia. “Pasażerka” przede wszystkim udowadnia, że opera jako medium jest w stanie udźwignąć i przekazać nie tylko ckliwe opowieści, ale też lekcję historii. Kochheim ukazuje tę historię bez ckliwości, upiększeń, ani specjalnych chwytów reżyserskich. Umiejętnie zmienia sceny i poprzez kontrast życia na statku z obozem zagłady jeszcze mocniej rozbudza w publiczności emocje oraz prowokuje refleksję nad historią. Przesuwa on też granice sceny i włącza niemal publiczność do przedstawienia poprzez ustawienie żołnierzy niemieckich między rzędami widowni. Tworzy on w ten sposób atmosferę niepokoju oraz napięcia.

Muzycznie przedstawienie to przygotował Christopher Lichtenstein. Lichtenstein poprowadził Aarhus Symfoniorkester wyraziście. Nie epatował patosem, ale umiejętnie budował napięcia w muzyce Weinberga. Jego odczytanie partytury było klarowne. Lichtenstein zaproponował narrację muzyczną, która wciągała i poruszała. Dorothea Spilger stworzyła emocjonującą, a nawet momentami nieco historyczną postać Lisy. Stefania Dovhan zbudowała znacznie bardziej zbalansowaną, wielowymiarową postać. Pomimo młodego wieku, śpiewaczka ta potrafiła stworzyć niejednoznaczną, emocjonalnie głęboką rolę. Leif Jone Olberg bardzo dobrze sprawdził się w roli Tadeusza. Co ciekawe śpiewak ten w drugim akcie grał również na skrzypcach. Jego nieco fałszujące wykonanie Chaconne Bacha było bardzo mocne dramaturgicznie.

“Pasażerka” to nie tylko piękny muzycznie utwór, ale mocne świadectwo historyczne. To też dowód na to, że opera ma wciąż możliwość mówić o sprawach ważnych i ostrzegać przed powtórką historii.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (1 vote)