Po co jechać na wakacje, jeśli można do opery???

fot. ROH / Tristram Kenton
fot. ROH / Tristram Kenton

JACEK KORNAK: Czerwiec i lipiec były gorącymi miesiącami operowym w Londynie. Nowe produkcje, wielkie gwiazdy, aż człowiekowi nie chciało się jechać nad żadne morze. Kulminacją tego sezonu było wznowienie „Turandot” w reżyserii Andreia Serbana.

Produkcja Andreia Serbana, mimo że ma swoje lata, wciąż wygląda świeżo i budzi podziw. Nic dziwnego, że to przedstawienie od czasów swojej premiery w 1984 roku objechało pół świata i było wystawiane między innymi w Los Angeles, Seulu, Tokio, Parmie, Cagliari, Lizbonie, Madrycie oraz Waszyngtonie, a w samym Londynie na stadionie Wembley. Serban po mistrzowsku kreuje w “Turandot” baśniowy dalekowschodni świat. Jego produkcja jest niezwykle muzyczna i wspaniale ilustruje to ostatnie dzieło Pucciniego. Oglądając to przedstawienie czułem się jak zahipnotyzowany okrutną orientalną fantazją. I choć widziałem tę produkcję już kilkakrotnie, to za każdym razem jestem pod dużym wrażeniem.

Głos – klucz do duszy
W tym roku szczególnie zaimponowała mi „Turandot” ze względu na gwiazdorską obsadę, zatem wybrałem się na nią dwa razy, aby porównać różne składy wykonawców. W pierwszym składzie w tytułowej roli wystąpiła Christine Georke. To bardzo mocny, dramatyczny głos, ale zarazem bardzo rozwibrowany, nieco chwiejny, momentami irytujący. Natomiast Hibla Gerzmawa była zjawiskową Liu. Jej głos był delikatny, czysty, ma srebrzystą barwę i zdolność emocjonalnego wniknięcia w zakamarki postaci. Jako Kalaf wystąpił Aleksandras Antonenko. Nie było to idealne technicznie wykonanie tej roli, ale Antonenko pewne braki nadrabiał mocą i dramatyzmem swojego głosu.

Urzekająca Aleksandra
Lise Lindstrom otwierała kolejny skład tej opery. Jej głos był dość szorstki i w pewnym sensie pasował do roli Turandot, jednak nie było to imponujące wykonanie. Za to Aleksandra Kurzak jako Liu urzekła publiczność. Była zdecydowanie najlepsza w tym składzie. Jej głos nie tylko imponował pięknem, ale Kurzak potrafiła bardzo emocjonalnie wykonać swoją rolę. Jej interpretacja była głęboko poruszająca. W roli Kalafa wystąpił Roberto Alagna. Jego głos brzmiał zdecydowanie, choć momentami nieco matowo. Myślę, że to jednak zbyt mocna rola dla niego. Na pocieszenie dodam, że Alagna rewelacyjnie zabrzmiał… na swoim ostatnim albumie „Malèna”. Mam wrażenie, że taka lżejsza muzyka znacznie bardziej mu pasuje. Alagna to w końcu urodzony śpiewak. Sama Kurzak, prywatnie żona artysty, mówi, że Roberto ciągle śpiewa, np. gotując i pochodzi z rodziny, w której muzykowanie, śpiewanie to po prostu styl życia.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów