Pęd wyzwala pęd

Taka jest ludzka natura... Wiecznie za mało. Chcemy więcej, i więcej, i więcej. Póki wszystko się układa, ludzkość nigdy nie zwolni tempa. Cóż, zobaczymy, jak długo będzie nam to uchodziło na sucho” – mówi Peter Grigorjew, szukając na Wyspach Nowosyberyjskich „białego złota”, czyli kłów mamutów.

Na takie wyprawy decydują się nie tylko łowcy, lecz także pracownicy naukowi (jak np. brat Petera Siemion Grigorjew, dyrektor Muzeum Mamutów w Jakucku). Nagrodzony na prestiżowym festiwalu Sundance film „Genesis 2.0” w reżyserii Christiana Freia i Maxima Arbugaeva ukazuje ludzi pełnych aspiracji – jedni pragną podnieść swój standard życia i się wzbogacić, inni chcą wskrzesić mamuta w myśl założeń programu „Genesis 2.0”. W chińskim Narodowym Banku Genów już się klonuje zmarłe psy, a na konferencjach naukowych analizowane są zdjęcia zwierzęcych hybryd, jak np. krzyżówka konia z zebrą czy lwa z tygrysem. Echa przeszłości zderzają się tu z widmem przyszłości, a filmowa opowieść o rodzącym się nowym świecie na zgliszczach starego toczy się leniwie przy refleksyjnej muzyce Eduarda Artiemjewa i Maxa Richtera. A przecież to zaledwie wycinek aktualnego stanu rzeczy. „Wizje przyszłości” w reżyserii Tanji Küchle idą jeszcze krok dalej, pokazując działania artystów zafascynowanych osiągnięciami genetyki i technologicznym rozwojem; eksperymenty naukowe wykorzystują oni na potrzeby artystycznych performance'ów lub społecznych manifestów. „Chcemy więcej, i więcej, i więcej...”. Jak w słynnym „Koyaanisqatsi” w reżyserii Godfreya Reggia i do muzyki Philipa Glassa – żyjemy w zgiełku i zmierzamy ku zatraceniu. Bo „póki wszystko się układa, ludzkość nigdy nie zwolni tempa”. Czy pandemia COVID-19 to właśnie ten moment? Czy może musi jeszcze wybuchnąć III wojna światowa i nastąpić katastrofa nuklearna, która zmusi nas do czynów desperackich w rzeczywistości równie wypaczonej i szalonej, jak ta z pustynnego „Mad Maxa. Na drodze gniewu”?

A może te wszystkie zdarzenia graniczne prowokują nas tylko do wrzucania jeszcze wyższych biegów na autostradzie postępu, może dla ludzkiej cywilizacji „piątka” to wciąż zbyt mało? Nawet jeśli przed ostrym zakrętem zredukujemy biegi, to wszystko to pozostaje grą pozorów, gdyż tak naprawdę służy docelowo dodatkowemu zwiększeniu wydajności. Ekspansja realna czy wirtualna – wszystko jedno jaka, lecz jakaś być musi, ekspansję mamy wpisaną w naszą naturę, niechętnie zastępujemy ją samorozwojem. Życie „realne” stało się więc „wirtualne”, a to dla nas z reguły oznacza jeszcze większe oczekiwania naszych pracodawców, bo przecież online wszystko można zrobić szybciej niż zwykle, skoro już nie wychodzimy z domów. I nie wyjdziemy – utkniemy przy komputerze na długie godziny, nie spostrzegając upływu czasu. Jednocześnie z powodu kryzysu gospodarczego trzeba liczyć się z różnymi wyrzeczeniami i brakiem możliwości awansu, takie są niepisane zasady przetrwania tymczasowego trybu działania. Z kolei potrzeby konsumentów, w teorii ograniczone, w praktyce ulegają zwiększeniu – wykupimy dostęp do każdej platformy streamingowej, a cały zewnętrzny świat zamówimy do domów, ze szczególnym uwzględnieniem wszystkiego, co ma na sobie działający na zmysły napis „eko”. Przeniesiona do internetu edukacja w końcu zmusi rodziców do odrabiania szkolnych zaległości za dzieci lub zmuszania do tej czynności maluchów nawet w weekendy – bo ktoś wyszedł z błędnego założenia, że wyobraźnia siedzących w domach pozostaje uśpiona, a pozbawione socjalizacji w grupie rówieśników dzieci nie potrzebują już czasu spędzanego swobodnie. Zupełnie jakby każda wolna minuta miała ponownie przyciągnąć dziecko do ekranu komputera, lecz już w celu odpalenia ulubionej gry. I jakby zakładając, że każdy domownik ma nieograniczony dostęp do komputera, a może nawet wbudowany w ciało jak w dobrym science fiction. I tak jakby kreatywność, potrzeba samotności czy bezinteresownego kontaktu międzyludzkiego miały zaniknąć jako zbyteczne w tej nowej cywilizacji, która właśnie na naszych oczach się tworzy. Jakbyśmy już sami sobie nie dowierzali, że nas na nie stać, że bez komputera nasze życie zamknięte w ciasnej przestrzeni czterech ścian może jeszcze coś znaczyć. Nauczyciele wcale nie mają lepiej – skrupulatnie opracowują materiały online, ale po ustaniu pandemii i tak większość dni niespędzonych w szkolnym budynku najprawdopodobniej będą musieli odpracować kosztem własnego życia rodzinnego. A co z artystami? Czy w odpowiednim czasie mają zagrać dwa razy więcej koncertów za niższe stawki, skoro raczej nieprędko pojawią się szanse na pełne sale, o zamożnej widowni nie mówiąc? A na razie co niech grają i śpiewają na Facebooku, aby został w sieci dowód, że żyją, funkcjonują, pracują, tworzą, istnieją i żeby w ogóle jeszcze pamiętano, kto to jest artysta i po co? „Tak, to ten pan czy pani, dzięki którym nie nudzimy się w domu, ale teraz, kochanie, wracaj do zajęć” – powie rodzic swojemu dziecku, być może!

W końcu jakoś nasz realny świat w tym wirtualnym należy upakować. Bardzo chcemy się oszukiwać, że w dobie światowej pandemii nic się nie zmieniło poza sposobami komunikacji. Tymczasem zmienia się bardzo dużo. „Wreszcie doceniamy dobrodziejstwa technologiczne, doceniamy i tęsknimy za tym, co dotąd było na wyciągnięcie ręki, mamy czas rozgościć się u samych siebie...” – mówiliśmy w pierwszych dniach kwarantanny. Ale do czasu, póki własnej przestrzeni nie pozwoliliśmy przemienić w „dom globalny”. I może trzeba powiedzieć sobie jasno: ja nie chcę takiego świata, w którym pęd wyzwala pęd. I to nie znaczy, że nie mam ambicji – moją ambicją może być wypicie dziś herbaty bez gorączkowego sprawdzania ekranu telefonu komórkowego i laptopa, bez otwierania wciąż nowych stron i upartego klikania „zaakceptuj”, „pobierz”, „czy masz świadomość RODO”, „zaakceptuj”. Bo gdy dojdę do komunikatu: „rozumiem” lub „udowodnij, że nie jesteś robotem”, nie będzie już nic do rozumienia ani do udowodnienia. Nie będę nic rozumiała, będę robotem i jedno, co dobre, że skończy się dążenie do udowadniania czegokolwiek. A przecież dziś nie ma nic ważniejszego od wypicia herbaty, o ile nie będzie to kolejna zachcianka i przejaw pozoranctwa, kolejny punkt z dziennej (nocnej?) „ramówki”. Herbata, którą dziś pijemy, jest absolutnie najważniejsza. Gdy pijesz herbatę, koniecznie wyłącz komputer:

Herbata jest aktem kompletnym w swojej prostocie.
Kiedy piję herbatę, nic innego się nie liczy.
Reszta świata zanika.
Nie ma zmartwień o przyszłość.
Nie ma grzebania w błędach przeszłości.

Herbata jest prosta: liście, czysta i gorąca woda, czarka.

Wdycham zapach, małe i delikatne cząstki herbaty dryfują ponad czarką.
Piję herbatę, esencja liści staje się częścią mnie.
Jestem napełniony herbatą, zmieniony.

To jest sztuka życia, trwająca ledwie chwilę, w tej jednej chwili prawda świata zostaje nagle zrozumiana: cała złożoność, ból, dramat życia to tylko pozory, wymyślone w naszych umysłach bez wyraźnej przyczyny.

Jesteśmy tylko ja i herbata, połączeni”.
(Thich Nhat Hahn)

Maja Baczyńska

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów