Piotr Przedbora: Przy dzisiejszej technologii żadna sala nie jest "trudna"

fot. arch. artysty

Płacz ma być płaczem – myślał – a łzy łzami,
a pieśń – wysnutą spod serca muzyką
(Krzysztof Kamil Baczyński)

 

O najnowszej płycie „GUITAR EVOL.3UTION+ORCHESTRA”, muzycznych odkryciach i planach z Piotrem Przedborą rozmawia Magdalena Burek.

Magdalena Burek: Twoja najnowsza płyta „GUITAR EVOL.3UTION+ORCHESTRA” zawiera utwory Krzysztofa Pendereckiego, Krzysztofa Meyera i Mikołaja Góreckiego. Wykonuje je Sinfonia Iuventus pod batutą wspomnianego już Maestro Pendereckiego, Macieja Tworka i Dawida Runtza. Piotr Przedbora występuje w roli solisty. Jak doszło do tej kooperacji?

Piotr Przedbora: Tak naprawdę organizatorem było życie. Po którymś z koncertów w Gdańsku, bodaj w 2016 r., zadzwoniła do mnie pani Małgorzata Polańska,współwłaścicielka wytwórni DUX. Zapytała, czy chciałbym nagrać koncert na altówkę Maestro Pendereckiego, który miał być częścią płyty z jego dziełami. A ja i mój… hm… rozsądek (śmiech) stwierdziliśmy, że muszę się zastanowić. Wiązałoby się to przecież ze zrobieniem transkrypcji. I chociaż muzyka Pendereckiego zawsze robiła na mnie duże wrażenie, to nigdy wcześniej nie miałem okazji pracować nad jego utworami… Zaryzykowałem. Minął rok, spotkałem się z Maestro na pierwszej „przymiarce” i zagrałem koncert na altówkę w moim opracowaniu. Ku mojej radości profesor Penderecki był pod wrażeniem i chciał, żebym nagrał jego utwór w wersji na gitarę. To spotkanie dało mi zielone światło do dalszej pracy nad koncertem. Jakiś czas później mój los splótł się z Krzysztofem Meyerem. Poznaliśmy się w wytwórni DUX w zasadzie przypadkiem. Odbyliśmy przemiłą rozmowę, podczas której Profesor zaproponował mi wysłanie swoich dzieł. Po wnikliwym zapoznaniu z każdym z nich, najbardziej intrygujący okazał się dla mnie „Koncert na gitarę, kotły i smyczki” op. 115. Parę tygodni później podczas pewnego koncertu pierwszy raz usłyszałem „Arioso e furioso – koncert na gitarę, orkiestrę i perkusję”, czyli koncert Mikołaja Góreckiego. Utwór ten urzekł mnie w jednej chwili i od razu pomyślałem, że mógłby być idealnym zwieńczeniem płyty. Tak oto zrodził się pomysł, że oprócz ukazania się mojego wykonania na albumie z muzyką Krzysztofa Pendereckiego, nagram własną płytę z koncertami polskich kompozytorów. Było to ogromne przedsięwzięcie, które oczywiście nie udałoby się, gdyby nie otrzymanie stypendium z programu Młoda Polska oraz pomoc licznych sponsorów.

To były nagrania studyjne czy koncertowe?

Były to nagrania studyjne. Cieszę się, że udało się zarejestrować wszystkie koncerty w jednej sali (w Studiu Koncertowym PR im. W. Lutosławskiego) z jedną orkiestrą (Polską Orkiestrą Sinfonia Iuventus). Spójność brzmienia, jaką mogliśmy dzięki temu uzyskać, była dla mnie bardzo ważna. Nagrywanie z tak dobrą orkiestrą pod dyrekcją znakomitych dyrygentów sprawiło, że muzykowanie i tworzenie całej formy tej płyty było niezwykłym przeżyciem i wielką przyjemnością.

A jak przebiegała praca nad transkrypcją?

Generalnie gitarzyści często dokonują transkrypcji, najczęściej utworów lutniowych, skrzypcowych lub wiolonczelowych. Swoje transkrypcje staram się tworzyć z „białych nut” – bez dynamiki, oznaczeń opalcowania, pozycji i tak dalej. Korzystam zwykle z zapisu nutowego, który chronologicznie jest najbliższy czasowi powstania utworu ponieważ poszczególni edytorzy zazwyczaj dodają coś od siebie, a nie zawsze jest to zgodne z zamysłem kompozytora. W mojej transkrypcji koncertu Pendereckiego starałem się pozostać możliwie blisko oryginału. Podjąłem decyzję o przestrojeniu strun. Chcąc podkreślić charakter gitary, zastosowałem w kilku fragmentach odpowiednie techniki, które wymagały np. zdwojenia niektórych składników akordów lub dodania ich, przy jednoczesnym zachowaniu sensu merytorycznego danej myśli muzycznej. Poprzez moją transkrypcję udało mi się ukazać inny wymiar koncertu, co potwierdził sam Maestro, mówiąc, że jest to zupełnie inny utwór i bardzo mu się ta „inna” wersja podoba.

W czym tkwi różnica?

Gitara jest instrumentem podobnym do fortepianu. W obydwu tych instrumentach zagrany dźwięk momentalnie zaczyna zanikać. Największą różnicą pomiędzy altówką a gitarą jest sposób prowadzenia frazy. Zaadaptowanie dla gitarzysty utworu napisanego na instrument smyczkowy, gdzie dźwięk można modulować nawet w trakcie jego trwania, to wielkie wyzwanie i odpowiedzialność przed kompozytorem. Kluczowe jest utrzymanie charakteru i zamysłu kompozytorskiego, ale duże znaczenie ma również pozostawienie w utworze cech charakterystycznych dla gitary.

Przyznaję, że „GUITAR EVOL.3UTION+ORCHESTRA” to dla mnie repertuar bardzo liryczny. Moje pierwsze skojarzenie z utworem Mikołaja Góreckiego to Orfeusz. To moje dźwiękowe wyobrażenie samego Orfeusza… Tymczasem kiedy przeczytałam na okładce płyty: „koncert na gitarę, kotły, perkusję” itd., odruchowo ściszyłam głośniki. Podświadomie najeżyłam się na mocniejsze brzmienie, chociaż wiedziałam, że jest to klasyka. Skończyło się tak, że musiałam podkręcić decybele, żeby usłyszeć każdą subtelność z tego, jak się okazało, czystego liryzmu.

Dlatego materiał z mojej trzeciej płyty jest w pewnym sensie zachętą, a może dowodem na to, że gitara z towarzyszeniem orkiestry bardzo dobrze brzmi w dużej sali koncertowej, a do tego świetnie odnajduje się we współczesnym repertuarze. Dzięki „kooperacjom” z kompozytorami, a w szczególności z takimi osobowościami, jak Penderecki, Meyer, Górecki każdy instrument może powiększyć i urozmaicić swój repertuar, docierając przez to do szerszej publiczności. To szczególnie ważne, aby gitarzyści propagowali nasz instrument taką właśnie działalnością.

W kulturze istnieje stereotyp gitarzysty jako muzyka rozrywkowego. Bardzo Ci to przeszkadza?

Raczej daje mi to duże pole do popisu. Wiele osób w dalszym ciągu nie ma świadomości, że gitara może mieć też twarz klasycznego instrumentu. Ważne jest, by to zmieniać i wielka w tym rola gitarzystów klasycznych. Niestety nasze środowisko jest dość zamknięte. Gramy dużo na festiwalach gitarowych, lecz rzadko gdzie indziej. Tymczasem muzyka jest tak uniwersalnym językiem, że umożliwia porozumienie się ze słuchaczami z każdego zakątka świata. Po dwóch płytach z solowym repertuarem nagrałem album z koncertami na gitarę i orkiestrę właśnie po to, aby poszerzyć owe horyzonty. Przy dzisiejszej technologii możemy grać wszędzie, żadna sala nie jest „trudna”. Z racji tego, że jestem również realizatorem dźwięku, stworzyłem dla siebie system nagłośnienia, który ma za zadanie nie zmieniać barwy dźwięku, ale jedynie zwiększać wolumen.

Jak?

Bez względu na to, czy gram solo czy z orkiestrą, podczas koncertu jestem na podeście, a przede mną stoi głośnik. Wszystko przechodzi przez system w komputerze, który robi procesing dźwięku. Nie będę tego teraz szczegółowo tłumaczył, ale mam parę sprawdzonych pomysłów. Zdarzało się już kilka razy, że muzycy podchodzili do mnie po koncercie i pytali: „Czy ten głośnik był włączony, czy ma pan tak głośną gitarę?”. To druga sprawa, rzeczywiście mam specyficzną, szczególnie głośną gitarę lutnika Grega Smallmana. Sam Maestro Penderecki zapytał kiedyś: „Gdzie pan ma ten głośnik?”, a grałem wówczas akustycznie. Tak że kiedy słyszę wymówki lub opinie organizatorów typu: „to nie wyjdzie”, „będzie problem z nagłośnieniem”, dobrze wiem, że to bzdura.

A wybiegając w przyszłość… W jakim repertuarze widzisz się za 10, 20 lat?

Czas pokaże. Muzyka klasyczna to moje główne pole działania, ale fascynuję się również muzyką rozrywkową. Bywa, że muzykuję sobie z innymi artystami na różnych jam sessions, grając na gitarze elektrycznej czy też akustycznej. Mówiąc o „klasyce”, warto wspomnieć, że miałem okres, w którym pasjonowałem się przede wszystkim barokiem (szczególnie twórczością Bacha), jednak potem nadszedł czas na romantyzm, aż wreszcie na muzykę współczesną. Kto wie, może zostanę jeszcze jakiś czas przy muzyce ulubionych epok, może uda mi się zagrać jakieś nowe utwory, które dopiero powstaną, może zagram w jakimś projekcie muzyki rozrywkowej. Nie chcę się ograniczać i jestem pewien, że czekają mnie jeszcze ciekawe muzyczne wyzwania. Planów, marzeń i pomysłów jest mnóstwo. Również w sferze realizacji dźwięku, w której mam już na koncie różne ciekawe projekty.

Mógłbyś coś o nich opowiedzieć?

Spośród kilku projektów w ostatnim czasie mogę wyróżnić realizację miksu i masteringu najnowszej płyty Artura Rojka pt. „Kundel”. Jako realizator dźwięku miałem zaszczyt przy niej pracować ze wspaniałymi producentami, Bartoszem Dziedzicem i Aleksandrem Krzyżanowskim.

Czyli teraz bez namysłu odpowiadasz na wszelkie telefoniczne propozycje.

(śmiech) Nie… Jakość jest najważniejsza. Gdybym podpisał kontrakt bez namysłu mogłoby się to skończyć niedobrze, nie tylko dla mnie, a przede wszystkim dla muzyki.

Wierzę, że jeśli się ma konkretne cele, marzenia, ciągle się w danym kierunku rozwija i ciężko pracuje, to mogą się wydarzyć niesamowite rzeczy. Przecież nigdy bym nie pomyślał, że w tak młodym wieku będę współpracował z tak wybitnymi kompozytorami. W dodatku ze wszystkimi naraz! Życie mi pokazało, że od jednego telefonu może zależeć wszystko, że jeden pomysł może się zmaterializować w tym wypadku w postaci „GUITAR EVOL.3UTION+ORCHESTRA“.

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów