Perły z lamusa [Donizetti Opera Festival w Bergamo]

fot. mat.org.

Gaetano Donizetti to jeden z najbardziej znanych kompozytorów operowych. Dziś jednak spośród prawie siedemdziesięciu oper mistrza bel canta tylko garstka jest znana szerszej publiczności. Organizatorzy Festiwalu Donizettiego w jego rodzinnym mieście Bergamo postanowili to zmienić i co roku są na nim prezentowane dzieła kompozytora, odnalezione w archiwach i w krytycznych opracowaniach. Wiele z nich możemy usłyszeć po raz pierwszy w czasach współczesnych.

Pytanie, czy warto grzebać w lamusie i wydobywać na światło dzienne kompozycje, które z różnych, czasem nawet dobrych powodów popadły w zapomnienie. W tym roku Donizetti Festival prezentuje trzy opery: „Pietro il Grande”, „L’ange de Nisida” oraz „Lucrezia Borgia”.

Podczas tegorocznej edycji wydarzenia miałem okazję zobaczyć dwie z nich. „Pietro il Grande” to wczesna opera buffa Donizettiego. Młody kompozytor był zafascynowany Rossinim i dzieło to wydaje się średniej jakości pastiszem mistrza z Pesaro. Trudno jednak odmówić mu uroku. Sprawia ono wrażenie błahego, ale Orchestra Gli Originali pod batutą Rinalda Alessandriniego wykonała ten utwór z gracją i energią. Alessandrini specjalizuje się w muzyce barokowej, toteż jego Donizetti był pełen żywiołowych rytmów. Orkiestra wprawdzie nie miała szczególnie wyrafinowanego brzmienia, ale nadrabiała to zaangażowaniem i energią. Roberto De Candia był doborowym Piotrem Wielkim. Naturalnością i swobodą wokalną imponował Marco Filippo Romano. Paola Gardina z elegancją i wyczuciem wykonała rolę Madamy Fritz. Najsłabszym ogniwem był tutaj Francisco Brito, który ma wprawdzie liryczny głos o przyjemniej barwie, ale brak mu było wyrazistości wokalnej. Grupa Ondadurto Teatro przygotowała przedstawienie od strony teatralnej. Marco Paciotti oraz Lorenzo Pasquali stworzyli surrealistyczne przedstawienie w stylu Corbusiera. Tutaj wszystko, od kostiumów po scenografię, a nawet ruch sceniczny jest wzorowane na stylu modernistycznym. „Pietro il Grande” obejrzałem z przyjemnością, ale jest to opera, która raczej nie zapada w pamięć.


fot. mat. org

Kolejnym przedstawieniem, które zobaczyłem w Bergamo, było „L’ange de Nisida”. To już dojrzałe dzieło Donizettiego napisane dla paryskiej publiczności. Zostało ono porzucone przez kompozytora, a następnie przerobione na „La Favorita”. Muzykolog Candida Mantica zrekonstruowała tę operę i obecnie mieliśmy po raz pierwszy możliwość zobaczyć w całości jej sceniczną wersję. Utwór ten jest oparty na dramacie Bacularda d'Arnaud, który dziś już chyba przez nikogo nie jest wystawiany. Historia kochanki króla Neapolu Don Fernanda d'Aragon sama w sobie wydaje się dziś dość dziwaczna, jednak Donizetti sprawił, że staje się ona prawdziwie pasjonująca. Nie jest to dzieło w stylu francuskiej grand opery. Mimo francuskiego libretta „L’ange de Nisida” brzmi dość włosko. Jest tutaj nawet postać komiczna Gaspar, której rola została napisana na specyficzny typ głosu basso buffo. Reżyser Francesco Micheli stworzył dość proste przedstawienie. Tutaj jakby z listów, zapisków, fragmentów nut powstają do życia postacie i stajemy się świadkami dawno minionej historii. W pierwszym akcie scena jest usłana nutami. Zapewne ma to przypominać widowni, że opera ta była odtworzona z wielu manuskryptów i zapisków, które pozostawił Donizetti. Kostiumy Margherity Baldoni, czasem proste i współczesne, niekiedy też wycięte z kolorowego papieru, prawdopodobnie mają wskazywać, że historia jest osadzona między średniowieczem a współczesnością. Z pewnością pojawia się tutaj pytanie o aktualność tej opery, ale mimo to kostiumy wydają się po prostu infantylne. Jednak nic nie było w stanie stanąć na drodze wspaniałej muzyce Donizettiego. Jean-Luc Tingaud poprowadził Orchestrę Donizetti Opera klarownie, a zarazem ekspresyjnie. Dyrygent ma niezwykły dar narracyjny. Pod jego batutą muzyka Donizettiego staje się wciągającą opowieścią. Jako król Fernand wystąpił Florian Sempey. Imponował on wyśmienitą dykcją oraz idealną projekcją głosu, co więcej, potrafił świetnie wydobyć i zbalansować delikatne koloratury z mocnymi dramatycznymi fragmentami partytury. Konu Kim jako Leone podbił serca publiczności wyrazistymi wysokimi rejestrami, które wydawały się dla niego dziecięcą igraszką. Poza tym Kim ma po prostu uroczy, lekki głos. Roberto Lorenzi wykonał partię Gaspara z dystansem i humorem. Lidia Fridman stworzyła poruszającą postać Sylvii.

Przyznam, że jadąc do Bergamo, nie miałem żadnych oczekiwań poza usłyszeniem zapomnianych muzycznych ciekawostek. Odkryłem jednak operę, która była w stanie poruszyć mnie swoim pięknem. Warto zatem czasem pogrzebać w lamusie. Można tam nieraz znaleźć perłę.

Dr Jacek Kornak

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów